piątek, 6 lutego 2015

ROZDZIAŁ 20

Podniosłam się na rękach dając mu do zrozumienia, że chcę się unieść. Odsunął się, a ja wykorzystując moment położyłam się na nim całkowicie go tym zaskakując. Siedziałam na nim okrakiem i wpatrywałam się w jego cudownie zielone tęczówki. Złapał moją twarz w swoje duże dłonie i przyciągnął do swojej twarzy, całując gorąco. Podparłam się dłońmi na jego ramionach, oddając się całkowicie rosnącemu z zawrotną prędkością pożądaniu. Ale Marcel gwałtownie przerwał pocałunek i złapał moje nadgarstki, ściskając je mocno. Oderwał moje dłonie od materiału bluzy gwałtownym ruchem.
- Nie. – Warknął i odepchnął mnie mocno, zrzucając mnie z siebie i prawie też z łóżka. Zęby ma zaciśnięte, przez co linia jego żuchwy jest bardzo wyraźnie zarysowana. Jego oczy są prawie czarne. Patrzy na mnie ze złością, ale po chwili jego wzrok staje się nieobecny. Wyraz jego twarzy się nie zmienia. Leży nieruchomo i tylko patrzy w moim kierunku. Czułam jak moje oczy zachodzą niechcianymi łzami. Odwróciłam się i biegiem udałam do siebie. Położyłam się na łóżku przykrywając kołdrą pod samą brodę, a łzy spływają swobodnie po mojej skórze i wsiąkają w cienki materiał poduszki. Przez to wszystko całkowicie zapomniałam o jego wrażliwości na dotyk. Omotał mnie tym nagłym zachowaniem. Pragnęłam go… Nadal go pragnę. Ale po jego reakcji boję się. Nie wyobrażam sobie kochać się z nim i nie móc go dotknąć. To część tego wszystkiego. Tak bardzo chcę dotknąć jego poranionego, ale dla mnie i tak idealnego ciała. Ale to wszystko chyba powoli mnie przerasta. Nie wiem czy jestem gotowa na to wszystko, ale z drugiej strony nie chcę tak po prostu odpuścić. Za bardzo się w nim zadłużyłam, abym mogła go opuścić. Co tu dużo mówić. Po prostu zakochałam się w tym pięknym chłopaku po przejściach. Nagle drzwi do pokoju gwałtownie się otworzyły. Marcel podbiegł do łóżka i uklęknął przy nim. Patrzył na mnie załzawionymi oczami, w których co trochę majaczył strach, panika i roztrzęsienie. Oddychał ciężko, jakby właśnie skończył biec maraton.
- Lily, nie płacz. To wszystko moja wina. Ja… Wiedziałem, że tak będzie. Za każdym razem gdy się całujemy, mam ochotę się z tobą kochać do nieprzytomności. Do tej pory próbowałem się przed tym chronić, ale gdy zobaczyłem cię w moich ubraniach… Po prostu nie wytrzymałem. Coś we mnie pękło. Cały czas czułem, że robię ogromny błąd. Wiedziałem, że cię skrzywdzę. Ale nie potrafiłem nad tym zapanować. Wiem, że trudno jest ci powtrzymać chęć dotknięcia mnie, więc jestem po części na to przygotowany i staram się reagować jak najłagodniej. I z jednej strony cieszę się, że zareagowałem tylko tak, bo mogło się to skończyć znacznie gorzej. A tego bym sobie nie wybaczył. Ale widzę, że skrzywdziłem cię i czuje się teraz beznadziejnie patrząc jak znowu płaczesz i znowu przeze mnie. Pragnę abyś mnie dotykała, ale gdy to robisz, nie potrafię nad sobą zapanować. Jestem po prostu beznadziejny. – Spuścił głowę i wytarł łzy, które tak jak i u mnie nie miały końca.
- Boję się, że sobie nie poradzę. – Wyszeptałam, a on od razu na mnie spojrzał.
- Z czym? – Zapytał i usiadł obok mnie.
Również się podniosłam, znajdując się teraz na tym samym poziome co on.
- Z twoją fobią dotykania. – Odparłam.
Patrzyliśmy na siebie w pełnej napięcia ciszy. Nie wiedziałam co mam mu jeszcze powiedzieć. Miałam w głowie ogromną pustkę. On wyglądał tak samo. Całkowicie zmieszany i załamany. Na początku tego wszystkiego myślałam, że będzie łatwiej. Że te pocałunki wystarczą. Ale teraz… Po tym co się stało wiem, że to nie będzie takie proste. Spuścił na chwilę głowę, ale ją podniósł i rozpiął swoją bluzę, która po chwili leżała obok niego. Sięgnął po moją dłoń i przysunął się bliżej. Ja również się poprawiłam tak, że oboje siedzieliśmy na piętach i dotykając się kolanami. Nie wiedząc co zamierza zrobić, przyglądałam mu się z ciekawością. Cały czas patrzył w moje oczy. Przyciągnął moją dłoń jeszcze bliżej i położył ją sobie na sercu. Biło bardzo szybko, tak samo jak moje. Oddychał krótko, a w jego zaszklonych oczach ból i strach mieszały się z ulgą. Nie odrywając swojej dłoni od mojej przesuwał ją po swoim ciele do samego brzucha. To samo zrobił z drugą dłonią, a chwile później zabrał swoje ręce, zostawiając moje całkowicie same na jego ramionach.
- Teraz ty to zrób. – Odparł szybko.
Przesunęłam ostrożnie obie dłonie na jego mięśnie piersiowe. Czułam jak spinają się pod moim dotykiem. Gdy chciałam kontynuować podróż, na moją dłoń kapnęła kropelka słonej cieszy. Mój wzrok od razu przeniósł się na twarz chłopaka. Z jego oczu wydostawała się łza za łzą co sprawiło, że i moje poliki od razu stały się mokre.
- Marcel, nie muszę tego robić. – Wyłkałam.
- Nie Lily. Muszę… Chcę wytrzymać. – Odparł zaciskając powieki.
Ponownie położył swoje dłonie na moich i przesunął je powoli w dół, a gdy zmusiłam się już do tego ruchu, zabrał swoje ręce. Kroiło mi się serce gdy patrzyłam na jego twarz. Była pełna bólu i cierpienia. Gdy w końcu dotarłam do brzucha, oderwałam dłonie i szybko przytuliłam się do jego gorącego ciała. Objął mnie wytatuowanymi ramionami, jeszcze mocniej do siebie przyciskając. Oplotłam się nogami wokół jego pasa i dopadł mnie szarpiący całym moim ciałem szloch. Płakaliśmy sobie w ramiona, nawzajem się uspokajając, chociaż w tym momencie to Marcel był bardziej opanowany. To było piękne ale i za razem okropne. Pozwolił mi się dotknąć, chociaż bardzo się tego boi. Ale ból, który malował się na jego twarzy był nie do zniesienia. To naprawdę straszne co trzeba robić, żeby wyrządzisz aż takie szkody w psychice. Nie potrafię tego zrozumieć i chyba nigdy nie będę w stanie.
- Lily… - Cichy szept od razu wyrwał mnie z zamyślenia.
Niechętnie odsunęłam się od niego aby móc na niego spojrzeć.
- Mój ojciec był brutalem, więc wychowywałem się bez miłości. Moja mama zmarła przy porodzie. Nie miałem okazji jej poznać. Przypuszczam, że byłaby jedyną osobą która nauczyłaby mnie kochać. Jednak z drugiej strony cieszę się, że nie było jej przez te wszystkie lata, bo nie zniósł bym widoku ojca, który się nad nią znęca. Babcia nie raz powtarza mi, że mnie kocha, ale nie jest to taka miłość, której pragnę i na którą czekam. Nigdy nie miałem okazji poznać jak to jest kochać. Do momentu, aż poznałem ciebie. – Zrobił pauzę i uśmiechnął się nieśmiało. – Całkowicie zawróciłaś mi w głowie. Całe dnie i noce o tobie myślałem. Nie mogłem spać, bo zastanawiałem się jak przejść przez barierę, którą jest moja przeszłość. Uwierz mi, przed każdą rozmową z tobą byłem gotowy powiedzieć ci dosłownie wszystko. Ale gdy przychodziło co do czego nie potrafiłem. Onieśmielałaś mnie za każdym razem. Ale to uczucie nie gasło. Teraz dziękuję Bogu, że wszystko potoczyło się tak jak się potoczyło, bo gdyby choć jedna rzecz nie wydarzyłaby się, nie siedzielibyśmy tutaj teraz. Spędzałabyś pewnie czas z Niallem, a ja zamiast spać, zastanawiałbym się jak wspaniale musi byś zasypiać i budzić się u twego boku. - Zarumieniłam się. – Gdy wtedy przyszłaś przeprosić mnie za ten wypadek z Niallem wiedziałem, że muszę ci wybaczyć. Gdy się pokłóciliśmy, zamykałem się u siebie i jedyne co mogłem zrobić to sięgnąć bo żyletkę. Za każdym razem cierpiałem z dwóch powodów. Z twojego błędu i tego, że nie mogłaś być przy mnie. Wiem, że to sprzeczne ale tak już mam. Moje popieprzenie często daje się we znaki. – Zaśmiał się cichutko, a ja nie mogłam się nie uśmiechnąć. – Dlatego chcę, żebyś mi pomogła. Staram się jak mogę, żeby utrzymać cię przy sobie, ale to nie zmienia faktu, że w ogóle się na tym wszystkim nie znam. Te wszystkie uczucia, które we mnie wzbudzasz są dla mnie całkowicie nowe. Nigdy tego nie czułem, ale… Zakochałem się w tobie. Kocham cię, Lily.
- Oh, Marcel… - jęknęłam i nie czekając ani chwili dłużej wtuliłam się w niego.
Czyli nie tyko ja to czuję. On też mnie kocha. Ten popieprzony na tysiące sposobów chłopak, z poranionym ciałem ale piękną duszą. Nie wie co to jest miłość, ale chce i nadal próbuje poznać to uczucie. Jest silniejszy niż mi się wydawało. I jemu pewnie też.
- Odejdziesz? – Wyszeptał.
- A chcesz tego? – Spojrzałam w jego czerwone od łez oczy.
- Nie.
- Nigdzie się nie wybieram, Marcel. Też cię kocham. – Odparłam, a on natychmiast złączył nasze usta w wymagającym pocałunku. Położyłam się, a on podążył zaraz za mną. Dłonie miałam ściśle wczepione w jego włosy. Jego ręce błąkały się po moim ciele, podążając w kierunku bioder. Przerwał pocałunek i wsunął dłonie pod bieliznę, powoli się jej pozbywając. Gdy wrócił do moich ust, zdjął również swoje bokserki uwalniając gotową erekcję. Wsunął się pomiędzy moje nogi, przyjmując odpowiednią pozycję.
- Twoja babcia nas usłyszy. – Wyszeptałam.
- Nie ma jej. – Odparł spokojnie.
Poczułam główkę penisa przy moim wejściu, która po chwili powoli we mnie zniknęła. Oparł dłonie po obu stronach mojej głowy i wsuwał się powoli. Rozpychanie było przyjemne, ale i trochę bolesne, z powodu wielkości jego męskości. Jego ruchy były płynne, a z każdym wchodził coraz głębiej. Pocałunkami dawał mi do zrozumienia ile miłości w to wkłada.
- Ah! – Jęknęłam gdy znalazł się we mnie cały.
- Robię to pierwszy raz. – Wydyszał.
Spojrzałam na niego, co było w tym momencie bardzo trudne. Patrzył na mnie z troską i ukrywanym brakiem doświadczenia.
- Nie myśl o tym. Po prostu się poruszaj i oddaj się przyjemności. – Odparłam powoli i pocałowałam jego nabrzmiałe usta.
Gdy się poruszył lekko się skrzywiłam, ale po chwili czułam już tylko i wyłącznie przyjemność. Jego ruchy były szybsze i mocniejsze niż poprzednio, a w moim podbrzuszu powoli budował się orgazm. Jego ciało przylegało do mojego i wspólnie poruszaliśmy się w jednym rytmie. Aby zwiększyć doznania oplotłam się nogami wokół jego pasa i również delikatnie poruszałam biodrami. Gdy w końcu uderzył w mój najczulszy punkt, spadłam w otchłań ogarniającego mnie spełnienia, krzycząc przy tym jego imię. Nie zdejmując nóg z jego ciała, obdarzałam pocałunkami jego usta, choć po orgazmie miałam w sobie tylko resztki sił.
- Lily! Ah! – Krzyknął, jęcząc przy tym gardłowo, sztywniejąc i chwile później opadając na mnie.
Pomimo braku jakichkolwiek sił nie potrafię powstrzymać uśmiechu i on również. Wychodzi ze mnie i kładzie się obok, przyciągając mnie do siebie i okrywając nas kołdrą.
- Zdecydowanie za długo na to czekałem. – Wyszeptał do mojego ucha, przygryzając jego płatek.
Zachichotałam cicho i odpłynęłam w błogi sen śniąc o małym, szczęśliwym, zielonookim chłopczyku.
 
Obudziły mnie mokre pocałunki pod uchem i na szyi. Otworzyłam oczy i od razu spotkałam się z tymi wspaniałymi zielonymi tęczówkami i malinowymi ustami.
- Hej. - Wymruczał, kontynuując słodką torturę.
- Cześć. - Szepnęłam przeciągając się pod nim.
- Już myślałem, że się nie obudzisz. - Spojrzał na mnie z góry.
- A do czego tak bardzo jestem ci potrzebna? - Zapytałam uśmiechając się.
- No wiesz... - Zaoponował z zadziornym uśmiechem.
- Czyli seks ci się spodobał.
- Bardzo. - Uśmiechnął się szeroko i ja również.
- Oj Marcel, Marcel. - Zaśmiałam się, przyciągając go do siebie.
Pocałował mnie i położył się obok, opierając głowę na moim ramieniu. Oplótł mnie ręką w talii. Było jasno więc w końcu mogłam przyjrzeć się tatuażom. Są bardzo kolorowe i w sama nie wiem co przedstawiają. Kolorowe szlaczki, obok jakieś napisy. Nie miało to za bardzo rąk i nóg, ale całość prezentuje się bardzo fajnie. Ciekawa jestem jak wyglądałby z kolczykiem w wardze. Albo w języku. Od dawna zastanawiam się jakie to uczucie podczas pocałunków Czytałam kiedyś o tym na forum i różnych portalach. Podobno to bardzo przyjemne.
- O czym myślisz? - Zapytał chłopak obracając się w moją stronę.
- Serio chcesz wiedzieć?
- Mhm. - Odparł uśmiechając się leniwie.
- Kiedyś czytałam artykuł o tytule... Kolczyki w związkach? Coś takiego. Zafascynowały mnie te w języku i wargach. Ciekawi mnie jakie to uczucie podczas całowania. Kiedyś opowiadałam o tym Niallowi, ale nie chciał sobie zrobić. - Wydęłam usta.
Marcel wstał z łóżka i skierował się do wyjścia.
- Ej no, zostawiasz mnie w tak depresyjnej chwili? - Odparłam z udawanymi wyrzutami sumienia i zachichotałam.
Chłopak również się zaśmiał i wyszedł z pokoju. Co sprawiło, że wyszedł? Może chciało mu się siku? Nie chce wnikać co mu się chciało. Zaśmiałam się w duchu, rozglądając się po pomieszczeniu. Muszę powiedzieć, że ten pokoik zdecydowanie przypadł mi do gustu. Usiadłam na łóżku w poszukiwaniu bokserek i do pokoju wszedł Marcel. Miał na sobie przecierane rurki, czarną koszulkę i bandanę zawiązaną na nosie tak, że nie było widać dolnej części twarzy. Zaczęłam śmiać się jak głupia na jego widok. Mam dzisiaj naprawdę dobry humor.
- Robisz napad na bank? - Zapytałam gdy trochę się uspokoiłam.
Marcel bez słowa podszedł do łóżka i usiadł na przeciwko mnie, sięgając zza tył głowy aby rozwiązać chustę.
- Może ty chcesz to zrobić? - Zapytał.
- Z chęcią. - Uśmiech nie schodził z mojej twarzy. - Nie rozumiem po co to zrobiłeś. - Pokręciłam głową, bo naprawdę nie miałam zielonego pojęcia, dlaczego nagle wzięło go na jakieś przebieranki. Gdy w końcu udało mi się rozwiązać supeł, ściągnęłam bandanę z jego twarzy, a mój uśmiech został zastąpiony zdziwieniem i niedowierzaniem. W dolną wargę wpięta była srebrna obrączka.
- Nie. - Gapiłam się na niego, nadal nie wierząc w to co widzę. - Robisz sobie ze mnie jaja?
- Nawet bym nie śmiał. - Odparł poważnie, ale nie wytrzymał i uśmiechnął się szeroko. - Możesz dotknąć, jeśli chcesz. - Zrobił się nieśmiały, a nieśmiały Marcel to mega słodki Marcel.
Położyłam rękę na jego policzku i kciukiem dotknęłam zimny kolczyk.
- Nie wierzę w to. Jesteś wspaniały! - Krzyknęłam uradowana jak małe dziecko.
- To nie wszystko. - Odparł, ale nie zdążyłam zapytać o co chodzi mu tym razem, bo złączył nasze usta w pocałunku.
Z początku muskał je delikatnie abym mogła nacieszyć się metalowym kolczykiem. Był tak zajebiście zimny, że przeszedł mnie dreszcz, a w dole brzucha poczułam bardzo dobrze mi znane igiełki pożądania. Chwyciłam jego twarz w dłonie dając mu dostęp do wnętrza moich ust. I wtedy poczułam coś jeszcze. Metalowa kuleczka przytwierdzona do jego języka, prześlizgiwała się przyjemnie między naszymi językami, wzbudzając we mnie jeszcze większe dreszcze. Zaczęłam śmiać się w pocałunku uradowana jego niespodzianką. Przerwał pieszczotę wisząc nade mną.
- Jeśli taka będzie twoja reakcja za każdym razem, to chyba muszę zakładać je znacznie częściej. - Uśmiechnął się szelmowsko.
- Zrobisz to dla mnie? - Zapytałam szczęśliwa.
- Czemu nie. - Odparł unosząc brew.
- Jesteś wspaniały. - Powtórzyłam swoje słowa z przed chwili i ponownie przyległam do jego ust ciesząc się metalowa biżuterią i nim samym.

 
 
 
 Mamy już 20 rozdział! :D Trochę się dzieje i myślę, że takich akcji będzie więcej. Rozdział 21 za 32 komentarze. ;*
 
♥ Luv ya ♥
Ola xx
 
 

środa, 4 lutego 2015

ROZDZIAŁ 19

- Co masz na myśli? – Zapytałam od razu zapominając o łzach.
Przejął mnie tym zdaniem zbyt bardzo, bym mogła odpuścić. Nie tym razem. Odwróciłam się w jego objęciach i usiadłam pomiędzy jego nogami, kładąc dłonie na szerokich ramionach. Westchnął i spojrzał na mnie. Niechętnie przyszło mu mówienie, ale w końcu się odezwał.
- W starej szkole. W Bournemouth miałem w klasie dziewczynę, która była bardzo uparta i zawsze musiała postawić na swoim. Nie miałem jeszcze wtedy tylu tatuaży, wiec nosiłem normalne bluzy i bluzki z długimi rękawami. Podobno jej się podobałem, ale ona nie była w moim typie. Blond włosy. Czarne ubrania. Czasami jakieś różowe elementy. No i tona makijażu. Nie chodziła z nami od początku. Dołączyła w drugiej klasie. Wszyscy się z niej śmiali, ale i tak uważała, że każdy ją lubi. A że przyczepiła się do mnie, to ja też byłem pośmiewiskiem. Gdy zaczęła za mną chodzić, straciłem wszystkich przyjaciół, jakich zdobyłem.
- Widocznie nie byli to prawdziwi przyjaciele. – Wtrąciłam.
- Widocznie tak. – Westchnął i kontynuował. – Pewnego razu po raz setny spytała się mnie czy pójdę z nią na randkę. Zgodziłem się bo chciałem mieć to już z głowy. Poszliśmy do jakieś małej knajpki. Było nawet fajnie. Ale później poszliśmy do parku. Siedzieliśmy na ławce. Zaczęła się przysuwać i pocałowała mnie. Błądziła rękami po moim ciele, a ja nie mogłem się ruszyć. Strach mnie sparaliżował. Gdy do głowy zaczęły przychodzić mi wspomnienia, wpadłem w jakąś furię. Odepchnąłem ją tak mocno, że upadła na ziemię i uderzyła głową w krawężnik. Ona... Zginęła. - Wydusił.
Wpatrywałam się w niego z niedowierzaniem. Nie mogłam uwierzyć w to co właśnie usłyszałam. Widać było po nim, że trudno mu o tym mówić, ale jednak to robił.
- Zadzwoniłem po pogotowie. Chwilę później przyjechała policja. Chcieli zamknąć mnie w poprawczaku, ale na szczęście skończyło się tylko na psychologu. Kilka dni później poszedłem do szkoły. Wszyscy już wiedzieli. Wyzywali mnie od mordercy. Nie mogłem tego słuchać. To był tylko wypadek. Nie raz mówiłem jej, żeby zostawiła mnie w spokoju. Wiedziała jaki jestem. W końcu przestałem chodzić do szkoły. Dniami i nocami siedziałem u siebie w pokoju, jeszcze bardziej zamykając się w sobie i tonąc we wspomnieniach. – Przerwał na chwilę i zamknął oczy. Z pod powiek wypłynęły pojedyncze łzy. – Teraz już wiesz, dlaczego tak bardzo boję się twojego dotyku. Nie panuję nad sobą i nie zniósł bym tego, gdybym zrobił ci jakąś krzywdę. – Spuścił głowę, a łzy kapały na jego dłonie.
Siedzieliśmy w ciszy. Każdy pogrążony był w swoich myślach.
- Powiedz coś. – Wyszeptał i podniósł na mnie wzrok.
- Ja… Brak mi słów. – Odparłam.

Ale taka była prawda.

Nie wiedziałam co powiedzieć. To zbyt dziwne, żeby mogło być prawdziwe. Nie dociera do mnie, że Marcel kogoś zabił. To do niego nie pasuje. Jest taki niewinny, wszystkiego się boi. Nie miał dzieciństwa. Nie miał życia jak typowy nastolatek. Wszystko jest dla niego nowe i dopiero się uczy. Ale ta dziewczyna… Po prostu się doigrała. Wiedziała jaki Marcel jest. Otworzył się przed nią, ale ona postawiła na swoim. I skończyło się tak jak się skończyło.
- Lily proszę… - Wyłkał, a łzy płynęły po jego policzkach strumieniami.
Wstałam z niego i bezgłośnie kazałam zrobić to również jemu, podając mu rękę. Złapał ją i wstał, cały czas na mnie patrząc. Lekko go popychając, usiadł na łóżku, a po chwili położył się. Usiadłam na nim w rozkroku. Złapałam jego dłonie i przeplatając nasze palce, umiejscowiłam je po obu stronach jego głowy. Pochyliłam się nad nim i zaczęłam scałowywać łzy z jego twarzy. Od powiek, przez policzki, ostatecznie zatrzymując się na ustach. Złożyłam na nich soczysty pocałunek i gdy chciałam się unieść, Marcel ponownie złączył nasze usta. Jęknęłam przez jego gwałtowność, co on szybko wykorzystał i jego język wkradł się do moich ust, bawiąc się z moim. Uwolniłam jego dłonie i wplotłam swoje w jego brązowe loki. Nie przerywając pocałunków, obrócił nas tak, że teraz to ja byłam pod nim. Całował wymagająco jakby była to jego ostatnia szansa.

To zdecydowanie jest desperacki pocałunek. 

W pokoju słychać tylko nasze ciężkie oddechy i jęki spowodowane gwałtowną przyjemnością. Leżał na mnie i cały czas czułam na swoim brzuchu jego erekcję. Przerwał pocałunek i oboje łapaliśmy cenny tlen, którego zdecydowanie nam w tej chwili brakowało.
- Wybaczasz mi? – Odezwał się po chwili.
- Za co? Przecież nic nie zrobiłeś.
- No… Nie powiedziałem ci wcześniej. – Ręce miał po obu stronach mojej głowy, więc cały czas wpatrywał się we mnie z góry.
- Lepiej późno niż wcale. – Odparłam uśmiechając się i ponownie go pocałowałam.

***

Obudziły mnie krzyki dochodzące z pokoju obok. Przetarłam oczy i otworzyłam je. W pokoju było ciemno, a na zegarze 2:44. Usiadłam na łóżku nasłuchując. Cisza. Położyłam się ponownie ale znowu rozległy się krzyki. Wstałam i szybkim krokiem wyszłam z pokoju. Szłam korytarzem, a gdy zbliżałam się do pokoju Marcela, dźwięki robiły się coraz donośniejsze. Otworzyłam drzwi i nie zdążyłam ich zamknąć bo stan Marcela mnie przeraził. Rzucał się po łóżku i krzyczał, uderzając pięściami w materac. Usiadłam na łóżku i złapałam jego ręce. Był spocony i rozpalony.
- Marcel… Obudź się. – Szeptałam lekko spanikowana.
- Lily, nie umieraj. Proszę... – Mówił przez sen.
- Jestem tutaj. Marcel otwórz oczy.
Nagle uspokoił się i spojrzał na mnie zapłakanymi oczami.
- Lily, jesteś. Żyjesz. – Odparł rozpaczliwie.
Uwolniłam jego ręce, a on wtulił się we mnie, kładąc głowę na moim udzie, a rękoma obejmując mnie w talii.
- Nigdzie się nie wybieram. – Gładziłam go uspokajająco po głowie. – Miałeś koszmar?
- Tak. Śniło mi się, że… Zrobiłem ci krzywdę. Bardzo dużą. – Powiedział. Oddech miał ciężki, nadal uspokajając się po złym snie. – Lily, tak cholernie się boję. – Jego głos się załamał. – Boję się, że cię skrzywdzę. – Zacieśnił uścisk i złapał moją dłoń, jakby sprawdzając czy jestem prawdziwa.
Westchnął i spojrzał na mnie.
- Zostań ze mną, proszę. Nie chcę spać sam. Chcę mieć cię przy sobie i wiedzieć, że nie dzieje ci się żadna krzywda.
- Dobrze. – Wyszeptałam.
Wtulił swoją twarz w moją nogę i jeszcze mocniej mnie objął.
- Dziękuję. – Powiedział, a do pokoju weszła babcia chłopaka.
Podniósł się ze mnie i usiadł obok.
- Marcel wszystko dobrze? – Zapytała siadając na łóżku.
- Tak. Jest okey. Lily mi pomogła.
Przeniosła swój wzrok na mnie i wzięła moją dłoń w swoje.
- Dziękuję ci kochanie. – Wyszeptała. – Śpijcie dobrze.
Uśmiechnęła się do nas i wyszła z pokoju, zamykając drzwi. Marcel usiadł pomiędzy moimi nogami i przytulił mnie. Nadal był gorący.
- Co ja bym bez ciebie zrobił. – Wyszeptał.
Trwaliśmy tak kilka minut, kołysząc się na boki.
- Mogę otworzyć okno? Będzie nam się lepiej spało.
- Pewnie. – Puścił mnie, pozwalając mi wstać.
Podeszłam do okna i uchyliłam je lekko, a gdy się odwróciłam Marcel stał przy szafie i naciągał na swój tors świeżą koszulkę. Odchyliłam kołdrę i położyłam się na boku. Marcel złapał mnie w talii i przyciągnął do swojego ciepłego ciała. Splótł nasze palce i złożył delikatny pocałunek za moim uchem.
- Dobranoc. – Wyszeptał, a ja zapadłam w przyjemny i głęboki sen.

***

Otworzyłam niechętnie powieki i przeciągnęłam się. Rozejrzałam się po pomieszczeniu i chwilę później zdałam sobie sprawę, co zadecydowało o tym, że to tutaj spędziłam noc. Czułam na plecach tors Marcela, a ciepło które od niego biło, zaczynało się robić dokuczliwe. Jego dłoń spoczywała swobodnie na moim biodrze, a nogi mieliśmy poplątane. Mojej uwadze nie umknęła również erekcja chłopaka, która wbijała mi się w tyłek. Obróciłam się w jego objęciach i od razu spotkałam się z przyjemną zielenią jego oczu.
- Hej. - Wymruczał przecierając oczy.
- Cześć. - Wyszeptałam i musnęłam jego usta.
- Czemu nie śpisz? - Zapytał, podpierając głowę na łokciu, aby mnie lepiej widzieć.
- Twoja ciepłota ciała mnie obudziła. - Zachichotałam. - Jak ci się spało?
- Z tobą znakomicie. A tobie?
- Z tobą znakomicie. - Powtórzyłam jego słowa chichocząc.
Uśmiechnął się szeroko ukazując dołeczki, które dodawały mu tego wyjątkowego, chłopięcego uroku.


Układałam właśnie ostatnie rzeczy w szafie. W końcu udało mi się porządnie zabrać za rozpakowanie walizki. Babcia poszła do sąsiadki na herbatę, a Marcel przygotowywał obiad. Pustą walizkę położyłam na dnie szafy i zamknęłam ją. Wyszłam z pokoju i zeszłam na dół, zobaczyć co pichci chłopak. Schodząc po schodach usłyszałam rozmowę Marcela z kimś jeszcze. Ale z kim?
- Myślisz, że będzie chciała ze mną porozmawiać?
- Na pewno. Gdy opowiadała mi o tym, nie zauważyłem aby czuła do ciebie nienawiść. Oczywiście było jej przykro, ale doskonale wie, że osoba pijana nie panuje nad tym co mówi. Po za tym ona po części się z tym zgadza.
Na moment zapadła cisza.
- Że zachowała się jak dziwka. Zgadza się z tym bo wie, że postępowała źle. Dlatego nie nienawidzi cię za to. Jednak moim zdaniem określenie dziwka całkowicie tutaj nie pasuje. Nie chcę, żeby tak o sobie myślała, bo to zbyt brutalne określenie. Po prostu zrobiła błąd i tyle. Dlatego na spokojnie z nią porozmawiaj, a wszystko będzie okey. – Głos Marcela był miękki i aksamitny. - Pewnie jest u siebie, bo rozpakowuje rzeczy. Ostatni pokój po lewo.
- Okey, dzięki Marcel. Ratujesz mi życie, bo… Przyjaźnimy się od czterech lat i nie chcę jej stracić przez moją głupotę.
- Rozumiem cię. Też mi na niej zależy, a jestem nieźle popieprzony, więc ma powody żeby ode mnie uciec.
Zrobiłam krok do przodu i stanęłam w wejściu do kuchni. Zayn na mój widok zerwał się z krzesła, a Marcel obrócił się z patelnią w ręce. Spojrzał na mnie i przywitał mnie uśmiechem.
- Zayn chciałby z tobą porozmawiać. - Odparł Marcel.
Spojrzałam na mulata. Szedł niepewnie w moją stronę, jakby bojąc się mnie i mojego wzroku.
- Cześć Lily. – Odparł ledwie słyszalnie.
Wyglądał jakoś inaczej. Był chudszy, a jego kości policzkowe wystawały jakby chciały przebić skórę.
- Hej Zayn. – Uśmiechnęłam się, a on trochę się rozluźnił. – Marcel, będziemy u mnie. Jak coś.
- Okey. – Odparł, próbując to co ugotował.
Uśmiechnął się i poszliśmy do pokoju. Zamknęłam drzwi i gdy się odwróciłam, Zayn mocno mnie do siebie przytulił. Gdy minęło moje zaskoczenie, odwzajemniłam uścisk.
- Lily, tak bardzo cię przepraszam. Zdałem sobie sprawę z tego co powiedziałem jak wytrzeźwiałem. Szukałem cię, ale ciebie już nie było. Wyjechałaś przeze mnie prawda? – Zapytał i odsunął mnie na tyle, by móc na mnie spojrzeć.
Westchnęłam.
- Też. Ale głównie z powodu Nialla. To miejsce za bardzo mi się z nim kojarzy. – Zamknęłam oczy na wspomnienie jakim Horan jest dupkiem.
- Słyszałem, że chciał cię zgwałcić.
- Tak. A chwilę później przyszedł pijany Zayn Malik i nazwał mnie dziwką.
Ponownie mnie przytulił.
- Przepraszam cię. Proszę wybacz mi. Chcę, żeby nasza przyjaźń trwała wiecznie.
- Tak jak powiedział Marcel, nie nienawidzę cię. Było mi smutno, ale już mi przeszło. – Przestał nami kołysać i spojrzał na mnie.
- Skąd wiesz co mówił Marcel? – Zdziwienie na jego twarzy rosło z każdą sekundą.
- Postanowiłam iść do kuchni, a gdy usłyszałam waszą rozmowę nie chciałam wam przeszkadzać. – Uśmiechnęłam się.
- Wariatka. – Odparł i oboje się zaśmialiśmy.
- Może zostaniesz na obiad?
- Z chęcią, bo pachnie cudownie.
- Strasznie schudłeś. - Zmieniłam temat, bo martwi mnie jego wygląd.
- Miałem doła przez ostanie dni, więc… Sama wiesz.
- Mam nadzieję, że już minął?
- Zdecydowanie. – Uśmiechnął się i ponownie objął mnie swoimi silnymi ramionami.

***

- Dzisiejszy obiad był przepyszny. Kto nauczył cię tak gotować?
- Babcia. Gotuje jeszcze lepiej ode mnie. Nikt nie robi lepszych naleśników od niej.
- To jak twoje są takie dobre…
- Uwierz mi, moich naleśników nie powinno się nawet porównywać z jej. Niebo w gębie. – Odparł podając mi szklankę soku.
- Poproś ją, żeby jutro zrobiła.
- Jak sobie życzysz. – Zaśmiał się, a ja po chwili do niego dołączyłam.
Gdy chciałam sięgnąć po szklankę, Marcel niechcący potrącił ją i wszystko wylądowało na mojej jedynej piżamie.
- Jezu Lily, tak bardzo się przepraszam. – Odparł spanikowanym głosem, a ja nie mogłam powstrzymać śmiechu.
- Z czego tak się śmiejesz, co? – Zapytał zachowując powagę, ale kąciki jego ust zadrżały.
- Z twojej reakcji. – Wydusiłam.
Pokręcił głową, uśmiechając się i sięgnął po ręcznik.
- Zejdź.
Zrobiłam jak kazał i stanęłam przy lodówce, uważając aby nie wdepnąć w pomarańczową kałużę.
- Fajnie wyglądasz na podłodze. – Zadrwiłam, powstrzymując kolejny napływ śmiechu.
- Zamiast niepotrzebnie ruszać tymi słodkimi ustami, może poszłabyś się przebrać? – Odparł nie przerywając wycierania.
- Tylko, że… Nie mam w co.
- Oh. – Przysiadł na piętach i spojrzał na mnie. – To w takim razie weź ode mnie jedną z koszulek. – Uśmiechnął się, a ja pobiegłam na górę.
Wyciągnęłam z szafy czarny T-shirt z Nirvaną i jedną parę bokserek z Calvina Kleina. Po szybkim prysznicu, złożyłam jego ubrania i stanęłam przed lustrem. Bokserki o dziwo pasowały idealnie, a bluzka sięgała mi do połowy ud. Gdy weszłam do kuchni, Marcel zmywał szklanki po soku. Odwrócił się po ścierkę, która leżała na wyspie i spojrzał na mnie. Zmierzył mnie od góry do dołu, co trochę mnie onieśmieliło, więc przygryzłam wargę.
- Na tobie leży zdecydowanie lepiej. – Uśmiechnął się. - Masz coś pod spodem. - Było to bardziej stwierdzenie niż pytanie.
Podwinęłam materiał do połowy brzucha, ukazując bieliznę. Szczęka mu opadła i patrzył na mnie z niedowierzaniem.
- Założyłaś moje bokserki? – Wyjąkał.
- Spodenki też miałam mokre więc… - Spuściłam głowę, patrząc na niego spod rzęs.
- Oh Lily… - Jęknął i zanim się zorientowałam stałam przygwożdżona do zimnych  drzwi lodówki, z jego ustami na moich. Złapał mnie za pośladki i uniósł do góry. Oplotłam go nogami w pasie i nie przestając się całować wyszliśmy z kuchni. Powoli i ostrożnie wszedł po schodach, a gdy byliśmy w jego pokoju położył mnie na łóżku. Pocałunek był namiętny i gwałtowny. W moim podbrzuszu zaczęło budować się pragnienie. Przeniósł dłonie na moje biodra i podwinął koszulkę pod same piersi. Pocałował mnie wymagająco i obniżył się na wysokość mojego brzucha, składając na nim długie i mokre pocałunki. Wsunął dłonie pod materiał bluzki, tak że czułam jego dłonie pod piersiami. Jego loki łaskotały moją skórę, co słodko potęgowało uczucie pożądania. Wrócił do moich ust, całując je krótko i przeniósł się na linię szczęki. Dłonie cały czas trzymałam w jego miękkich włosach. Przygryzał moją skórę na szyi, a ja wiłam się pod nim coraz bardziej. Przygniótł mnie biodrami do materaca, a na brzuchu czułam gotową męskość. Dmuchnął w świeżą malinkę i zajął się zaniedbanymi ustami. Ścisnął lekko moje piersi, a ja rozchyliłam wargi, co od razu wykorzystał, wsuwając język. Ponownie naparł na mnie biodrami, na co jęknęłam głośno w jego usta.
- Tak bardzo cię kurwa pragnę. – Wydyszał między pocałunkami.
 
Ja ciebie też Marcel. Ja ciebie też.
 
 
 

Mamy rozdział 19! :D Troszkę się dzieje, w szczególności pod koniec, więc pewnie wiecie czego się spodziewać w następnym poście. Ale czy na pewno wszystko pójdzie zgodnie z planem? Wszystko wyjaśni się w rozdziale 20 za 31 komentarzy. ;*
 
Dziękuję również za ponad 10 000 wyświetleń. ♥ No i jak zawsze za wspaniałe komentarze. ;*
 
♥ Kocham Was. ♥
Ola xx

poniedziałek, 2 lutego 2015

ROZDZIAŁ 18

- Sam nie wiem. Żadna mi nie pasuje. – Odparł przyglądając się swojemu odbiciu w przymierzalni.
- Marcel, w każdej jest ci cudownie. Ale ta poprzednia była najlepsza. – Zdjęłam z wieszaka kurtkę o której mówiłam.
Spojrzał na mnie krzywo, a ja bezradnie spuściłam ręce.
- Robisz to specjalnie prawda? – Zapytałam.
- To znaczy?
- Mówisz, że nic ci nie pasuje bo nie chcesz żeby ci pasowało. Nie chcesz, żeby coś ci kupić?
Kiwnął nieśmiało głową, a ja westchnęłam.
- Marcel, naprawdę mi to nie przeszkadza. Po prostu powiedz mi co ci się podoba, zapłacę za to i po sprawie. – Uśmiechnęłam się biorąc do rąk resztę kurtek. – No więc? Którą chcesz? Możesz wziąć dwie. Są przeceny więc warto skorzystać.
Spojrzał jeszcze raz na siebie i na kurtki, które trzymałam.
- Śmiało. - Szepnęłam.
- Tą. – Wskazał na czarną ramoneskę, w której wyglądał najlepiej.
- I? – Ugh. Ciężko uzyskać od niego odpowiedź. – Ta? – Uniosłam wyżej klasyczną skórzaną kurtkę.
- Okey. – Zgodził się. Wreszcie.
Zabraliśmy wszystkie rzeczy i poszliśmy do kasy.
- Gdzie teraz idziemy? – Zapytał łapiąc mnie za rękę.
- Może coś zjemy? Wykańczają mnie zakupy z tobą. – Zaśmiałam się.
- Sama tego chciałaś. – Również się zaśmiał. - Dzięki za te kurtki.
- Nie masz za co. To prezent. – Uśmiech nie opuszczał mojej twarzy.
Zatrzymał mnie i obrócił w swoją stronę.
- Wspaniały. – Wyszeptał i złączył nasze usta w pocałunku.
- Lily? – Usłyszałam za sobą męski głos.
Marcel odsunął się dając mi możliwość obrócenia się.
- Louis. – Podeszłam do niego i mocno uściskałam.
- Dobrze, że cię widzę. Miałem dzisiaj do ciebie dzwonić.
- Coś się stało? – Zapytałam lekko zaniepokojona.
- Chodzi o Nialla. Policja zatrzymała go na 48 godzin i w tym czasie przejrzeli jego papiery. Dwa lata temu miał do czynienia z narkotykami.
- Kiedy? Przecież… Byliśmy wtedy razem. – Odparłam z niedowierzaniem.
- Pamiętasz jak w wakacje wyjechał na 5 tygodni?
- No tak. Mówił, że jedzie do Włoch bo jego rodzice załatwiali jakieś papiery, czy coś.
- Dokładnie. Tylko, że nie pojechał do Włoch. Poleciał do Stanów bo jakiś jego stary kumpel go zaprosił. Miał całą bandę, z którą prowadził dilerkę na cały Oregon i Kalifornię. Było dobrze dopóki jego kumple go nie wykiwali. Ukradli mu całą kasę, którą zarobił z nimi w udziale w dystrybucji. No więc Niall podpieprzył im kilka torebek marihuany i po trzech tygodniach wrócił do Anglii. Złapali go na lotnisku i dwa tygodnie siedział za przemyt prochów.
- C-co? – Szczęka mi opadła. – Gdzie on teraz jest?
- Nadal siedzi. Za tydzień będzie miał rozprawę za próbę gwałtu i pobicie. – Zerknął na Marcela i z powrotem na mnie.
- Skąd policja wie o pobiciu?
- Na nożu były odciski jego palców, więc gdy lekarze go usunęli, wezwali policję. No a oni zajęli się resztą.
- Był jakiś nóż? – Wtrącił prawie piskliwym głosem Marcel.
- Z tego co wiem miałeś rany kłute brzucha. – Odparł Louis.
Spojrzałam na Marcela. Jego wzrok był nieobecny jakby przypominał sobie wszystkie wydarzenia.
- Okey, dzięki Lou. Dzwoń jak będziesz wiedział coś nowego.
- Pewnie. A w ogóle co u ciebie? Znalazłaś jakiś nocleg?
- Jest okey. Zatrzymałam się u Marcela. – Uśmiechnęłam się. - A u was?
- Spoko. Zayn ma doła. Żałuje, za to co mówił gdy wrócił pijany i myśli, że to przez niego wyjechałaś. 

 Tak naprawdę był jednym z powodów.

- Pewnie będzie chciał z tobą pogadać. – Dokończył.
- Pewnie tak. – Westchnęłam, myślami wracając do tamtego dnia.
- Słuchajcie, musze lecieć. Może kiedyś do nas wpadniecie?
- Ciekawa propozycja. – Odparłam. – Pomyślimy. – Spojrzałam na Marcela, a on skinął głową.
- To super. Trzymajcie się. – Przytulił mnie na pożegnanie, a z Marcelem wymienił typowy dla chłopaków uścisk.
- Pa Lou. – Powiedziałam i głowiąc się nad tym co właśnie usłyszałam, skierowaliśmy się coś zjeść.

***

Od południa nie opuszczają mnie myśli o Niallu. Cholerny drań. Rodzice mieli rację, mówiąc że to oszust jakich mało. Ale oczywiście ja byłam mądrzejsza twierdząc, że kocha mnie tak samo mocno jak ja jego i wcale nie jest taki groźny, jakby mogło się na pierwszy rzut oka wydawać. Być okłamywaną przez tyle lat? Przez własnego chłopaka? To niedorzeczne. Dokładałam wszelkich starań, żeby było nam jak najlepiej. Żeby nie było żadnych kłótni o błahostki. A ten idiota jeździł do Stanów po prochy. Mogę się założyć, że w Ameryce przeleciał nie jedną, podczas gdy ja zastanawiałam się, jak mu jest we Włoszech i martwiłam się o to czy aby na pewno był tam bezpieczny. Jak widać kochać, a być kochanym to zupełnie dwie różne rzeczy.
- Grosik za twoje myśli. – Usłyszałam łagodny głos Marcela dochodzący zza moich pleców.
Odwróciłam się i spojrzałam na niego. Był ubrany w piżamę, a włosy miał lekko wilgotne po kąpieli.
- Lily, co się dzieje? Gdy wychodziłem pół godziny temu, siedziałaś w tej samej pozycji co teraz.
- Myślę o Niallu. – Odparłam niepewnie, bojąc się jego reakcji gdy usłyszy jego imię. On jednak spokojnie usiadł na krześle obok i spojrzał na mnie. Był opanowany i nic nie dało się wyczytać z jego twarzy. Chyba, że to tylko pozory.
- Martwisz się o niego. – Powiedział zaciskając szczękę.
- Nie! – Odparłam zgodnie z prawdą. – Po prostu… Nadal nie mogę uwierzyć w to, że byłam w nim zakochana po uszy, a on tak bezlitośnie mnie oszukiwał. – Spuściłam wzrok na swoje dłonie.
- Ej, mała. Nie przejmuj się nim. – Złapał mój podbródek i zmusił aby spojrzała w zieleń jego oczu. Były ciepłe i widać w nich troskę. – Nie rozpamiętuj tego co było dwa lata temu. Gdybyście nadal byli razem, miałabyś powody żeby się zamartwiać. Ale zerwaliście więc… Po prostu patrz w przyszłość i myśl o tym co cię czeka. No albo żyj z dnia na dzień tak jak niektórzy. – Zaśmiał się i szeroko uśmiechnął, ukazując dołeczki, a mi od razu zrobiło się cieplej na sercu.
Bez słowa przyciągnęłam go do siebie i przytuliłam, a on od razu zesztywniał. Odsunęłam się od niego zrezygnowana.
- Nawet nie mogę się do ciebie przytulić. – Wyszeptałam.
W jego oczach widać było smutek, żal i bezradność. Przeczesał dłonią wilgotne pasemka, bijąc się przy tym z myślami.
- Chodź spać. Jesteś zmęczona. – Odparł po chwili.

Oh, nie ma to jak zmienić temat.

Zsunęłam się powoli z krzesła i minęłam go, bez nawiązywania jakiegokolwiek kontaktu wzrokowego.
- Lily… - Zaczął, kładąc swoją dłoń na moim ramieniu, ale bez słowa strąciłam ją i poszłam do łazienki.

Gdy wyszłam spod prysznica, ubrałam piżamę i stanęłam przed lustrem. Wpatrywałam się w swoje zakłopotane odbicie. Może powinnam poczekać? Może chciał mi coś powiedzieć? Nie wiem, ale jestem bezsilna. Nie mogę go dotykać i obawiam się, że nie wytrzymam tak zbyt długo. Czułam jak łzy powoli napływają do moich oczu. Rozczesałam włosy i poszłam do siebie, co trochę wycierając łzy płynące po policzkach. Położyłam ubrania na walizce. Miałam ją dzisiaj rozpakować. Może zrobię to teraz? Muszę się czymś zająć, a kładąc się do łóżka, będę skazana na przemyślenia i zamartwianie się wszystkim. Zapaliłam lampkę i kucnęłam przy walizce, wyjmując po cichu pierwsze ubrania. Gdy chciałam wsadzić je do szafy, drzwi wejściowe zaskrzypiały i już po chwili Marcel siedział na łóżku. Cały czas czułam na sobie jego wzrok, ale nie przestałam rozpakowywać bagażu.
- Czemu robisz to teraz? Dochodzi 22:00.

Odpowiedzieć mu? Czy zmienić temat tak jak zrobił to on?

- Odpowiesz mi? – Jego głos stał się nagle chłodny i bez patrzenia na niego wiedziałam, że właśnie zaciska szczękę.
- Nie muszę.
- Niby dlaczego?
- Skoro ty nie odpowiedziałeś mi, to dlaczego ja muszę odpowiedzieć tobie? – Odparłam, a mój głos zadrżał.
- Oh, Lily. – Wyszeptał i usiadł za mną.
Objął mnie ramieniem pociągając tak, że usiadłam na jego udach. Oparł głowę o moje ramię. Na plecach czułam jego gorący tors, a brązowe loki łaskotały mnie po policzku.
- Płaczesz przeze mnie prawda? – Wyszeptał.
Kiwnęłam głową, a on jeszcze mocniej mnie przytulił.
- Dlaczego ty możesz mnie przytulać, a jak ja chcę to zrobić, od razu się spinasz? – Wyłkałam.
- Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak cholernie pragnę, abyś to zrobiła. Pragnę twojego dotyku każdym centymetrem mojego popieprzonego ciała, ale nie wiem gdzie mnie dotkniesz i boję się tym jak na to zareaguję. Nikt mnie nigdy nie dotykał w taki sposób w jaki ty chcesz to zrobić. Jak już ci kiedyś mówiłem, jedyny dotyk jaki znam to ból.
- Może nie ufasz mi wystarczająco. – Wyszeptałam.
- Ufam ci bezgranicznie. Ale…  Ja po prostu nie chcę cię skrzywdzić.
 
 
 
 
Mamy nowy rozdział! :D No i powoli zbliżamy się do miłosnej sceny głównych bohaterów. Rozdział 19 za 30 komentarzy. ;*
 
♥ ILY ♥
Ola xx


niedziela, 1 lutego 2015

ROZDZIAŁ 17

Był piękny poranek. Promienie słońca przedzierały się przez szare rolety, jakby już dawno zaplanowały sobie dla mnie pobudkę. Spojrzałam na zegarek. Dochodziła 10:00. Przeciągnęłam się i rozejrzałam po pokoju w którym, można powiedzieć, zamieszkałam. Był niewielki, ale przytulny. Ściany były w kolorach bladego błękitu. Łóżko z piękną białą ramą i pościelą w tym samym kolorze. Po obu stronach stały dwie szafki nocne w kolorze jasnego brązu, podobnie jak panele podłogowe, a przy ścianie szafa z trzema szufladami. Usiadłam na brzegu łóżka i spojrzałam na walizkę, która od wczoraj stoi obok łóżka. Marcel cały wieczór nalegał abym rozpakowała bagaż, ale nie miałam już wczoraj na to siły. Będę musiała się wciąć za to dzisiaj. Westchnęłam i wyszłam z pokoju. Drzwi Marcela były zaraz obok moich więc nie miałam daleko. Weszłam po cichu w nadziei, że jeszcze śpi, ale łóżko było puste. Postanowiłam zrobić małe rozeznanie po pokoju. Teraz jest jasno więc widać wszystko znacznie lepiej niż wieczorami, kiedy miałam okazję przebywać tu w półmroku. Wszystko utrzymane było w odcieniach szarości. Gdzieniegdzie wpraszały się czerwone elementy. Na ścianach trzy szerokie szare pasy, na których wisiały szkice jakiś krajobrazów. W rogu pokoju czarna szafa, a po przeciwnej stronie pod oknem biurko. Łóżko takie samo jak w moim pokoiku. Jedynie pościel była w szaro-czerwone ornamenty. Podeszłam do okna odsłaniając rolety, dzięki czemu w pokoju było jeszcze jaśniej i podparłam się o drewniany blat. Dom znajdował się na wzniesieniu, dlatego widać było stąd budynki oddalone nawet o kilka kilometrów. Pomimo tego, że była jeszcze zima, kolory były intensywniejsze niż zazwyczaj. Nawet drzewa w pobliskim parku sprawiały wrażenie jakby obrosły liśćmi z dnia na dzień. Nagle poczułam za sobą ciepłe ciało Marcela. Objął mnie i mocniej do siebie przyciągnął tak, że czułam na biodrze jego erekcję.
- Dzień dobry. – Usłyszałam niski pomruk zaraz obok ucha.
Odwróciłam się w jego objęciach i spojrzałam na niego. Miał na sobie czarny T-shirt z przetartym logiem The Rolling Stones i spodenki do połowy uda w tym samym kolorze. Włosy zmierzwione, a na twarzy leniwy uśmiech.
- Cześć. – Odparłam i również się uśmiechnęłam.
- Co tu robisz? – Zapytał z zaciekawieniem.
- Szukałam cię, bo chce mi się pić. A przy okazji zafascynował mnie ten widok. – Obróciłam się z powrotem w stronę okna wskazując na krajobraz.
Na horyzoncie widać było nawet centrum Holmes Chapel.
- Ładnie, co? Wiosną jest jeszcze lepiej. – Wymruczał, a mnie przeszedł przyjemny dreszcz.
Odwrócił mnie w swoją stronę i patrzył na mnie szmaragdowymi tęczówkami. Przygryzłam wargę i spojrzałam na niego spod rzęs. Złapał mnie za podbródek i uniósł wyżej moją twarz. Pochylił się nade mną, a nasze twarze dzieliło zaledwie kilka centymetrów. Intensywnie wpatrywał się w moje oczy, jakby szukał tam pozwolenia na dalszy krok. Jest tak wysoki, że musiałam stanąć na palcach aby sięgnąć jego ust. Musnęłam jego wargi i spuściłam głowę, ale on szybko odnalazł moje usta i kontynuował pocałunek, sadzając mnie na biurku. Zarzuciłam ręce na jego ramiona, wplątując palce w miękkie włosy. Trzymał mnie mocno w talii jakby bał się, że mu ucieknę. Zwieńczył pieszczotę, całując kącik moich ust. Objęłam go i przytuliłam. Pachniał tak nieziemsko. Zapach żelu pod prysznic mieszał się z seksownymi męskimi perfumami i nieskazitelnym zapachem Marcela.
- Chodź. Podobno chciało ci się pić. – Powiedział po chwili i pomógł mi zejść z biurka.
Złapał mnie za rękę i poszliśmy do kuchni.

***

- Co będziemy dzisiaj robić? – Zapytałam biorąc kolejny kęs pysznej jajecznicy, którą zrobiła nam jego babcia.
- Co tylko zechcesz. Jest piękna pogoda więc możemy się gdzieś przejść.
Kiwnęłam głową.
- Jak twoje nogi? – Zapytał przypatrując mi się.
- Lepiej niż wczoraj, ale nadal są sine.
Jego wyraz twarzy uległ zmianie. Zacisnął szczękę i spojrzał na mnie chłodnym wzrokiem.

A jeszcze przed chwilą był taki rozpromieniony.

- Nie przejmuj się tym. Jeszcze tydzień i nie będzie ani śladu. – Uśmiechnęłam się nieśmiało, wyczekując jego reakcji. Na szczęście rozluźnił się, a kąciki jego ust zadrżały.
Wstawiłam swój talerz do zlewu i wzięłam się za jego mycie.
- Zostaw. Ja to zrobię. A ty idź się szykować. – Odparł ze szczerym i ciepłym uśmiechem.
Zrobiłam jak kazał i poszłam do siebie. Postanowiłam ubrać czarne spodnie i Conversy w tym samym kolorze, bluzkę z Batmanem i jeansową kurtkę. Poszłam do łazienki i przeczesałam włosy. Nałożyłam również lekki makijaż, a gdy kończyłam malować rzęsy w progu stanął Marcel. Nadal był piżamie.
- Mogę? – Zapytał zanim wszedł.
- Jasne. – Odparłam od razu.
Wyjął z szafki piankę do włosów i wycisnął trochę na dłonie.
- Nie możesz zostawić ich takich? – Spojrzałam na niego. – I nie mów mi, że będziesz się ubierał tak jak do szkoły.
- Taki mam plan. – Odparł.
- Nie chcę, żebyś tego robił. Jesteś piękny bez tej całej szopki. Poza tym, sweterki w kratkę wyszły już trochę z mody.
- Ale…
- Zaufaj mi. – Uspokoiłam go z uśmiechem.
Wzięłam jego dłonie w swoje i wsadziłam pod strumień ciepłej wody. Dokładnie pocierałam opuszkami palców po jego skórze, aby pozbyć się resztek pianki. Cały czas przyglądał mi się z ciekawością. Zakręciłam wodę i wytarłam nasze ręce. Nie puszczając jego dłoni zaprowadziłam go do pokoju i posadziłam na łóżku. Otworzyłam szafę i skanowałam wzrokiem każdą rzecz, która się tam znajdowała. Jeden sweter, drugi sweter, trzeci, czwarty… Jeny, ile tego tu jest? Obok kilka par sztruksowych spodni. Ugh. A na dole dwie pary sandałów. Spojrzałam na niego z niedowierzaniem. Uśmiechnął się przepraszająco.
- Chodzisz w sandałach do szkoły? – Wyksztusiłam.
Skinął głową. Patrzyłam na niego z niedowierzaniem.
- Gdzie trzymasz te wszystkie czarne rzeczy? – Zapytałam w końcu, bo w tej szafie na pewno nie znajdę nic, w co można by go ubrać.
- W szufladach. – Z jego twarzy nie schodziło zaciekawienie.
Otworzyłam pierwszą. Była bardzo głęboka i znajdowały się tam same bluzki. Wyjęłam wszystkie i usiadłam na podłodze przeglądając każdą z osobna. Jedna z nadrukiem Ramones, dwie z Nirvaną, kolejne dwie z The Rolling Stones. Potem kilka gładkich, a na końcu dwie białe z czaszkami. Uśmiechnęłam się pod nosem. Położyłam je obok i przeszłam do drugiej szuflady. Spodnie. Dwie pary czarnych, kolejna para w tym samym kolorze ale z przetarciami na kolanach. Potem jedna para ciemnych jeansów, a na spodzie szare dresy. Zajrzałam do ostatniej szuflady. Na dnie stały trzy pary butów. Czarne Conversy i dwie pary Martensów.
- Dlaczego tego wszystkiego nie nosisz? – Zapytałam całkowicie zszokowana, że tak wspaniałe ciuchy marnują się w szafie.
Przeczesał włosy dłonią.
- Mówiłem ci już, że nie lubię się tak pokazywać. Że nie lubię swojego ciała.
- Marcel, przecież pod tym nie będzie widać twojej skóry. Masz jakieś kurtki? Czy tylko ten płaszcz? - Zapytałam, pokazując na granatowe, trochę znoszone już okrycie.
- Nie. – Szepnął.
- Poczekaj tutaj. – Odparłam i poszłam do siebie.
Wzięłam z łózka telefon, a z walizki wyjęłam dwie skórzane kurtki. Wróciłam do Marcela. Ramoneski położyłam obok niego, a w telefonie wybrałam numer do mamy. Czekając aż odbierze, wróciłam do przeglądania ubrań.
- Słucham? – Usłyszałam jej miękki głos.
- Hej mamuś. Co tam słychać?
- Wszystko dobrze. Tata załatwia ostatnie sprawy. W przeciągu tygodnia powinniśmy wrócić. – Odparła pogodnie. A co u ciebie kochanie?
- Po staremu. Trochę się ostatnio działo. – Spojrzałam na Marcela i posłałam mu uśmiech.
 - Jak to? Co się stało? – Zapytała zszokowana.
- Opowiem ci, jak wrócicie. Za długa rozmowa jak na telefon. – Zaśmiałam się. – Słuchaj mamo. Przesłałabyś mi 500 funtów? Chciałabym zrobić prezent przyjacielowi. – Rzuciłam okiem na chłopaka, a on patrzył na mnie z szeroko otwartymi oczami.
- Zaynowi?
- Nie, Marcelowi. Wspominałam ci o nim.
- Ahh pamiętam. Pewnie słońce. Za godzinkę będziesz miała je na koncie.
- Dziękuję. Kocham cię mamo.
- Ja ciebie też słońce. Trzymaj się tam. I pozdrów Marcela. – Odparła promiennie i mimo kilometrów wiedziałam, że właśnie się uśmiecha.
- Pozdrowię. – Zachichotałam i spojrzałam na Marcela posyłając mu uśmiech. Podziękował bezgłośnie.
- Kończę, kochanie. Tata właśnie wrócił. Masz pozdrowienia.
- Dziękuję. Ucałuj go. Dajcie znać jak będziecie wiedzieć kiedy wracacie.
- Dobrze. Papa Lily.
- Pa mamo. – Rozłączyłam się i uśmiechnęłam do telefonu.
Odłożyłam urządzenie i zajęłam się stertą ubrań, która przede mną leżała. Wybrałam T-shirt z Ramones, przetarte spodnie i czarne Martensy. Resztę złożyłam i schowałam do szuflad.
- Ubierz się w to. – Dałam mu rzeczy i usiadłam obok. – Jeśli chcesz mogę wyjść. – Położyłam rękę na jego udzie, a on spiął się.
- Przepraszam. – Szepnęłam i zabrałam rękę, ale on położył moją dłoń z powrotem i przykrył swoją.
- Powinienem… Chcę przyzwyczajać się do twojego dotyku. To ja przepraszam. - Westchnął. - Ale nie chcę abyś widziała mnie w takim stanie. Nie chcę abyś patrzyła na moje ciało, bo nie zasługujesz na to.
- Ej, przestań. Nie przeszkadzają mi twoje tatuaże. Jesteś cudowną osobą ze wspaniałą duszą i charakterem. To liczy się dla mnie najbardziej. Ale jeśli chcesz abym wyszła bo poczujesz się dzięki temu lepiej, nie ma sprawy.
- Dziękuję. – Odparł i złączył nasze usta w krótkim pocałunku.
- Będę za drzwiami. Zawołaj mnie jak będziesz gotowy. – Uśmiechnęłam się i wyszłam z pokoju.
Usiadłam pod drzwiami, ale nie musiałam długo czekać, bo po chwili rozległo się jego wołanie. Weszłam i spojrzałam na niego. Bluzka swobodnie zwisała mu z szerokich ramion. Spodnie były obcisłe, a przedarcia dodawały całemu strojowi drapieżności. Ciężkie buty idealnie współgrały z całością.
- Powinieneś tak chodzić codziennie. – Przygryzłam wargę, nie spuszczając wzroku z jego ciała. – Spróbuj ubrać jeszcze to. Może być trochę mała, ale chcę tylko zobaczyć jak będziesz wyglądać. – Uśmiechnęłam się wręczając mu ramoneskę. O dziwo zmieścił się, ale na dłuższą metę byłaby na niego zdecydowanie zbyt mała. Obróciłam go w stronę lustra i stanęłam za nim. Pociągnęłam za dół kurtki i wygładziłam zagniecenia na plecach.
- Wyglądasz cudownie. Pójdziemy do galerii i poszukamy takich kurtek. Mama przelała mi pół tysiąca więc możemy poszaleć. – Uśmiechnęłam się szeroko, ale on spoważniał.
- Chyba nie chcesz mi kupować ubrań.
- Czemu nie?
- Nie chcę abyś wydawała na mnie pieniądze.
- Marcel, to dla mnie przyjemność. Zrobię ci prezent na urodziny. Poza tym chcę ci się jakoś odwdzięczyć za nocleg tutaj. – Nasz wzrok skrzyżował się w lustrze.
Zgarnął swoje loki do tyłu i obrócił się w moją stronę.
- Nawet nie próbuj protestować. – Uprzedziłam go, zanim zdążył cokolwiek powiedzieć.
- Okey. – Westchnął i przytulił mnie.
Nie puszczając mnie, zaczął postępować do przodu, a gdy poczułam na nogach ramę łóżka usiadłam na nim. Posunęłam się w głąb, a Marcel zdjął kurtkę i pochylił się nade mną. Przylgnął do moich ust, od razu wsuwając do nich język. Pocałunek był tak gwałtowny, że czasami zderzaliśmy się zębami. Pociągałam za pasma jego włosów, co chyba mu się podobało bo mruczał w moje usta. Nasze języki toczyły gwałtowną walkę. Przygryzłam jego wargę, a on oparł swoje czoło o moje. Oddychaliśmy ciężko po gwałtownym wręcz desperackim pocałunku.
- Co ty ze mną robisz Lily. - Wyszeptał i ponownie przyległ do moich warg.





Mamy rozdział 17! Pierwszy w lutym i w dodatku w urodziny Harrego. ♥ :D Kolejny za 30 komentarzy. ;*
 
Któryś raz z kolei pytacie kiedy Marcel jej powie, że naprawdę ma na imię Harry. Nie mogę dokładnie powiedzieć wam kiedy, bo musiałabym opowiedzieć wam tutaj wszystko co będzie się wkrótce działo. :D
Ale nie martwcie się. Już niedługo Lily się o tym dowie. ;* 
 
♥ Kocham Was ♥
Ola xx


piątek, 30 stycznia 2015

ROZDZIAŁ 16

Po pięciu minutach stania pod drzwiami w końcu odważyłam się zapukać. Deszcz zagłuszał wszystko co działo się w domu. Znów pogrążyłam się w zamyśleniu, jednak nie na długo. Drzwi otworzyły się. Stał w nich Marcel, ale gdy mnie zobaczył od razu je zamknął.
- Marcel. Otwórz. Nie musimy się już spotykać. Jeśli chcesz zniknę z twojego życia raz na zawsze. Chcę tylko ci wszystko wytłumaczyć. Proszę, wysłuchaj mnie.
Czekałam i czekałam. Po drugiej stronie panowała cisza. W końcu drzwi ponownie otworzyły się, a ja odetchnęłam z ulgą.

I przez cały ten czas wstrzymywałam oddech.

Weszłam do środka i spojrzałam na chłopaka. On jednak tylko przelotnie na mnie zerknął i skierował się do siebie. Podążyłam za nim i w końcu znaleźliśmy się u niego. W pokoju panował półmrok. Na łóżku był lekki bałagan, podobnie jak na biurku. Usiadł na materacu i bawił się swoimi palcami.
- Mogę? – Zapytałam chcąc przewiesić kurtkę przez oparcie fotela.
Spojrzał na mnie i kiwnął głową. Gdy odwiesiłam okrycie i stanęłam obok biurka. Wolałabym siedzieć obok niego na łóżku, ale pewnie nie życzyłby sobie tego.
- No więc? – Odparł z wyczuwalną niecierpliwością w głosie.
- No wiec… - Westchnęłam. – Znowu wszystko zawaliłam. Nie panowałam nad sobą gdy Zayn zaczął mnie całować. Jest tak za każdym razem.
- Za każdym razem? – Wykrztusił.
W jego oczach czaiło się niedowierzanie.
- Tak, ale to nie to co myślisz. Spaliśmy ze sobą dwa, może trzy razy. Po prostu nie potrafię sobie radzić z problemami…
- I dlatego za każdym razem włazisz Zaynowi do łózka. – Wtrącił zirytowany.
- Nie. To znaczy… Ugh. On też tego chciał. Kocha mnie, ale…
- To skoro on kocha ciebie a ty jego, to po co zawracasz sobie głowę mną? Uwierz mi. Nie było mi łatwo gdy dowiedziałem się o tym, że to ty kazałaś Niallowi mnie pobić. A potem, że spałaś z Zaynem. Myślałem, że moje gorsze dni w końcu się skończyły. Gdy wczoraj ode mnie wyszłaś, pierwszy raz od 4 lat nie miałem potrzeby się ciąć. Ale dzisiaj rano… Mój szczęśliwy czas znowu się zakończył. Bo najwyraźniej ten pocałunek nic dla ciebie nie znaczył i wolałaś pieprzyć się z Zaynem.
- Nie kocham go. Poza tym nie wiesz co czułam gdy się całowaliśmy.
- Może nic nie czułaś. - Znowu mi przerwał.
- Przestań do cholery! Zależy mi na tobie, ale ty tego nie rozumiesz.
- Gdyby ci zależało, nie uprawiałabyś seksu z Malikiem! – Krzyknął stając przede mną. – Zawróciłaś mi w głowie już pierwszego dnia w tej cholernej szkole! Było fajnie. Ale jakoś potem zaczęło się sypać. Bo co? Chciałaś wiedzieć więcej, ale ja nie chciałem ci nic powiedzieć. Naprawdę nie było mi łatwo. Chciałem ci się zwierzyć, ale nie byłem jeszcze na to gotowy. Gdybyś miała takie gówniane życie jak ja, wiedziałabyś co to znaczy. Nie wiesz co to jest prawdziwy ból i cierpienie, bo nie miałaś okazji tego doświadczyć. Nie życzę ci niczego złego. Ale irytuje mnie twoje zachowanie bo... Po prostu zachowałaś się jak dziwka. – Wydusił.
Ręce miał zaciśnięte w pięści, a w oczach szkliły się łzy. Podobnie jak po chwili w moich. Gdy wypłynęły, zakryłam ręką usta, powoli przetwarzając wszystkie informacje, które właśnie usłyszałam. Po raz kolejny usłyszałam dzisiaj, że zachowuję się jak szmata. Ale niestety wszyscy mają rację. Opierałam się o biurko, z zawieszonym wzrokiem w podłodze. Spojrzałam spod rzęs na chłopaka. Szczękę miał zaciśniętą, a wzrok nieobecny, jakby analizując swoje słowa. Przez jego twarz przepływały różne uczucia. Po chwili otworzył usta i spojrzał na mnie.
- Lily, przepraszam cię. Wiesz, że mam problem z panowaniem nad sobą i nad tym co mówię. Ja… Ja tak nie uważam.
- Nie Marcel. Masz rację. Zachowuje się jak dziwka. Może powinnam jechać do lasu i jakoś to wykorzystać.
- Ej, przestań. – Podszedł do mnie i złapał mnie za ramiona. – Nie mów tak. Owszem, twoje zachowanie było ostatnio bezmyślne. Dość często. Ale to nie powód, żeby oceniać siebie aż tak nisko. Wczoraj powiedziałaś mi, że popełniasz błędy. Masz rację, bo każdy je popełnia. Niektórzy częściej, inni rzadziej. Ale naszym obowiązkiem jest uczyć się na błędach i więcej ich nie robić. Mam nadzieję, że zrozumiesz sens tych słów. Nie chcę, abyś znów zrobiła coś głupiego, bo cierpisz wtedy i ty i ja. Obiecaj mi to. Nie chcemy ponownego smutku, bo mi też na tobie zależy. Bez względu na wszystko. – Odparł i przyciągnął mnie do siebie.
Nic z tego nie rozumiem. Parę minut temu myślałam, że mnie nienawidził, a teraz? Głos miał spokojny, a jego gest przytulenia całkowicie mnie zaskoczył. Zawiesiłam ręce na jego szyi i przyciągnęłam go do siebie jeszcze mocniej.
- Dziękuję. I Obiecuję. – Wyszeptałam.
- Również dziękuję. – Odparł i czułam, że się uśmiecha.
Trwaliśmy w tej pozycji kilka długich, ale wspaniałych minut.
- Napijesz cię czegoś? – Zapytał odsuwając się. - Mam wodę, sok, herbatę, kawę. Chyba. – Zaśmiał się.
Również zachichotałam.
- Może być sok.
- Okey. To zaraz wracam. Rozgość się. I przepraszam za ten bałagan.
- Spoko. – Odparłam uspokajająco.
Marcel uśmiechnął się i wyszedł z pokoju. Obróciłam się w stronę łóżka. Wygładziłam kołdrę i położyłam się. Drzwi cicho zaskrzypiały, gdy chłopak wrócił.
- Nie za wygodnie? – Rzucił podając mi szklankę.
- Idealnie. Dziękuję. – Uśmiechnęłam się i upiłam łyk pomarańczowej cieczy.
Marcel odstawił moja szklankę i usiadł obok. Patrzyliśmy się na siebie w przyjemnej ciszy.
- Masz łaskotki? - Zapytał po chwili.
- Mhm. – Potwierdziłam niepewnie.
Uśmiechnął się pod nosem i gdy odstawił szklankę wskoczył na łóżko. Rozpoczynając słodką torturę, łaskocze mnie bezlitośnie pod żebrami, a ja piszczę, chichoczę i wije się pod nim. W końcu chwytam go za nadgarstek, próbując powstrzymać, ale na próżno. Łaskocze mnie z jeszcze szerszym uśmiechem i większą siłą.
- Nie! Przestań! – Wołam, ale nic z tego. – Marcel! – Protestuję ze śmiechem. Rzucam głową na boki, cały czas próbując wywinąć się spod niego, chichocząc i odpychając jego ręce, ale on nie odpuszcza.
- Marcel, przestań! – Błagam z uśmiechem i w końcu spełnia moja prośbę.
Chwyta moje dłonie, którymi jeszcze chwile temu odpychałam jego i położył je po obu stronach mojej głowy, przytrzymując je swoimi i wisząc nade mną. Oboje ciężko dyszymy, łapiąc powietrze. Patrzy na mnie z… Radością? Ciekawością? Pożądaniem? Co za spojrzenie!
- Jesteś śliczna. - Wyrzucił z siebie.
Wpatruję się w jego zielone oczy, a on nie spuszcza ze mnie wzroku, skanując moją twarz centymetr po centymetrze, jakby widział mnie po raz pierwszy. Zamykając oczy, pochylił się nade mną i pocałował mnie w usta. Puścił moje dłonie i wplótł palce we włosy. Robiąc to samo, czułam jak powoli zalewa mnie fala pożądania. Nagle nasz pocałunek się zmienił. Z delikatnego i subtelnego muskania warg, przerodził się w zmysłowy, głęboki i zdecydowany pocałunek. Moje mięśnie spięły się słodko. Przeniósł swoje dłonie na moją talię i ścisnął mnie aby otrzymać dostęp do wnętrza moich ust. Nasze języki plączą i otulają się wzajemnie. Jęczę w jego usta z powodu ogarniającej mnie coraz większej przyjemności. Przygryza moją wargę i muska słodko i czule jeszcze kilka razy moje usta. Nasze oddechy są ciężkie i szybkie. Położył się na mnie i wtulił twarz w zagłębienie szyi.
- Co to? - Zapytał unosząc się.
Przejechał opuszkami palców po mojej skórze i spojrzał na mnie.
- To Zayn prawda? Zrobił ci to wczoraj jak się pieprzyliście? - Wyjąkał, a ja wiedziałam, że chodzi o malinkę.
Wstał ze mnie gwałtownie i podszedł do biurka, zanim zdążyłam jakkolwiek zareagować.
- To nie Zayn. - Odparłam siadając na materacu. - Niall dzisiaj u nas był.
- Oh. Jeszcze lepiej! - Spojrzał na mnie poirytowany. - Wiesz co Lily...
- On chciał mnie zgwałcić. - Wtrąciłam.
Jego wyraz twarzy od razu się zmienił.
- Nie zrobił tego prawda? - Odparł z troską w głosie.
- Nie. - Szepnęłam.
- Oh Lily. - Podszedł do mnie i wziął mnie na kolana. - Zrobił ci coś jeszcze?
- Pobił mnie. W uda.
Nic więcej nie mówił. Przytulił mnie do siebie i kołysał uspokajająco. Trwaliśmy w takiej pozycji kilka minut.
- Zadziwiają mnie twoje nagłe zmiany nastrojów. - Powiedziałam po chwili.
- Jestem niestabilny emocjonalnie i często mam huśtawki nastrojów. Stwierdzono to klinicznie.
Zachichotałam
- No co? - Na jego ustach pojawił się lekki uśmiech.
- Nic, po prostu śmiesznie to brzmi. - Zaśmiałam się, a on dołączył do mnie.

***

- Będę się zbierać. - Odparłam niechętnie, bo bardzo wygodnie leżało mi się w jego objęciach. Gdy chciałam się unieść, przyciągnął mnie do siebie jeszcze mocniej.
- Dlaczego?
- Jest późno. Nie chcę ci przeszkadzać. Poza tym muszę jeszcze znaleźć jakiś nocleg.
- Jak to? Nie masz gdzie mieszkać? - Zapytał zaskoczony.
- Wyprowadziłam się od chłopaków. Męczyło mnie mieszkanie tam. A u mnie jeszcze przez miesiąc będzie trwał remont.
Zawiesił wzrok w powietrzu, poważnie się nad czymś zastanawiając.
- Możesz przez ten czas zamieszkać u mnie.
- Nie, Marcel. Nie chcę wam przeszkadzać. Poradzę sobie.
- Nalegam. - Nie dawał za wygraną. - Nie chcę abyś szlajała się po jakiś brudnych motelach. Może u mnie nie jest jakoś na bogato, ale przynajmniej będę miał cię na oku. - Nie widziałam go, ale czułam, że się uśmiecha. - Na prawdę nie będziesz przeszkadzać. Babcia na pewno nie będzie miała nic przeciwko, a ja tym bardziej. Proszę.
- Okey. - Westchnęłam.
- Dziękuję. - Wyszeptał i ucałował mnie w czubek głowy.
Splótł nasze palce, całkowicie zasłaniając moje dłonie swoimi, a ja oparłam się z powrotem o jego ramię, pogrążając się w myślach dotyczących Marcela.

Chłopaka, w którym zakochiwałam się w niewiarygodnie szybkim tempie.
 

 
 
No i mamy kolejny rozdział! :D Dzisiaj zaczynam ferie, więc przez najbliższe dwa tygodnie będę miała więcej czasu na pisanie, co wiąże się z tym, że będziecie mogli szybciej spodziewać się postów. Oczywiście wszystko zależy od was i od waszych wspaniałych i motywujących komentarzy, za które dziękuję. ♥ Rozdział 17 za 29 komentarzy. ;*
 
♥ Luv ya ♥
Ola xx

wtorek, 27 stycznia 2015

ROZDZIAŁ 15

Obudziłam się niechętnie, ale gorąco które mnie ogarniało robiło się trochę nieznośne. Przeciągnęłam się i poczułam w talii rękę chłopaka, a na biodrze jego erekcję. Lekko się uniosłam, powoli przypominając sobie wydarzenia z wczorajszego wieczoru. Rozejrzałam się po pokoju. Wszędzie leżały ciuchy, przy łóżku zużyta prezerwatywa. Zamarłam. Zakryłam usta dłonią.

Co ja najlepszego zrobiłam.

Zdjęłam z siebie rękę Zayna i wyszłam z łóżka, od razu ubierając bieliznę, a potem kolejne części garderoby. Jak ja mogłam. Możliwe, że gdy Marcel po raz pierwszy od dłuższego czasu poczuł się szczęśliwy i zapomniał o gorszych dniach, ja zabawiałam się z Zaynem i jego fiutem. Zamyślona nie usłyszałam jak Malik wstał z łóżka i po chwili obejmował mnie w talii.
- Hej, mała. Gdzie się wybierasz. – Wymruczał sennym głosem, stojąc za mną zupełnie nagi.
- Zostaw mnie. – Warknęłam i strąciłam jego ręce.
- Ej, ej. Co się dzieje. – Odparł zaskoczony.
- A jak myślisz? Co się mogło stać? Całuję się z Marcelem, po czym się z tobą bzykam. Chyba nie na tym polega przyjaźń.
- To do kogo masz pretensje? – Parsknął.
- Zayn! Uwiodłeś mnie!
- Sama tego chciałaś. – Rzucił wciągając spodnie.
- Tak? Od kiedy? Sam wiesz, że zależy mi na Marcelu.
- To skoro tak ci na nim zależy, to mogłaś mnie zatrzymać. – Odparł niewzruszony.
- Próbowałam się odpychać. A ty co? Przyssałeś się do mnie jeszcze bardziej!
- Cóż. Tak czy siak jest już po fakcie. Chyba powinien poznać prawdę.
- Teraz jesteś taki mądry? Ciekawe jakbyś zareagował na jego miejscu.
- Pewnie użyłbym tych żyletek, które od niego przytachałaś.
- Oh.
- Oh. – Rzucił przekomarzając się ze mną.

Ale mi wcale nie jest do śmiechu.

- Dlaczego ty zawsze musisz wszystko popsuć?! – Krzyknęłam.
- Ja to zepsułem? O ile dobrze mi wiadomo to ty działasz na dwa fronty i nie możesz się zdecydować, kogo w końcu wybrać. To ty to psujesz. I jeśli dalej będziesz tak postępować, to zostaniesz sama. Nikt nie będzie miał ochoty słuchać twoich ciągłych przeprosin. I łaskawie nie wmawiaj mi, że to wyłącznie moja wina. Przyznaję się, że trochę przewinień w tym wszystkim należy również do mnie. I owszem, nie musiałem tego robić, ale sama wiesz co do ciebie czuje i jak na mnie działasz. Ale sama tego chciałaś. Nie czułem, żebyś wczoraj w jakikolwiek sposób sprzeciwiała się temu co robiliśmy. Więc dobrze ci radzę. Zastanów się nas swoim postepowaniem, zanim skrzywdzisz kogoś na tyle, że nie skończy się to szczęśliwie. – Odparł i wyszedł z pokoju trzaskając drzwiami.
I potem jeszcze raz wychodząc z domu. Wkurzył mnie, ale ma rację. To na siebie powinnam i jestem cholernie zła. Usiadłam na łóżku chowając twarz w dłonie. Złość natychmiast została zastąpiona żalem i bezsilnością, a z oczu wypłynęły pierwsze łzy. Mogę mieć pretensje wyłącznie do siebie.

***

Siedzę przy biurku już którąś godzinę z koleji, robiąc wszystko by zająć myśli czymś nie związanym z Zaynem lub Marcelem. I jak na razie nawet mi się udaje. Napisałam już opowiadanie z polskiego i przerobiłam chyba cały zbiór zadań z matmy, a mój mózg po tym wszystkim to jedna wielka miazga. Pogoda również nie pomaga w ogarnianiu myśli. Od samego rana pada, a na ulicy płyną już wielkie strumienie wody. Jeśli do wieczora deszcz się nie uspokoi, znowu czeka mnie kilkugodzinne wylewanie wody z piwnicy.
Poczułam wibracje telefonu i sięgnęłam po urządzenie do tylnej kieszeni moich spodni. Nie zerkając na wyświetlacz, odebrałam.
- Słucham?
- To prawda?
Z drugiej strony usłyszałam, pełen złości, ale jednocześnie smutku i żalu głos Marcela. Przeszyło mnie w samych kościach. On już wie.
- Marcel, to nie tak…
- A jak? Zaufałem ci. Nawet nie wiesz jak się cieszyłem gdy poczułem twoje usta i ciało przy moim. Ale ty po tym wszystkim uprawiasz seks ze swoim najlepszym przyjacielem. Nie wiem co w ciebie wstąpiło. Czułem się jak idiota gdy Zayn mi to powiedział. I również stwierdził, że twoje zachowanie nie jest fair. Naprawdę zastanów się co robisz. A najlepiej to daj sobie ze mną spokój. Myślę, że wtedy rozwiążą się twoje wszystkie problemy.
- Marcel… - Nie zdążyłam dokończyć bo w słuchawce nastąpiła głucha cisza, oznajmiająca zakończenie rozmowy.
W tym samym momencie, ktoś wszedł do domu. Z impetem wstałam z fotela i szybko wyszłam z pokoju. Mam z Zaynem trochę do pogadania. Gdy doszłam go kuchni, zderzyłam się z umięśnionym i wytatuowanym ciałem. I od razu wiedziałam do kogo należy. Śmierdział jeszcze trochę wódką ale to pewnie pozostałości, które wylały się z niego po roztrzaskaniu butelki. Pomimo pewnie mocnego uderzenia, rany nie wyglądały poważnie. Niepewnie spojrzałam na jego twarz i od razu obleciał mnie strach.
- N-niall? C-co ty tutaj robisz? – Odparłam drżącym głosem.
Powoli postępował w moja stronę, a ja odsuwałam się do tyłu. Dopóki nie natrafiłam na ścianę. Zbliżył się do mnie i palcem przesunął od ucha do moich ust.
- Przyszedłem do ciebie. – Jego głos był spokojny ale przepełniony groźbą.
Zadrżałam gdy cała jego dłoń przyległa do mojego policzka.
- Może porozmawiamy? N-napijesz się czegoś? – Odparłam najspokojniej jak potrafiłam, ale i tak całe moje ciało dygotało pod wpływem ogarniającego mnie strachu.
- Nie przyszedłem tu pić i rozmawiać. No chyba, że pod pojęciem rozmowy kryją się inne pojęcia np. zastraszanie, bicie i tak dalej. – Jego głos cały czas był złudnie spokojny.
Na jego słowa przeszedł mnie dreszcz. Wiem po co tu przyszedł. Zayn się nie mylił.
- Niall, proszę…
- O co mnie prosisz? – Błękit jego oczu coraz bardziej nade mną dominował.
- N-nie bij mnie. Proszę. - Wyjąkałam.
- A więc tego się boisz. Może muszę to wykorzystać?
Gdzieś głęboko powoli wzbierały łzy i robiłam wszystko aby nie znalazły ujścia. Nie mogę płakać. Nie teraz.
- Niall, c-co się z tobą stało? Zmieniłeś się.
- Ja się zmieniłem? To ty mnie zmieniłaś. Zdziro. – Zęby miał zaciśnięte, a jego ręka zniknęła z mojego policzka.
- Dlaczego… - Nie zdążyłam dokończyć, bo jego dłoń boleśnie uderzyła w moją skórę.
- To przez ciebie. Dlatego pragnę się teraz na tobie odegrać. – Rzucił i złapał mnie za włosy ciągnąc do pierwszego lepszego pokoju.
- Puść mnie! – Krzyknęłam, a ten szarpnął jeszcze bardziej.
Pomieszczenie do którego mnie zaciągnął stało puste. Trzymaliśmy w nim pudła i przy ścianie stało tylko małe łóżko. Rzucił mnie na materac i w tym czasie zamknął drzwi na klucz.
- Dam ci teraz nauczkę. Taką, że się nie pozbierasz. – Chwycił kawałek materiału który wystawał z pudła i przedarł go na cztery części.
Każdą z nich przywiązał moje nogi i ręce do rogów łóżka. Gdy pochylał się nade mną zauważyłam czerwone kropeczki na jego ramieniu. Czy on ćpa?! Szybko zorientował się, że wpatruję się w jego ranki, więc od razu zganił mnie mocnym uderzeniem w twarz.
- Zabawimy się. Nie obchodzi mnie czy tego chcesz czy nie. – Sięgnął po nóż i przeciął moje jeansy.
Po chwili leżałam przed nim jedynie w bieliźnie i T-shircie, który podwinął aż pod moje piersi. Położył się na mnie, a na udzie poczułam jego erekcję. Nie, nie, nie. Błagam.
- Niall, czemu to robisz? – Powiedziałam, ze łzami w oczach.
- Bo mogę. – Wydukał.
- Jesteś chujem. – Rzuciłam, a on ponownie mnie uderzył.
- Tak się bawimy? Mała suko?
Podniósł się ze mnie i zdjął swoje spodnie. Wrócił do poprzedniej pozycji, a jego twarz znajdowała się kilka centymetrów od mojej. Zaczęłam się wierzgać gdy przyssał się do mojej skóry na szyi.
- Niall! Przestań do cholery! – Krzyczałam, ale jego to nie powstrzymywało.
Przygryzł skórę zębami, a potem ponownie zaczął ją ssać. Chciałam go z siebie zrzucić, ale bez pomocy rąk jest to nie możliwe.
- Teraz jesteś moja. – Warknął kończąc dmuchnięciem w skórę. – Ale to dopiero początek. – Wyszeptał.
I gdy chciał zdjąć bokserki ktoś zaczął szarpać za klamkę.
- Lily? Co się dzieje? – Usłyszałam zza drewnianej powłoki głos Louisa.
- Niall tu jest! – Krzyknęłam rozpaczliwym głosem.
Blondyn zgromił mnie wzrokiem, uderzył i poszedł otworzyć drzwi. Wychylił jedynie głowę.
- Niall? Co tu robisz?
- Wyjaśniamy z Lily kilka spraw.
- Louis on chce mnie zgwałcić! – Przerwałam im spokojną pogawędkę.
Niall zamarł i zesztywniał. Obrócił się w moja stronę i szybkim krokiem podszedł do mnie, rzucając się na mnie z pięściami. Zaczął bić mnie po nogach, a ja wręcz wyłam z bólu. Łzy nieustannie wypływały z pod zamkniętych powiek. Słyszałam krzyk Louisa. Chyba nawet próbował go odciągnąć, ale ten wpadł w traumę i nawet nie drgnął. Jego pięści zderzały się z moimi udami z coraz większą siłą, a ból docierał aż do kości. Nagle chłopak zaprzestał ruchów i zaczął kiwać się na boki. Po chwili padł jak kłoda na podłogę tracąc przytomność. Louis stał obok ze strzykawką w dłoni. Nie czułam nóg, a ból był tak ogromny, że nie miałam nawet siły wydobyć z siebie słowa. Chłopak usiadł obok mnie i głaskał uspokajająco po włosach.
- Policja zaraz tu będzie, Lily. Zabierze go. – Odparł uwalniając moje kończyny z ciasnych węzłów. Od razu skuliłam się w kłębek i objęłam nogi. Nie minęło nawet kilka minut, a już były sine.
- Musisz się przejść. Zobaczyć czy nie połamał ci kości. Pomogę ci. – Wyciągnął do mnie rękę.
Niechętnie chwyciłam ją i prawie bez sił stanęłam obok łóżka. Moje nogi były jak z galarety i trzęsły się, ale jakimś cudem udało mi się postawić kilka kroków.
- Jest okey. Usiądź.
Tak też zrobiłam, a on zajął miejsce obok mnie i przytulił mnie. Nie miałam już czym płakać.

***

Parzyłam chwilę na odjeżdżający radiowóz, po czym skierowałam się do kuchni po szklankę wody. Usiadłam na stołku przy wyspie i powoli sączyłam zimną ciecz. Mój wzrok skierował się w stronę drzwi, którymi wszedł właśnie Zayn. Zdjął buty i rozejrzał się po pomieszczeniu, nie puszczając się futryny. Spojrzał na mnie i slalomem dotarł do kuchni.
- Na co czekasz? Na księcia z bajki? – Prychnął.
Był nieźle wstawiony i ledwo patrzył na oczy. Cały czas wpatrywał się we mnie przymglonymi alkoholem, ale nadal intensywnie brązowymi oczami.
- Niemrawa coś dzisiaj z ciebie istota. Wiesz… Lily… - Zaczął przeczesując pijacko swoje włosy. - Nie dziwię się że Niall cię zdradził. Jesteś bezmyślna i… Nie wiesz czego chcesz. Nie myślałaś o tym, że twoje zachowane jest… Dziwkarskie?
Bez słowa wstałam i wyszłam z kuchni. W wejściu stał Louis.
- Ej, nie przejmuj się nim. Jest pijany.
- Ma powody żeby tak myśleć. – Rzuciłam i poszłam do siebie.
Nie czekając ani chwili dłużej, sięgnęłam po walizkę i położyłam ją przed szafą. Nogi nadal cholernie mnie bolą, ale na szczęście mogę już normalnie się poruszać. Poukładałam wszystkie rzeczy w walizce, a resztę klamotów wrzuciłam do pudła.
- Wyjeżdżasz? – Usłyszałam głos Louisa.
Spojrzałam na niego. Na jego twarzy malowała się udręka.
- Tak. Przynajmniej na razie.
- Co miałaś na myśli mówiąc, że ma powody?
- Trochę namieszałam. Trochę bardzo. – Odparłam spuszczając wzrok na dłonie.
Podszedł bliżej i spojrzał na mnie. Dopięłam walizkę i chwyciłam za uchwyt, stawiając ją w pionie. Mój wzrok skrzyżował się z jego, pełnym ciekawości.
- Jeśli chcesz wiedzieć zapytaj Zayna jak wytrzeźwieje. Trochę jest do opowiadania, a aktualnie nie mam do tego głowy. I ochoty. Przepraszam.
- Okey, nie przejmuj się. Nie powinienem w ogóle się w to mieszać. Pomóc ci? – Zapytał pokazując na walizkę.
- Tak, dziękuję.
Chwycił mój bagaż, a ja zarzuciłam kurtkę, chwyciłam pudło i wyszłam zaraz za nim.
Wsadziliśmy wszystko do bagażnika mojego garbusa. Deszcz nieustanie padał, więc wróciliśmy do domu.
- Gdzie się zatrzymasz?
- Jeszcze nie wiem. Muszę czegoś poszukać. Albo pojadę do rodziców.
- Pamiętaj. Zawsze możesz tu wrócić. – Uśmiechnął się smutno.
- Dzięki. – Odparłam i przytuliłam go.
- Będzie nam ciebie brakowało. – Wyszeptał, odwzajemniając mój gest.
- Louis przecież, nie wyjeżdżam nie wiadomo gdzie. Będziemy się widywać w szkole. – Odparłam uspokajająco.
- No tak. Zapomniałem. – Zaśmiał się cicho. – Trzymaj się. I daj znać jak coś znajdziesz.
- Pewnie. – Uśmiechnęłam się i wyszłam z domu.
Wsiadłam do mojego niebieskiego autka i odpaliłam silnik. Teraz jeszcze tylko wyjaśnić wszystko Marcelowi.

I błagać go o wybaczenie.



 
No i mamy nowy rozdział! :D Lily czeka kolejna trudno rozmowa z Marcelem. Wszystko w rozdziale 16 za 27 komentarzy. ;*
 
Dziękuję Wam za ponad 7 000 wyświetleń oraz cudowne i motywujące komentarze. Bez Was nie byłoby tego bloga. Jeszcze raz wielkie dzięki. ♥ ;*
 
♥ Kocham Was ♥
Ola xx

niedziela, 25 stycznia 2015

ROZDZIAŁ 14

- A twój ulubiony kolor? – Zapytałam po chwili.
- Zdecydowanie czarny.
- Naprawdę? Mój też. – Spojrzałam na niego, a na jego twarzy malował się piękny uśmiech.

Oh i te dołeczki.

Położyłam się z powrotem obok niego i zatrzymałam wzrok na białym suficie.
- Gdybym cię lepiej nie poznała, nigdy bym nie pomyślała, że twoim ulubionym kolorem będzie czarny. Zaskoczyłeś mnie gdy pierwszy raz cię zobaczyłam. Nie przypuszczałabym, że do tej szkoły przyjmą takiego ucznia jak ty.
- Jakiego? – Spojrzał na mnie z zaciekawieniem.
- No wiesz… Spokojnego i ułożonego. Mało u nas takich ludzi. Dlaczego nie chodzisz do szkoły tak jak po domu?
- Nie chcę się tak pokazywać. Nie lubię, wręcz nienawidzę swojego ciała. Jest brzydkie i oszpecone. Nie lubię wzroku innych na sobie, dlatego w ten sposób mniej wrzucam się w oczy.
- Zdecydowanie bardziej podoba mi się taka wersja ciebie. – Uśmiechnęłam się i  przygryzłam wargę.
Zaśmiał się cicho, cały czas wpatrując się we mnie zielonymi oczami.
- Dlaczego masz tyle tatuaży? – Musiałam zapytać. Zastanawiam się nad tym od momentu kiedy zobaczyłam go wtedy na treningu.
- To przez blizny. Robiłem i nadal staram się robić wszystko, żeby zapomnieć o ojcu. Chciałem przykryć wszystkie okaleczenia tatuażami. Zawsze marzyłem o jakimś wzorze. Pierwszy zrobiłem sobie na plecach, ale z czystej przyjemności. Nie miałem jeszcze wtedy tylu szram.
- Co przedstawia? – Przewróciłam się na bok i oparłam się na dłoni.
- Lwa. Symbolizował głowę rodziny. To było dnia gdy mogłem wyjść z domu. Jeden jedyny raz wypuścił mnie na cały dzień. A ponieważ chciałem tatuaż, poszedłem do studia i go zrobiłem. Musiałem podrobić podpis ojca bo miałem wtedy 14 lat. Cały dzień mi go robili. Ból był straszny. Chcieli rozłożyć jego wykonanie na kilka dni, ale nie miałem takiej możliwości, więc musiałem wytrzymać. Gdy wróciłem pod wieczór do domu, ledwie mogłem się ruszać. Ojciec od razu zauważył, że jest coś nie tak. Dopytywał się mnie o co chodzi i gdzie byłem. Zaczął mnie szarpać, ale nic mu nie powiedziałem. Dopiero następnego dnia gdy spałem, dostrzegł że mam coś na plecach. Najpierw wyciągnął mnie z pościeli i zobaczył tatuaż, a potem przywiązał mnie do łóżka i… To był pierwszy raz kiedy użył bicza. Trwało to i trwało. Bił mnie do póki cały tatuaż nie zniknął.

C-co? Jak to? To okropne.

- W sensie… Zrobił tyle nacięć, że nie było widać tatuażu. – Odpowiedział na moje niezadane pytanie. - Po tym jak powtarzał chłostę, tatuaż zniekształcał się coraz bardziej. Do dzisiaj to jeden, wielki zmasakrowany bazgroł. A reszta powstała po tym jak zamknęli ojca. Chciałem zakryć swoje poranione i posiniaczone ciało. Ale to tylko pogorszyło sprawę. Wszystko zaczęło się paprać, a później blizny zaczęły się rozłazić. W pewnym momencie było tak krytycznie, że chcieli mi przeszczepiać skórę. Na szczęście udało się ją uratować i jakoś uleczyć. Jedyne co to te cholerne plecy. – Zaklął pod nosem i zakrył twarz dłońmi.
Patrzyłam na niego z cierpieniem i bólem. Niepewna i pełna wahania na to jak zareaguje, położyłam swoja dłoń na jego i wzięłam ją z jego twarzy. To samo zrobiłam z drugą.
- Nie myśl o tym. Przepraszam, że spytałam.
- Nie szkodzi. Nie przejmuj się. Mam tak codziennie. Codziennie o tym wszystkim myślę. Nie mam jak o tym zapomnieć. Nie wiem nawet jak to zrobić. – Westchnął.
- Jesteś niezwykły. – Ponownie się położyłam.
- Dlaczego tak uważasz? – Uniósł się i usiadł przy mnie.
- Tyle przetrwałeś. Nie poddałeś się mimo tego co przeżyłeś. Nie straciłeś nadziei…
- Tylko ci się tak wydaje. – Wtrącił. – Wiele razy mam już dosyć. Chcę zniknąć i nikomu nie zawadzać.
- Chciałeś się zabić? – Wydusiłam niedowierzając.
Skinął głową.
- Mam żyletki w biurku więc gdy mam gorszy dzień… Sama wiesz… - Spuścił wzrok na swoje dłonie.
- Tniesz się. – Wyszeptałam.
Kiwnął głową
- Ostatnio miałem same gorsze dni. - Spojrzał na mnie bezradnym wzrokiem.
W moich oczach wezbrały łzy. Gwałtownie wstałam i podeszłam do drewnianego blatu. Wysunęłam pierwsza szufladę a na jej dnie spoczywało cale pudełko ostrzy. Wyjęłam je i położyłam na biurku. Pod spodem leżał kawałek zakrwawionej chusteczki. Chwyciłam go drżącymi dłońmi. W środku znalazłam użytą już pewnie nie raz żyletkę. Rzuciłam ją na blat i zakryłam usta dłonią. Podparłam się o biurko, a po policzkach popłynęły pierwsze łzy
- Lily… - Usłyszałam za sobą.
Stał zaraz za mną i po chwili poczułam jego ciało przy swoim. Mocno mnie objął i uspokajająco gładził po ramieniu.
- Obiecaj mi, że już więcej tego nie tkniesz. – Wyłkałam.
Nie ususzałam żadnej odpowiedzi.
- Marcel.
- Obiecuję. – Odpowiedział od razu.
Obróciłam się w jego uścisku i gdy chciałam go objąć, przypomniałam sobie o dotykaniu. Przezwyciężenie chęci objęcia go jest trudne, ale w końcu poddałam się i spuściłam ręce wzdłuż ciała. Gdy uspokoiłam się, odsunął mnie od siebie, a ja chwyciłam jego dłoń i odsunęłam rękaw. Świeże blizny znajdowały się na całym nadgarstku, we wszystkie możliwe strony. Znajdowały się na tatuażu, który kiedyś był napisem, ale teraz nic nie dało się odczytać.
- Co tu było? – Czułam jak zaraz na nowo wybuchnę płaczem.
- Never give up. - Powiedział ledwo słyszalnym głosem.
Załkałam i wytarłam łzy dłonią.
- Ej, nie płacz już. Nie płacz z mojego powodu. Proszę. - Złapał mój podbródek i wymusił bym na niego spojrzała.
- Martwię się o ciebie Marcel. Wystarczy już tego cierpienia. Tyle lat musiałeś mierzyć się z brutalnością. Nie chcę abyś krzywdził samego siebie.
- Dobrze, nie będę. Zrobię to dla ciebie. – Uśmiechnął się nieśmiało.
Moje mięśnie spięły się uroczo na te słowa. Czuje się dla niego ważna. Zaufał mi i nie mogę go zawieść. Uniosłam niepewnie dłoń. Jego oczy rozszerzyły się i patrzył na mnie z niepewnością i strachem. Powoli położyłam ją na jego policzku. Ma miękką i cudowną w dotyku skórę. Nie spuszczał ze mnie swojego wzroku, obserwując mnie z niepokojem. Mocniej przycisnęłam ją do skóry chłopaka i powoli przesuwałam w stronę ust. Przymknął powieki i pochylił głowę w stronę ręki. Dołączyłam drugą dłoń po drugiej stronie twarzy. Jego oddech był ciężki i coraz szybszy. Przykrył moje ręce swoimi dużymi dłońmi i powoli otworzył oczy. Wolnym kciukiem potarłam jego dolna wargę. Gdy chciałam poruszyć dłonią, zdjął moje ręce ze swojej twarzy i przywarł do mnie wargami. Jego dłonie puściły moje i umiejscowił je na plecach, podążając nimi coraz niżej. Nie mogąc oprzeć się pokusie, wplotłam palce w jego włosy. Przyjął to ze spokojem, więc chyba to wolno mi robić. Zanim zdążyłam się zorientować, jego dłonie spoczywały na moich pośladkach. Ścisnął je lekko, a ja jęknęłam w jego usta. Wykorzystując sytuację wślizgnął swój język do moich ust i prowadził przyjemną walkę z moim. Ponownie ścisnął moją pupę, ale tym razem mocniej. Uniósł mnie i posadził na blacie. Rozszerzyłam nogi i przyciągnęłam go do siebie. Nasze ciała dzieliła minimalna przestrzeń, która zniknęła gdy objął mnie silnymi ramionami. Pocałował czule moje usta i oparł się czołem o moje. W pokoju było słychać tylko nasze ciężkie oddechy. Co trochę spoglądaliśmy sobie w oczy. W jego zielonych tęczówkach po raz pierwszy krył się spokój. Musnęłam jego nabrzmiałe wargi, a cudowną chwilę przerwał dzwonek mojego telefonu. Marcel odsunął się, pozwalając mi zejść z biurka.
- Halo?
- Lily. Możesz zejść? Jestem pod domem.
- Okey. Ale…
- Czekam w aucie. – Odparł i rozłączył się.
- Lily?
- Muszę iść Marcel. Przepraszam.
- Coś się stało? Kto dzwonił?
- Zayn. Nie mam pojęcia o co chodzi. Ale nie był zbyt spokojny.
- Daj znać co się stało. – Wyszeptał i podał mi kurtkę.
Szybko zarzuciłam ją na ramiona i chwyciłam żyletki. Patrzył na mnie zaskoczony.
- Wezmę to. Na wszelki wypadek. – Uśmiechnęłam się i musnęłam jego polik.
Szybkim krokiem wyszłam z pokoju i po schodach zeszłam na dół. Babcia Marcela gotowała coś w kuchni. Zajrzałam aby się pożegnać i otworzyłam drzwi.
- Lily? – Niski głos Marcela dobiegał zaraz zza moich pleców. Spojrzałam na niego, dopiero teraz dostrzegając jak bardzo jest wysoki.

A może to ja jestem taka niska?

- Do zobaczenia. – Odparł i pocałował mnie, przygryzając na koniec moją wargę.
Uśmiechnął się ukazując dołeczki i śnieżnobiałe zęby.
- Do zobaczenia. – Wyszeptałam i udałam się do samochodu.
Zayn siedział z dłońmi na kierownicy i wpatrywał się w drogę przed sobą.
- Co jest? – Rzuciłam, wpatrując się w niego.
Po chwili wyrwał się z zamyślenia i odpalił silnik.
- Niall u nas był.
- Po co? – Prychnęłam.
- Schlał się w jakimś barze. Był agresywny i szukał ciebie. Dobrze, że byłaś tutaj bo…
- Bo?
Zamiast odpowiedzi zdjął kaptur i spojrzał na mnie. Wyglądał fatalnie. Lewe oko miał podbite, a ze skroni, świeżą raną sączyła się krew. Tak samo było z wargą. Złączyłam usta w cienką linię.
- Dopadł by cię, a ja nie byłbym w stanie cię obronić. Jest zbyt silny, żeby mierzyć się z nim w pojedynkę.
- Byłeś w domu sam?! – Krzyknęłam piskliwym głosem.
Kiwnął głową.
- Louis był u siostry. Dobrze, że zjawił się Liam bo by mnie tam zatłukł. Uderzył go butelką więc stracił przytomność i wywiózł go gdzieś na przedmieścia.
Schowałam twarz w dłonie. Czego ten dupek od nas chce?
- Będziemy musieli z nim pogadać.
- Chcesz z nim gadać? Myślę, że według niego rozmowa to lanie po mordzie. On jest nie bezpieczny.
- Wiem, że jest niebezpieczny. Wszyscy o tym wiemy. Ale trzeba się dowiedzieć czego on od nas chce. Dzisiaj już na pewno z nim nie pogadamy, bo trochę potrwa zanim się ocknie, wytrzeźwieje i skuma gdzie jest. Ale w następnych dniach trzeba się mieć na baczności. A teraz jedźmy do domu, bo jestem zmęczona. No i czeka mnie jeszcze bawienie się w pielęgniarkę.
- Czy ty coś sugerujesz mała? – Wydukał niskim uwodzicielskim głosem.
- Zayn! Nie o to mi chodzi idioto. – Zachichotałam i szturchnęłam go w ramię.
Również się zaśmiał i ruszył w stronę domu.

***

- Nie możesz tutaj przebywać. Prędzej czy później Horan się tu zjawi i zrobi ci krzywdę.
- Zayn, przecież chodzimy do tej samej szkoły. Więc moja ‘ucieczka’ stąd nie miałaby większego sensu. Poza tym dobrze mi tutaj z wami. – Odparłam uśmiechając się.
Sięgnęłam do apteczki po wodę utlenioną i delikatnie polałam nią rany chłopaka.
- Ał, ał, ał. - Wyjąkał i skrzywił się. - Martwię się o ciebie Lily. – Westchnął i spojrzał na mnie.
Opuściłam ręce, a zaraz za nimi podążył wzrok. Uniósł mój podbródek i położył swoje usta na moich. Muskał je delikatnie, a po chwili jego język subtelnie przepychał się z moim.
- Zayn… nie… - Szeptałam między pocałunkami, lekko go odpychając.
Ale on tylko mocniej przywarł do mnie ustami i po chwili znajdowałam się pod nim. Chcę tego? Czy czuję coś do niego? Do mojego najlepszego przyjaciela? Z mojej głowy od razu uciekły wszystkie problemy i wydarzenia z dzisiejszego dnia i w jednym momencie zapragnęłam go.

Pragnę Zayna Malika. Tu i teraz.


 
 
Jest nowy rozdział! :D Nagły zwrot akcji? Cóż... Brak zdecydowania i niepewność co do swoich uczuć. Marcel nie będzie zbyt zadowolony gdy dowie się o poczynaniach Lily. No ale jak się pewnie domyślacie, wkrótce wszystko musi wyjść na prostą. ;* Rozdział 15 za 25 komentarzy. ;*
 
♥ Kocham Was ♥
Ola xx