piątek, 13 lutego 2015

ROZDZIAŁ 23

Wszystko mnie boli. Głowa. Żebra. Prawa ręka. Nie czuje nic prócz bólu. I słyszę jedynie ściszone głosy, które po chwili stają się wyraźniejsze.
- Najbardziej ucierpiała strona, w którą uderzył samochód. Ma potłuczone żebra, ze złamaniami po prawej stronie oraz wstrząśnienie mózgu. Prawa ręka była wybita z barku, ale już ją nastawiliśmy.
- Dlaczego jest nieprzytomna? - Dziwnym sposobem głos Marcela wpłynął na mnie uspokajająco i trochę uśmierzył ból. A może to tylko złudzenie?
- Doznała jednego z poważniejszych urazów głowy. Mózg na szczęście poważnie nie ucierpiał i na razie nie ma żadnych powikłań. Obudzi się kiedy przyjdzie na to odpowiednia pora. Proszę dać jej trochę czasu.
Usłyszałam ciche szlochanie chłopaka i znowu straciłam przytomność, uwalniając się od bólu.
 
Wszystko miałam ciężkie. Głowa, ręce, nogi. Oczy i usta nie chciały się otworzyć. Po chwili szepty stały się głosami.
- Nie zostawię jej! - Głos Marcela był zrozpaczony i przepełniony udręką.
- Marcel, kochanie. Powinieneś odpocząć. - Głos jego babci jak zwykle był spokojny. Ale co ona tu robi? Nie powinna być w sanatorium?
- Nie. - Stanowcze nie, które tak dobrze znam.
- Zawsze musisz być taki uparty?
- Nie zamierzam stąd wychodzić dopóki się nie obudzi. To moja wina. To ja powinienem leżeć na jej miejscu. Ona na to nie zasłużyła.
I znowu zapadła ciemność.
 
Znowu wyłaniam się z ciemnej otchłani. Całkowicie nie mam poczucia czasu.
- To moja wina. - Znów ten udręczony głos Marcela.
- Co ona zrobiła?
- Wbiegła na ulicę. Potrącił ją samochód. Nie słyszała kiedy krzyczałem żeby się zatrzymała. Ja... To wszystko działo się tak szybko, Zayn.
Zayn tu jest. Tak dawno go nie widziałam. Mam ochotę go przytulić, ale wszystko mam zbyt ciężkie.
- Kurwa! - Myślę, że w tym momencie Zayn przeczesał dłonią swoje włosy.
- Wyjdzie z tego? - Cichym głosem dał znać o sobie Louis.
- Raczej tak, ale...
Nie! Nie! Walczę z tą ciemną, cholerną otchłanią, ale na nic moje próby. Znów ogarnia mnie ciemność i cisza.
 
- Pani Collins. Ja... Ja nie chciałem. Biegłem za nią. Krzyczałem do niej, ale ona nie zwracała na mnie żadnej uwagi. Nie słyszała mnie.
- Spokojnie Marcel. Wiemy, że tego nie chciałeś. Nikt tego nie chciał. - Cisza. Jedyne co słyszę to stłumiony stukot obcasów. - Córciu wróć do nas. Nie zostawiaj nas tutaj samych.
Mamusia! Jest tutaj. Och ile bym teraz dała żeby ją ucałować. Chociaż na nią popatrzeć.
- Lily skarbie. Tęsknimy za tobą.
I tatuś. Tata też tu jest. Przyjechali już z Londynu? A może to ja jestem w Londynie? Ile już trwa ten sen?
 
Uporczywe pikanie i okropny ból głowy gwałtownie wytrwały mnie ze snu.
- Muszę przy niej być. Błagam was! Nie wyjdę stąd w takiej chwili!
- Nie może pan tutaj przebywać. Pacjentka ma atak. Jeśli jeszcze dłużej będzie się pan awanturował, stracimy ją.
- To na co czekacie? Ratujcie ją do cholery! Ona nie może umrzeć!
Ból stał się jeszcze silniejszy i całkowicie mnie obezwładnił, zaciągając w spokojną otchłań z dala od cierpienia.
 
- Och, maleńka proszę. Wróć do mnie. Przepraszam cię za to w szkole. Przepraszam cię za wszystko. Tylko błagam wróć do mnie. Tęsknie za tobą. Kocham cię.
Marcel cały czas tu był. Nadal jestem na niego zła, ale chcę go zobaczyć. Robię wszystko, żeby ujrzeć piękno jego zielonych oczu, ale wszystko na nic. Czuje jego miękką skórę i zimny kolczyk na swojej dłoni. To ostanie co czuję. Znowu pojawia się ciemna otchłań.
 
Jestem głodna. Bardzo głodna. I zmęczona. Otworzyłam leniwie oczy. Znajdowałam się w białej i niezwykle sterylnej sali szpitalnej. Dookoła łóżka mnóstwo maszyn, z których uchodziły rurki poprzypinane do mojego ciała. Jest dzień więc pomieszczenie rozświetlane było przez stłumione przez zasłony promienie słońca. Panowała cisza. Czułam pulsujący ból głowy, ale nie był już tak silny jak poprzednio. Klatka piersiowa również dawała o sobie znać. Obróciłam głowę w drugą stronę, zadowolona że moje ciało w końcu mnie słucha i spełnia moje polecenia. Marcel spał. Głowę opartą miał o brzeg łóżka, a w rękach ściśle trzymał mają dłoń. Wyciągnęłam drugą, wolną i przeczesałam brązowe i nadal lśniące loki chłopaka. Obudził się nagle i uniósł głowę, zrzucając moją rękę na prześcieradło.
- Hej. - Szepnęłam ochryple.
- Lily? Och Lily. - Jego głos przepełniony był ulgą i szczęściem, ale po chwili posmutniał, a w jego oczach zamajaczyły łzy, jakby o czymś sobie przypominając. - Lily. Tak bardzo cię przepraszam. - Och musi to robić teraz? Nie takiej pobudki się spodziewałam - To przeze mnie tu leżysz i... - Położyłam dłoń na jego ustach, skutecznie go tym uciszając.
Patrzył na mnie zdziwiony.
- Później, Marcel. Później.
Kiwnął głową i zdjął moją dłoń, całując jej wierzch.
- Okey. Przepraszam.
- Bardzo chce mi się jeść.
Ściągnął brwi i patrzył na mnie z zaskoczeniem.
- Okey, ale...
- Marcel. Jeść. Chcę wstać.
- Nie wiem czy możesz. Pójdę po lekarza.
- Marcel. - Jęknęłam, bezradnie kładąc głowę na poduszce. Czasami bywa taki nieporadny.
- Leż. - Warknął i opuścił salę.

Nadal nie nadążam nad tymi jego zmianami nastrojów.

Dopiero teraz zauważyłam, że w rogu sali stoi małe radyjko z którego cichutko pobrzmiewa muzyka. Leciał nowy, bo mało mi znany utwór, w którym dziewczyna o melodyjnym głosie śpiewała o szczęśliwej miłości bez kłótni. Po chwili dodała, że niestety nie istnieje. Zaśmiałam się cicho. Do sali wszedł Marcel, a za nim lekarz i trzy pielęgniarki. Jeny, ja chciałam tylko coś do zjedzenia.
- Pani Collins. Witamy z powrotem. - Zwrócił się do mnie lekarz. Powiedział to jakbym umarła i właśnie zmartwychwstała. Och, trzymajcie mnie, bo zaraz faktycznie tak się stanie. - Zrobimy pani badania kontrolne i sprawdzimy wszystkie parametry życiowe. - Uśmiechnął się do mnie życzliwie.
- Panie doktorze. Z tego jak się czuję wnioskuję, że idzie mi na życie. Ale jeśli czegoś nie zjem to myślę, że moje parametry życiowe znacznie się pogorszą.
Lekarz zaśmiał się.
- Dobrze, skoro tak pani twierdzi to najpierw posiłek, a później badania. Ma pani ochotę na coś szczególnego?
- Cokolwiek, byleby było dobre. - Uśmiechnęłam się nieznacznie bo na nic więcej nie miałam siły.
Lekarz wysłał gdzieś jedną z pielęgniarek i po chwili razem z dwoma pozostałymi opuścił salę, zostawiając mnie sam na sam z Marcelem. Zamknęłam oczy i rozkoszowałam się cudowna ciszą, która panowała w pomieszczeniu.
- Jak się czujesz? - Usłyszałam głos Marcela.
Otworzyłam oczy i spojrzałam na niego.
- Dobrze. Trochę boli mnie głowa, ale jest okey.
Uśmiechnął się i wziął moją dłoń w swoje, splatając nasze palce. Co trochę przygryzał kolczyk. Denerwował się? Ale czym?
- Jesteś na mnie zła? - Jego głos był cichszy od szeptu.
Och. Więc o to chodzi.
- Tak.
Spuścił głowę, poważnie się nad czymś zastanawiając.
- Nie chcesz o tym teraz rozmawiać? - Podniósł na mnie wzrok.
- Nie. - Odparłam zgodnie z prawdą i zamknęłam oczy.
Westchnął cicho i puścił moją dłoń. Nie rozumiejąc dlaczego to zrobił, spojrzałam na niego. Brał właśnie tacę z jedzeniem od pielęgniarki. Nawet nie słyszałam jak tu weszła. Pomogła mi się podnieść i ułożyła poduszki za plecami.
- Na razie może pani jeść tylko płynne produkty. - Uśmiechnęła się życzliwie i opuściła pomieszczenie.
Marcel przysunął stolik do łóżka i postawił na nim tacę. W misce była gorąca zupa, nad którą uniosły się pasma pary. Podał mi naczynie i usiadł na brzegu łóżka. Przesunęłam się robiąc mu więcej miejsca i nie czekając chwili dłużej, wzięłam pierwszy łyk cieczy. Smakowała równie pysznie jak pachniała. Była łagodna w smaku. Idealnie doprawiona. Dziwne, żeby w szpitalu mieli tak dobre jedzenie.
- Smakuje? - Zapytał chłopak.
- Przepyszna. Chcesz spróbować?
Kiwnął głową.
Nabrałam zupy i wsunęłam mu łyżkę do ust.
- Dobra. - Odparł, uśmiechając się.
Po kilku minutach miska była pusta, podobnie jak kubek w którym znajdowała się owocowa herbata. O tak. Teraz czuję się cudownie. Rozgrzana i najedzona. Drzwi otworzyły się przerywając tą błogą chwilę. Marcel zerwał się z łóżka i stanął obok. Do sali wszedł lekarz. Nawet nie dadzą człowiekowi odpocząć po posiłku.
- Myślę, że możemy teraz przeprowadzić badania. - To było bardziej stwierdzenie niż pytanie.
Skinęłam głową i doktor zabrał się za kontrolę. Po kolei sprawdzał wszystkie odruchy, czucie w kończynach, reakcję źrenic na światło, ciśnienie krwi. Jest bardzo delikatny, więc badanie sprawiało wrażenie przyjemnego. Dotknął również moich żeber, a ja lekko się skrzywiłam.
- Są potłuczone, a dwa żebra ma pani złamane. Na szczęście wszystko goi się szybko i bez powikłań. Przepiszę pani środki przeciwbólowe, które uśmierzą każdy ból, zarówno klatki piersiowej jak i głowy. Teraz powinna się pani przespać, bo wygląda pani na zmęczoną. Zobaczymy jak będzie się pani czuła jutro i wtedy podejmiemy decyzje o wypisaniu ze szpitala.
- Dziękuję. - Odparłam i lekarz wraz z pielęgniarką opuścili salę.
- Długo byłam nieprzytomna? - Zwróciłam się do Marcela, który zajął miejsce na krześle.
- Pięć dni.
- I cały czas tutaj byłeś?
Kiwnął głową, a ja patrzyłam na niego z niedowierzaniem.
- Powinieneś odpocząć. Jedź do domu. Wyglądasz fatalnie.
- Nie zostawię cię. Prześpię się tutaj.
- Na tym twardym, drewnianym krześle?
- Nic innego tutaj nie ma. - Wzruszył ramionami.
- To śpij ze mną.
- Nie.
- Bo?
- Nie chcę robić ci krzywdy.
- Dlaczego masz mi robić krzywdę?
- Te wszystkie kabelki. Nie chcę ich uszkodzić.
- Marcel, proszę.
- Nadal jesteś na mnie zła.
- Tak, jestem. A zaraz będę jeszcze bardziej. - Przekręciłam się na bok, robiąc mu miejsce i uniosłam kołdrę. - Proszę.
Westchnął zrezygnowany, ale widziałam po nim, że ten pomysł mu się podobał. Wiedząc, że i tak ze mną nie wygra, zdjął buty i położył się obok. Oparłam głowę na jego piersi, a jego oddech działał na mnie uspokajająco. Objęłam go ręką i zwinęłam się w kłębek, plącząc nasze nogi.
- Kocham cię. - Odparł, całując czubek mojej głowy.
- Ja ciebie też. - Wyszeptałam, a on wyraźnie się rozluźnił. - Dobranoc.
- Dobranoc. - Powtórzył i od razu odpłynęłam w głęboki sen.



 
Mamy rozdział 23! :D Lily żyje ale nadal jest zła na Marcela. Jak da upust swoim emocjom i czy dojdzie do kłótni? Wszystko w rozdziale 24, który pojawi się za 32 komentarze. ;*

♥ Kocham Was ♥
Ola xx

środa, 11 lutego 2015

ROZDZIAŁ 22

- Ale… To bardzo daleko.
- To oni przyjadą tutaj. Zobaczymy. W każdym razie, oni pomogą tobie na pewno. – Uśmiechnęłam się.
- Naprawdę to dla mnie zrobisz?
- Pewnie. Czemu miałabym nie zrobić?
- Oh, Lily. Jesteś cudowna. – Odparł uradowany i po chwili leżałam pod nim. – Jak ja ci się odwdzięczę?
- Ty mi wystarczysz. – Odparłam, a on złączył nasze usta w gorącym pocałunku.

***

Godzinę temu przypomniało mi się, że trzeba iść jutro do szkoły. Podobno mają ogłosić coś bardzo ważnego. Pewnie znowu będzie to coś typu: zbieramy pieniądze na nowe komputery w szkole, albo że do wakacji zostały ponad 4 miesiące. No ale z drugiej strony trochę ciekawi mnie co to będzie. Wracając myślami do opowiadania z polskiego, muszę napisać je w jakieś dwie godziny, bo dochodzi właśnie 20:00, a po 22:00 mój mózg nie jest już w stanie myśleć logicznie. "Jeszcze nigdy ludzkość nie żyła w takim lęku jak obecnie i nigdy nie miała ku temu tylu powodów." Tak powiedział niegdyś Bertrand Russell. Czy aby na pewno miał rację i co świadczy o tym, że ostatnie dwa wieki przysparzają ludziom tylu powodów do strachu? Udowodnij tę słuszność  w rozprawce. Oh, czekają mnie długie dwie godziny. 

 Po 20 minutach miałam pierwszy akapit i szczerze to mam już dosyć. Z pozycji siedzącej, przeniosłam się na leżącą. O tak, o wiele lepiej. Może teraz wena, postanowi mnie odwiedzić. Gdy miałam brać się za pisanie nowego zdania do pokoju wszedł Marcel.
- Mamy wolną chatę. Przez dwa tygodnie. – Odparł uradowany.
No i uciekł mi wątek. Jęknęłam zrezygnowana i schowałam twarz w zeszycie.
- A ty czym się tak przemęczasz? – Położył się obok mnie i przeczytał temat oraz (chyba) moje wypociny. – Daj sobie spokój, bo i tak sobie z tym nie poradzisz. Zabierałem się za to przez trzy dni i utknąłem w tym samym miejscu co ty teraz.
- Wątpisz we mnie?
- Oczywiście, że nie. Po prostu chcę ci zaoszczędzić kilkugodzinnych męczarni.
- Pozwolisz, że spróbuję swoich sił.
- Okey, pewnie. Ja z chęcią się pobawię. – W ostatnich słowach wyczułam nutkę ciekawości, możliwe, że ciekawości na moją reakcję, ale postanowiłam nie wnikać i wziąć się za pisanie. A przynajmniej spróbować. Po chwili wrócił wątek, który uciekł wraz z wejściem Marcela do pokoju, więc od razu go zapisałam.
- Nie jest ci zimno? - Zapytał chłopak.
- Nie. – Odparłam zgodnie z prawdą.
Pomimo, że na dworze było zaledwie kilka stopni powyżej zera, w domu było co najmniej 25 stopni, jak w słoneczny, letni dzień, dlatego miałam na sobie tylko krótkie jeansowe szorty i krótką bluzeczkę, sięgającą do pępka.
- Cóź. Lepiej dla mnie. – Odparł po chwili.

Co on do cholery knuje?

Postanowiłam nie zagłębiać się w jego plany i wzięłam się do dalszej pracy. Po zapisaniu kolejnego zdania, poczułam na swoich udach dłonie chłopaka. Jeśli myśli, że mnie tym rozproszy, grubo się myli. Niall często mi tak robił, więc zdążyłam się przyzwyczaić. Jego ręce podążały coraz wyżej, a ja całkowicie skupiałam się na pracy. Palce ominęły materiał spodenek i znalazły się nad ich krawędzią, obciągając je nieco w dół.
- Stringi? – Zapytał najwyraźniej zaskoczony.
- Jak widzisz. – Odparłam, nie odrywając długopisu od kartki.
Musze powiedzieć, że całkiem nieźle idzie mi ta praca.
- Nie uwierają cię?
- Jeśli chcesz, mogę dać ci jedne i sam sobie odpowiesz. – Odparłam poważnie, ale nie mogłam powstrzymać uśmiechu, którego Marcel i tak nie widział.
Chłopak podciągnął moje jeansy i nic już więcej nie mówił. Ha! 1:0 dla mnie. Ale Marcel nie dawał za wygraną. Jego dłonie wślizgnęły się pod bluzkę. Chwilę później odpiął mi stanik, wyjął go spode mnie i rzucił na ziemię.
- Marcel, nie musisz mnie rozbierać. Mam ręce i sama potrafię to zrobić. Poza tym, nie wybieram się na razie kapać i spać.
- Kto powiedział, że będziesz się kapać i spać? – Wymruczał, całując moje plecy.
- Kto by pomyślał, że w przeciągu 24 godzin zrobisz się taki napalony. – Pokręciłam głowę, sama trochę w to niedowierzając.
- Myślę, że wiesz czyja to sprawka.
- Oh, czyli to moja wina. – Uśmiech nie schodził mi z twarzy. – Jeśli zamierzasz dalej mnie uwodzić to szybko nie napiszę tej rozprawki.
- Taki właśnie mam plan.
- No to realizuj go dalej. Z chęcią zobaczę jak wygląda twój plan uwodzenia. – Zachichotałam i ponownie skoncentrowałam swoje myśli na pracy domowej.
Przez dłuższą chwilę nie czułam jego skóry na mojej, więc obejrzałam się za siebie. Siedział na łóżku, ze wzrokiem wbitym w moje oczy, z kolczykiem w wardze. Ale nie była to obrączka którą zazwyczaj nosił lecz dwie, srebrne kuleczki umieszczone na łuku. Miał na sobie jedynie czarne bokserki. Jego ciało nie było już obwinięte bandażami więc w całości mogłam podziwiać jego tatuaże. Odsunęłam zeszyt i odwróciłam się na plecy, opierając się na łokciach. Tatuaże zaczynały się zaraz nad obojczykami, podążając przez ramiona do samych dłoni jednym wzorem. Te na klatce piersiowej schodziły się w jeden punkt nas pępkiem tworząc odwrócony trójkąt. Były głównie czarne. Czasami pojawiały się jakieś kolory. Te na rękach były zakłócone przez blizny, które ewidentnie pojawiały się po zrobieniu tatuaży. Położyłam się i zakryłam twarz rękoma. Czyli nie ciął się tylko po nadgarstkach. Bywały chwile kiedy ranił się po całych rękach. Ale co było przyczyną? Co się stało, że posunął się aż do tego stopnia? Muszę się dowiedzieć. Gdy odsłoniłam twarz aby zadać mu kilka pytań, on wisiał nade mną i od razu złączył nasze usta. Przeniosłam dłonie na jego policzki, a on spojrzał na mnie.
- Oj Marcel, co ja mam z tobą zrobić? – Zapytałam, a głos lekko mi się załamał.
- Kochaj się ze mną. – Wyszeptał, próbując odciągnąć moje myśli od blizn.
Musnął moje usta, nadal czekając na decyzję. Kiwnęłam głową i pogłębiłam nasz pocałunek by po chwili całkowicie się w nim zatracić.

*Następnego dnia*

W końcu zadzwonił dzwonek kończący kolejną nudną dziś lekcję. To bardzo ważne ogłoszenie trwało zaledwie 5 minut przez radiowęzeł i dotyczyło balu walentynkowego, który odbędzie się za dwa tygodnie w sobotę. Wyszliśmy z Marcelem z klasy i skierowaliśmy się do szatni po książki na kolejną lekcję. Mam nadzieję, że tym razem nikt nas nie zaczepi. Dzisiaj pierwszy raz Marcel przyszedł do szkoły tak jak miałam go do tej pory okazję oglądać tylko w domu, więc wzbudza niemałe zainteresowanie. Oczywiście cieszę się, że nikt go nie wyśmiewa, ale powoli robi się to przytłaczające. Gdy zamknęłam swoją szafkę, chłopak wziął mnie za rękę i wyszliśmy z szatni. Ale ktoś znowu nas zatrzymał.
- Marcel!
Obróciliśmy się jednocześnie i nasz wzrok skupił się na dwóch dziewczynach, ubranych w obcisłe spodnie i bluzki. Oh, tylko nie one. Lauren i Ashley czyli dwie największe szkolne gwiazdy (czytaj dziwki), które spały ze wszystkimi chłopakami, którzy chodzą do tej szkoły. Oczywiście do Nialla też próbowały się dobrać, ale na szczęście im nie wyszło. Chociaż nieuniknione, że po naszym rozstaniu ze sobą spali. Ugh. Marcel zafascynowany nowymi koleżankami podszedł do nich, dosłownie ciągnąc mnie za sobą. Zaczęli gadać, ale jakoś nie miałam ochoty słuchać, jaki tym razem kit wciskają swojemu nowemu celowi. Jedyne co udało mi się wyłapać to, że organizują w weekend imprezę i Marcel jest tam mile widziany. Oczywiście beze mnie. Powoli zaczynało się we mnie gotować. Ścisnęłam dłoń Marcela, aby zwrócić na siebie jego uwagę, ale nic to nie dało. Całkowicie pogrążony był w rozmowie z tymi dwoma zdzirami.
- Marcel, możemy iść? – Wtrąciłam w ich dialog, co Ashley chyba się nie spodobało bo zgromiła mnie wzrokiem.
- Poczekaj Lily. – Odparł Marcel i nawet na mnie nie spoglądając kontynuował rozmowę.
Aaghh! Te zdziry działają mi na nerwy. Śmiali się w niebogłosy, a ja stałam wkurwiona obok. Świetnie.
- Marcel, do cholery.
- Jezu Lily, zaraz pójdziemy. Gdzie ci się tak spieszy? – Był wkurzony. Na mnie. No ale sukces, że teraz w ogóle na mnie spojrzał.
- No właśnie Collins. Gdzie ci się tak spieszy? – Zwróciła się do mnie Lauren. Głupia tipsiara.
Mam już tego dosyć. Wyrwałam swoją dłoń z uścisku Marcela i odwróciłam się.
- Bywa upartą idiotką, co nie Marcel?
- Tak, dość często.
Oh teraz to przegiąłeś. Odwróciłam się w ponownie w ich stronę i z całej siły uderzyłam Marcela w twarz. Patrzył na mnie zdziwionym wzrokiem ale po chwili w jego oczach widać było żal i smutek.
- Podaj mi choć jeden przykład, kiedy według ciebie byłam upartą idiotką. – Wrzasnęłam.
Otworzył usta ale po chwili je zamknął i zrezygnowany spuścił ręce.
- No właśnie. – Warknęłam i skierowałam się do wyjścia.
- Lily ja… - Zaczął, łapiąc mnie za rękę.
- Wiesz co, zostaw mnie i wróć sobie do rozmowy ze swoimi nowymi zdzirowatymi koleżaneczkami bo widzę, że masz mnie za upartą idiotkę i najwyraźniej już ci się znudziłam. – Strąciłam jego dłoń i wyszłam ze szkoły.
Złość nadal buzowała w mojej krwi i mieszała się ze smutkiem, wywołując łzy. Szłam przed siebie, byleby jak najdalej od tej szkoły i od niego. Nie wiem czy jest w tym też trochę mojej winy, ale nie przypominam sobie, żebym zachowywała się jak idiotka. No ale jak widać Marcel ma na ten temat inne zdanie. Nagle coś twardego i rozpędzonego uderzyło we mnie z impetem, ścinając mnie z nóg. Pisk opon, brak jakiegokolwiek czucia, spanikowany i przerażony głos Marcela. Tylko tyle zdołałam zapamiętać, bo zapadła ciemność… Zapadł spokój. 
 
 


Jest nowy rozdział! :D Jak myślicie, czy Lily wyjdzie z tego cało? Wszystko wyjaśni się w rozdziale 23, który pojawi się za 32 komentarze. ;*
 
♥ Luv ya ♥
Ola xx

poniedziałek, 9 lutego 2015

ROZDZIAŁ 21

Marcel poszedł wziąć prysznic więc miałam chwilę czasu aby przygotować coś na śniadanie. Włączyłam radio. Och, czy nie zostaniesz ze mną? W pomieszczeniu rozbrzmiał łagodny głos Sama Smitha. Uwielbiam tą piosenkę, więc w cudownej atmosferze wzięłam się do roboty. Otworzyłam lodówkę. Sałata, czerwioniutkie pomidory, ser. Wszystko czego mi potrzeba do zrobienia szybkich, ale odżywczych kanapek. Ballada łagodnie przeszła w skoczny utwór Uptown Funk Marka Ronsona i Bruno Marsa. Podgłosiłam i tanecznym krokiem wróciłam do krojenia warzyw. Otwierałam każdą szafkę po kolei do póki nie znalazłam talerzy. Wyjęłam dwa i odwróciłam się w stronę wyspy, a mój wzrok od razu skierował się na Marcela siedzącego na kuchennym stołku. Pożerał mnie wzrokiem, a ja przypomniałam sobie, że mam na sobie jedynie jego za duży T-shirt, bo bokserek za cholerę nie mogłam znaleźć.
- Nie przerywaj sobie. – Wymruczał.
Głos miał niski, a dolną wargę pocierał palcem wskazującym.
 
To pociągające.
 
Przygryzłam swoją i odstawiłam talerze, kręcąc głową i śmiejąc się pod nosem z samej siebie. Gotowe kanapki położyłam na talerzach i usiałam obok chłopaka.
- Gdzie jest twoja babcia? – Zapytałam biorąc pierwszy kęs.
- Szczerze to mi nie mówiła. Ale gdy nie ma jej przez dłuższy czas to pewnie jest na jakiejś pielgrzymce.
- To często jej tak nie ma? – Zapytałam zaskoczona.
- Raz na miesiąc. Może rzadziej. Zależy. – Uśmiechnął się. – A gdzie są twoi rodzice?
- W Londynie. Załatwiają jakieś sprawy. Mają wrócić pod koniec tygodnia.
- Często ich nie ma? – Zapytał nie kryjąc uśmiechu.
- Wyczuwam lekkie Deja vu. – Odparłam, mrużąc oczy.
- Tylko ci się tak wydaje. – Wyszeptał i puścił mi oczko.
Zachichotałam.
- To piękny dźwięk. Powinnaś śmiać się częściej. No więc?
Przez chwilę patrzyłam na niego nie wiedząc o co mu chodzi, ale po chwili przypomniałam sobie jego wcześniejsze pytanie.
- Kiedyś jeździli raz na pół roku, ale ostatnio kupili tam szpital i pobliską hurtownię leków, więc nie ma ich dość często.
- Twoi rodzice są lekarzami?
- Tylko mama. Dotychczas pracowała w tutejszym szpitalu, ale po zakupie tego w Londynie pracuje też tam. Tata dogląda hurtowni, której jest kierownikiem i która zaopatrza szpital. Z Holmes Chapel do Londynu jest prawie 300 km. Nie przeszkadzała im ta odległość gdy jeździli raz na 6 miesięcy. Ale teraz zdarza się to kila razy w miesiącu, więc trochę ich to męczy. Ostatnio poważnie rozważają kwestię przeprowadzki.
- Do Londynu? – Zapytał, krztusząc się kanapką.
- Mhm.
- Kiedy?
- Nie wiem. Ale pewnie będą chcieli jak najszybciej. – Westchnęłam.
Marcel posmutniaj i wbił wzrok w talerz.
- Nie chcę żebyś wyjeżdżała. – Spojrzał na mnie przygnębionym wzrokiem.
- Ja też nie chcę. Przywiązałam się do tego miejsca. – Uśmiechnęłam się pokrzepiająco.
- To dlaczego remontujecie dom?
- Rodzice chcą go sprzedać za jak najlepszą cenę. – Wyszeptałam niepewna jego reakcji.
Ten wstał bez słowa, odstawił talerz i wyszedł z kuchni. Zrobiłam to samo ze swoim i pobiegłam za nim.
- Marcel, zaczekaj. – Odparłam doganiając go na schodach. – Mi też nie jest wesoło z powodu przeprowadzki, ale nie mam na to zbyt dużego wpływu. Nie chcę się wtrącać w sprawy rodziców, bo wiem jak ważna jest dla nich kariera zawodowa. Myślę, że moje zdanie i tak nie bardzo wpłynęło by na ich decyzję, bo to ludzie którzy zrobią wszystko, żeby osiągnąć wymierzony cel.
Marcel odwrócił się w moją stronę i łapiąc mnie w talii, przerzucił sobie przez ramię. Mając twarz na wysokości jego bioder, nie bardzo wiedziałam w jakim jest humorze, co trochę mnie niepokoiło. Gdy dotarliśmy do jego pokoju, położył mnie na łóżku i zawisł nade mną. Na jego ustach malował się figlarny uśmiech. Uff. Ma dobry humor. Odetchnęłam z ulgą.
- Wiesz… Myśl, że masz na sobie jedynie to… - Przerwał pokazując na moją bluzkę. - … jest bardzo kusząca. Dlatego z powodu przeprowadzki, zamierzam się teraz tobą nacieszyć.
Zachichotałam, wczepiając palce w jego włosy.
- Na razie nigdzie się nie wybieram. – Szepnęłam i pocałowałam go. - Gdzie masz kolczyki? – Zapytałam, dopiero teraz zauważając ich brak.
- Chcesz, żebym je założył? – Zapytał.
- Tak. Proszę.
Wstał ze mnie i podszedł do biurka, na którym leżała srebrna sztanga i obrączka.
- Dlaczego je zdjąłeś? – Zapytałam siadając na łóżku.
- Podczas jedzenia trochę przeszkadzają. Poza tym są niehigieniczne podczas posiłków. Brudzą się i w ogóle. – Wzruszył ramionami. Gdy założył kolczyki, usiadł naprzeciwko mnie, a ja od razu złączyłam nasze usta w pocałunku.
- Aż tak bardzo je lubisz? – Zapytał z uśmiechem.
- Są podniecające. – Przygryzłam wargę, pocierając palcem srebrną obrączkę.
Usiadłam między jego nogami. Zabrał dłoń ze swojej twarzy i uwięził ją za moimi plecami, splatając nasze palce. Z początku muskał moje usta, ale po chwili jego język toczył przyjemną walkę z moim. Kolczyki przyprawiały mnie o dreszcze, a budujące się w podbrzuszu pożądanie coraz bardziej nabierało na sile. Puścił moją dłoń i wplótł palce w moje włosy. Gdy położyłam ręce na jego biodrach, otworzył szeroko oczy ale nie przerwał pocałunku.
- Mogę? - Zapytałam wkładając kciuki za gumkę.
Kiwnął niepewnie głową, a ja ściągnęłam jego bieliznę uwalniając gotowy członek. Gdy chciałam położyć dłonie na jego udach, cofnęłam się przypominając sobie o czymś.
- Nadal nie wiem gdzie mogę cię dotykać. – Wyszeptałam.
Przeczesał dłonią włosy, a w jego oczach wybuchła wewnętrza walka.
- Nie zamierzam robić ci krzywdy. Chcę jedynie sprawiać ci przyjemność. Tak jak ty mi. – Odparłam spuszczając wzrok na swoje dłonie.
- Lily, wiem. Ale ja się boję, że…
- Wiem czego się boisz Marcel. Ale jeśli nie spróbujemy, ciągle będziemy tkwić w jednym miejscu.
Westchnął i patrzył na mnie wzrokiem pełnym bólu.
- Nie chcę cię do niczego zmuszać, ale musisz się przełamać. Jeśli tego nie zrobisz…
- Odejdziesz? – Głos mu drżał, a w oczach pojawiły się łzy.
- Nie! Po prostu chodzi mi o to, że jeśli będziemy trzymać się ciągle tych samych reguł, to daleko nie zajdziemy. Sam powiedziałeś, że podoba ci się seks i patrząc na to jak się od wczoraj zachowujesz przypuszczam, że na dwóch razach się nie skończy, a we współżyciu dotyk jest jedną z najważniejszych rzeczy. – Złapałam jego podbródek i zmusiłam, żeby na mnie spojrzał. – Musisz mi zaufać.
- Ufam ci. – Wyszeptał.
- Wiem, ale spróbuj jeszcze bardziej. Nie szukaj bólu. Przestaw swój umysł na przyjemność. Musisz uwierzyć, że dotyk jest przyjemny i nie boli. – Położyłam dłoń na jego mokrym policzki, a on wtulił twarz w moją rękę.
- Widzisz? Tutaj już się przyzwyczaiłeś. – Uśmiechnęłam się. – Nie płacz już. – Odparłam wycierając łzy kciukami.
Złożyłam delikatny pocałunek na jego mokrych i słonych ustach, po czym położyłam się między jego nogami.
- Co chcesz zrobić? – Zapytał przestraszony.
- Zamierzam sprawić ci przyjemność. – Odparłam obejmując dłonią jego erekcję.
- Ale Lily…
- Nie myśl o bólu. Zrób to dla mnie, okey?
Kiwnął głową, a ja uśmiechnęłam się pod nosem.
- Oprzyj się na łokciach. Będzie ci wygodniej.
Tak też zrobił. Zaczęłam poruszać dłonią w górę w dół. Najpierw powoli, później coraz szybciej. Jego oddech był szybki i urywany, a co trochę słychać było ciche jęki. Gdy na czubku pojawiła się kropelka cieszy, roztarłam ją i wzięłam penisa do ust. Biodra Marcela uniosły się wyżej, wsuwając męskość głęboko aż do ściany gardła. Wysuwałam go i wsuwałam, aż zaczął drżeć i po chwili wybuch we mnie, krzycząc moje imię. Wyjęłam jego członek z ust, składając krótki pocałunek na główce i położyłam się na Marcelu, całując jego zaniedbane usta.
- Nie brzydzi cię to? – Wydyszał, dochodząc do siebie po orgazmie.
- Nic co z tobą związane mnie nie brzydzi. - Odparłam muskając jego wargi.
Ręką nakierowałam gotowego penisa na moje wejście i powoli się na niego opuściłam, odchylając głowę do tyłu. Gdy był już we mnie cały, usiadłam na nim rozkoszując się wypełnieniem.
- Chodź. – Zachęciłam go i gdy się podniósł, nasze ciała przylegały do siebie.
Poczułam jego dłonie na moich nagich pośladkach. Objęłam go nogami i oparłam ręce na jego ramionach. Zaczęłam się poruszać rytmicznie w górę i w dół. Nasze jęki wypełniały cały pokój. Czułam jak moje mięśnie zaciskają się wokół męskości, aby po chwili doznać spełnienia, spadając w ciemną otchłań ogarniającej mnie przyjemności. Chwile później doszedł również Marcel, krzycząc moje imię i sztywniejąc. Siedzieliśmy tuląc się do siebie i po chwili chłopak położył się na materacu ciągnąc za sobą moje zwiotczałe ciało.
- Marcel! Wróciłam! – Usłyszeliśmy głos babci.
Popatrzyliśmy na siebie szeroko otwartymi oczami. Marcel chciał wstać, ale przypomniał sobie, że nadal we mnie jest więc powoli się uniosłam. Kroki babci były coraz bardziej donośniejsze. Gdy Marcel chciał sięgnąć po bokserki, spadł z łóżka z wielkim hukiem, a ja przewróciłam się na brzuch, nie mogąc powtrzymać śmiechu. Po chwili położył się na mnie, a dłonie umiejscowił na pośladkach.
- Nie chcę, żeby babcia zobaczyła ten goły tyłek. – Wymruczał z nutką groźby w głosie. Chłopak zszedł ze mnie i gdy przykrywaliśmy się kołdrą, drzwi od pokoju otworzyły się.
- Tu jesteście. – Uśmiechnęła się do nas życzliwie. – Jesteście głodni?
- Nie dziękujemy, przed chwilą jedliśmy. – Odparł Marcel obejmując mnie ramieniem.
- No dobrze w takim razie. – Odwróciła się do wejścia, ale coś jej się przypomniało. – Marcel, pamiętasz panią Williams?
Chłopak kiwnął głową.
- Zaproponowała mi wyjazd do sanatorium. Dzisiaj popołudniu będzie tutaj autobus. Chciałam zapytać czy masz coś przeciwko i czy sobie poradzicie.
- Pewnie. Wiem, że zawsze chciałaś pojechać, więc nic nie stoi na przeszkodzie. – Marcel uśmiechnął się.
- Bardzo wam dziękuję. Lily zaopiekujesz się nim? Bywa problematyczny.
Marcel zgromił babcię wzrokiem, a ja zaśmiałam się.
- Dobrze, zajmę się nim.
- Dziękuję ci kochana. A teraz idę się pakować, bo na dwa tygodnie potrzeba trochę rzeczy. – Uśmiechnęła się i wyszła z pokoju.
Spojrzałam na Marcela. Siedział naburmuszony jak mały chłopczyk. Usiadłam na nim w rozkroku i złapałam za jego policzki.
- Oh ty mój problematyczny chłopaku. – Odparłam, nie mogąc powstrzymać uśmiechu.
Musnęłam jego wargi, a kąciki jego ust zadrżały.
- Twoja babcia wie, że jesteśmy razem? – Zapytałam patrząc w łagodną zieleń jego oczu.
- Tak.
- A, że my…
- Nie mam zamiaru jej na razie o tym mówić. – Odparł wiedząc o co mi chodzi i uśmiechnął się szeroko.
Położyłam się między jego nogami opierając głowę na brzuchu, a rękę umiejscowiłam na jego biodrze.
- Nadal nie wiem gdzie mogę cię dotykać.
- Nie dasz za wygraną, prawda?
- Nie. – Rzuciłam od razu.
Westchnął i po chwili namysłu odezwał się.
- Najgorsze są miejsca gdzie mam tatuaże.
Podniosłam się z niego gwałtownie, wpadając na pewien pomysł.
- Chcę cię zobaczyć.
- Przecież tu jestem. – Bąknął, patrząc na mnie jak na idiotkę.
- Ugh, nie o to mi chodzi. Chcę zobaczyć gdzie masz tatuaże. Zdejmij bluzkę. – Na moje słowa, w jego oczach zamajaczył strach.
- Nie. – Odparł stanowczo.
- Marcel, proszę.
- Nie chcesz na to patrzeć, uwierz mi.
- Naprawdę mi to nie przeszkadza. Proszę.
- Lily…
- Jeśli chcesz poczuć się lepiej zdejmę swoją.
Jego oczy zrobiły się ogromne jak spodki. Otworzył usta aby coś powiedzieć ale po chwili je zamknął.
- Proszę. – Powtórzyłam.
- Okey. – Westchnął. – Tylko zamknij drzwi na klucz.
Wstałam uradowana i zrobiłam jak kazał. Po drodze do łóżka, założyłam bokserki i usiadłam przed nim.
- Kto pierwszy? – Zapytałam.
- Ty.
Chwyciłam brzeg bluzki i ściągnęłam ją przez głowę, siedząc przed nim tylko w bokserkach. Podążał wzrokiem od moich bioder przez brzuch, zatrzymując się ostatecznie na piersiach.
- Oczy mam wyżej. – Odezwałam się po chwili, chichocząc.
Automatycznie spojrzał na mnie przepraszającym wzrokiem.
- Teraz ty. – Odparłam, krzyżując ręce na piersiach.
- Ty nie masz co przede mną ukrywać. – Wymamrotał.
- Oh. Nawet mnie nie denerwuj. – Warknęłam.
Zrezygnowany z wielkim trudem zdjął T-shirt. Cały jego tors obwinięty był bandażem, a mnie aż zakuło z bólu.
- Dzisiaj rano rany na plecach znowu zaczęły krwawić. – Odparł.
- Oh Marcel. – Przytuliłam go, czując jego gorącą skórę na mojej.
Położył nieśmiało dłonie na moich nagich plecach.
- Nie wiem co ja mam robić Lily. Próbowałem już wszystkiego, ale nic nie pomaga. – Wyszeptał.
Co mogę mu powiedzieć? Nie znam się na tym. Nigdy nie ciągnęło mnie w stronę medycyny. Moja mama wiecznie powtarza, że to najlepiej płatny zawód w dzisiejszych czasach i że powinnam iść w tym kierunku, bo to wcale nie jest takie trudne jak się wydaje. Łatwo jej mówić, bo sama ma doktorat z medycyny, więc zna się prawie na wszystkim. Bezradnie oparłam głowę na ramieniu chłopaka. I wtedy do głowy wpadł mi pewien pomysł.
- Ja wiem. – Odparłam zadowolona ze swojej idei.
Oderwał się ode mnie i spojrzał na mnie pytająco.
- Pojedziemy do moich rodziców. Do Londynu.




Mamy rozdział 21! :D Kolejny za 32 komentarze. ;*
 
Chciałam również powiedzieć, że pojawienie się nowego rozdziału zależy w głównej mierze od was, bo to wy komentujecie posty. Dlatego jeśli chcecie przyspieszyć jego dodanie, komentujcie! ;*
 
♥ Kocham Was ♥
Ola xx

piątek, 6 lutego 2015

ROZDZIAŁ 20

Podniosłam się na rękach dając mu do zrozumienia, że chcę się unieść. Odsunął się, a ja wykorzystując moment położyłam się na nim całkowicie go tym zaskakując. Siedziałam na nim okrakiem i wpatrywałam się w jego cudownie zielone tęczówki. Złapał moją twarz w swoje duże dłonie i przyciągnął do swojej twarzy, całując gorąco. Podparłam się dłońmi na jego ramionach, oddając się całkowicie rosnącemu z zawrotną prędkością pożądaniu. Ale Marcel gwałtownie przerwał pocałunek i złapał moje nadgarstki, ściskając je mocno. Oderwał moje dłonie od materiału bluzy gwałtownym ruchem.
- Nie. – Warknął i odepchnął mnie mocno, zrzucając mnie z siebie i prawie też z łóżka. Zęby ma zaciśnięte, przez co linia jego żuchwy jest bardzo wyraźnie zarysowana. Jego oczy są prawie czarne. Patrzy na mnie ze złością, ale po chwili jego wzrok staje się nieobecny. Wyraz jego twarzy się nie zmienia. Leży nieruchomo i tylko patrzy w moim kierunku. Czułam jak moje oczy zachodzą niechcianymi łzami. Odwróciłam się i biegiem udałam do siebie. Położyłam się na łóżku przykrywając kołdrą pod samą brodę, a łzy spływają swobodnie po mojej skórze i wsiąkają w cienki materiał poduszki. Przez to wszystko całkowicie zapomniałam o jego wrażliwości na dotyk. Omotał mnie tym nagłym zachowaniem. Pragnęłam go… Nadal go pragnę. Ale po jego reakcji boję się. Nie wyobrażam sobie kochać się z nim i nie móc go dotknąć. To część tego wszystkiego. Tak bardzo chcę dotknąć jego poranionego, ale dla mnie i tak idealnego ciała. Ale to wszystko chyba powoli mnie przerasta. Nie wiem czy jestem gotowa na to wszystko, ale z drugiej strony nie chcę tak po prostu odpuścić. Za bardzo się w nim zadłużyłam, abym mogła go opuścić. Co tu dużo mówić. Po prostu zakochałam się w tym pięknym chłopaku po przejściach. Nagle drzwi do pokoju gwałtownie się otworzyły. Marcel podbiegł do łóżka i uklęknął przy nim. Patrzył na mnie załzawionymi oczami, w których co trochę majaczył strach, panika i roztrzęsienie. Oddychał ciężko, jakby właśnie skończył biec maraton.
- Lily, nie płacz. To wszystko moja wina. Ja… Wiedziałem, że tak będzie. Za każdym razem gdy się całujemy, mam ochotę się z tobą kochać do nieprzytomności. Do tej pory próbowałem się przed tym chronić, ale gdy zobaczyłem cię w moich ubraniach… Po prostu nie wytrzymałem. Coś we mnie pękło. Cały czas czułem, że robię ogromny błąd. Wiedziałem, że cię skrzywdzę. Ale nie potrafiłem nad tym zapanować. Wiem, że trudno jest ci powtrzymać chęć dotknięcia mnie, więc jestem po części na to przygotowany i staram się reagować jak najłagodniej. I z jednej strony cieszę się, że zareagowałem tylko tak, bo mogło się to skończyć znacznie gorzej. A tego bym sobie nie wybaczył. Ale widzę, że skrzywdziłem cię i czuje się teraz beznadziejnie patrząc jak znowu płaczesz i znowu przeze mnie. Pragnę abyś mnie dotykała, ale gdy to robisz, nie potrafię nad sobą zapanować. Jestem po prostu beznadziejny. – Spuścił głowę i wytarł łzy, które tak jak i u mnie nie miały końca.
- Boję się, że sobie nie poradzę. – Wyszeptałam, a on od razu na mnie spojrzał.
- Z czym? – Zapytał i usiadł obok mnie.
Również się podniosłam, znajdując się teraz na tym samym poziome co on.
- Z twoją fobią dotykania. – Odparłam.
Patrzyliśmy na siebie w pełnej napięcia ciszy. Nie wiedziałam co mam mu jeszcze powiedzieć. Miałam w głowie ogromną pustkę. On wyglądał tak samo. Całkowicie zmieszany i załamany. Na początku tego wszystkiego myślałam, że będzie łatwiej. Że te pocałunki wystarczą. Ale teraz… Po tym co się stało wiem, że to nie będzie takie proste. Spuścił na chwilę głowę, ale ją podniósł i rozpiął swoją bluzę, która po chwili leżała obok niego. Sięgnął po moją dłoń i przysunął się bliżej. Ja również się poprawiłam tak, że oboje siedzieliśmy na piętach i dotykając się kolanami. Nie wiedząc co zamierza zrobić, przyglądałam mu się z ciekawością. Cały czas patrzył w moje oczy. Przyciągnął moją dłoń jeszcze bliżej i położył ją sobie na sercu. Biło bardzo szybko, tak samo jak moje. Oddychał krótko, a w jego zaszklonych oczach ból i strach mieszały się z ulgą. Nie odrywając swojej dłoni od mojej przesuwał ją po swoim ciele do samego brzucha. To samo zrobił z drugą dłonią, a chwile później zabrał swoje ręce, zostawiając moje całkowicie same na jego ramionach.
- Teraz ty to zrób. – Odparł szybko.
Przesunęłam ostrożnie obie dłonie na jego mięśnie piersiowe. Czułam jak spinają się pod moim dotykiem. Gdy chciałam kontynuować podróż, na moją dłoń kapnęła kropelka słonej cieszy. Mój wzrok od razu przeniósł się na twarz chłopaka. Z jego oczu wydostawała się łza za łzą co sprawiło, że i moje poliki od razu stały się mokre.
- Marcel, nie muszę tego robić. – Wyłkałam.
- Nie Lily. Muszę… Chcę wytrzymać. – Odparł zaciskając powieki.
Ponownie położył swoje dłonie na moich i przesunął je powoli w dół, a gdy zmusiłam się już do tego ruchu, zabrał swoje ręce. Kroiło mi się serce gdy patrzyłam na jego twarz. Była pełna bólu i cierpienia. Gdy w końcu dotarłam do brzucha, oderwałam dłonie i szybko przytuliłam się do jego gorącego ciała. Objął mnie wytatuowanymi ramionami, jeszcze mocniej do siebie przyciskając. Oplotłam się nogami wokół jego pasa i dopadł mnie szarpiący całym moim ciałem szloch. Płakaliśmy sobie w ramiona, nawzajem się uspokajając, chociaż w tym momencie to Marcel był bardziej opanowany. To było piękne ale i za razem okropne. Pozwolił mi się dotknąć, chociaż bardzo się tego boi. Ale ból, który malował się na jego twarzy był nie do zniesienia. To naprawdę straszne co trzeba robić, żeby wyrządzisz aż takie szkody w psychice. Nie potrafię tego zrozumieć i chyba nigdy nie będę w stanie.
- Lily… - Cichy szept od razu wyrwał mnie z zamyślenia.
Niechętnie odsunęłam się od niego aby móc na niego spojrzeć.
- Mój ojciec był brutalem, więc wychowywałem się bez miłości. Moja mama zmarła przy porodzie. Nie miałem okazji jej poznać. Przypuszczam, że byłaby jedyną osobą która nauczyłaby mnie kochać. Jednak z drugiej strony cieszę się, że nie było jej przez te wszystkie lata, bo nie zniósł bym widoku ojca, który się nad nią znęca. Babcia nie raz powtarza mi, że mnie kocha, ale nie jest to taka miłość, której pragnę i na którą czekam. Nigdy nie miałem okazji poznać jak to jest kochać. Do momentu, aż poznałem ciebie. – Zrobił pauzę i uśmiechnął się nieśmiało. – Całkowicie zawróciłaś mi w głowie. Całe dnie i noce o tobie myślałem. Nie mogłem spać, bo zastanawiałem się jak przejść przez barierę, którą jest moja przeszłość. Uwierz mi, przed każdą rozmową z tobą byłem gotowy powiedzieć ci dosłownie wszystko. Ale gdy przychodziło co do czego nie potrafiłem. Onieśmielałaś mnie za każdym razem. Ale to uczucie nie gasło. Teraz dziękuję Bogu, że wszystko potoczyło się tak jak się potoczyło, bo gdyby choć jedna rzecz nie wydarzyłaby się, nie siedzielibyśmy tutaj teraz. Spędzałabyś pewnie czas z Niallem, a ja zamiast spać, zastanawiałbym się jak wspaniale musi byś zasypiać i budzić się u twego boku. - Zarumieniłam się. – Gdy wtedy przyszłaś przeprosić mnie za ten wypadek z Niallem wiedziałem, że muszę ci wybaczyć. Gdy się pokłóciliśmy, zamykałem się u siebie i jedyne co mogłem zrobić to sięgnąć bo żyletkę. Za każdym razem cierpiałem z dwóch powodów. Z twojego błędu i tego, że nie mogłaś być przy mnie. Wiem, że to sprzeczne ale tak już mam. Moje popieprzenie często daje się we znaki. – Zaśmiał się cichutko, a ja nie mogłam się nie uśmiechnąć. – Dlatego chcę, żebyś mi pomogła. Staram się jak mogę, żeby utrzymać cię przy sobie, ale to nie zmienia faktu, że w ogóle się na tym wszystkim nie znam. Te wszystkie uczucia, które we mnie wzbudzasz są dla mnie całkowicie nowe. Nigdy tego nie czułem, ale… Zakochałem się w tobie. Kocham cię, Lily.
- Oh, Marcel… - jęknęłam i nie czekając ani chwili dłużej wtuliłam się w niego.
Czyli nie tyko ja to czuję. On też mnie kocha. Ten popieprzony na tysiące sposobów chłopak, z poranionym ciałem ale piękną duszą. Nie wie co to jest miłość, ale chce i nadal próbuje poznać to uczucie. Jest silniejszy niż mi się wydawało. I jemu pewnie też.
- Odejdziesz? – Wyszeptał.
- A chcesz tego? – Spojrzałam w jego czerwone od łez oczy.
- Nie.
- Nigdzie się nie wybieram, Marcel. Też cię kocham. – Odparłam, a on natychmiast złączył nasze usta w wymagającym pocałunku. Położyłam się, a on podążył zaraz za mną. Dłonie miałam ściśle wczepione w jego włosy. Jego ręce błąkały się po moim ciele, podążając w kierunku bioder. Przerwał pocałunek i wsunął dłonie pod bieliznę, powoli się jej pozbywając. Gdy wrócił do moich ust, zdjął również swoje bokserki uwalniając gotową erekcję. Wsunął się pomiędzy moje nogi, przyjmując odpowiednią pozycję.
- Twoja babcia nas usłyszy. – Wyszeptałam.
- Nie ma jej. – Odparł spokojnie.
Poczułam główkę penisa przy moim wejściu, która po chwili powoli we mnie zniknęła. Oparł dłonie po obu stronach mojej głowy i wsuwał się powoli. Rozpychanie było przyjemne, ale i trochę bolesne, z powodu wielkości jego męskości. Jego ruchy były płynne, a z każdym wchodził coraz głębiej. Pocałunkami dawał mi do zrozumienia ile miłości w to wkłada.
- Ah! – Jęknęłam gdy znalazł się we mnie cały.
- Robię to pierwszy raz. – Wydyszał.
Spojrzałam na niego, co było w tym momencie bardzo trudne. Patrzył na mnie z troską i ukrywanym brakiem doświadczenia.
- Nie myśl o tym. Po prostu się poruszaj i oddaj się przyjemności. – Odparłam powoli i pocałowałam jego nabrzmiałe usta.
Gdy się poruszył lekko się skrzywiłam, ale po chwili czułam już tylko i wyłącznie przyjemność. Jego ruchy były szybsze i mocniejsze niż poprzednio, a w moim podbrzuszu powoli budował się orgazm. Jego ciało przylegało do mojego i wspólnie poruszaliśmy się w jednym rytmie. Aby zwiększyć doznania oplotłam się nogami wokół jego pasa i również delikatnie poruszałam biodrami. Gdy w końcu uderzył w mój najczulszy punkt, spadłam w otchłań ogarniającego mnie spełnienia, krzycząc przy tym jego imię. Nie zdejmując nóg z jego ciała, obdarzałam pocałunkami jego usta, choć po orgazmie miałam w sobie tylko resztki sił.
- Lily! Ah! – Krzyknął, jęcząc przy tym gardłowo, sztywniejąc i chwile później opadając na mnie.
Pomimo braku jakichkolwiek sił nie potrafię powstrzymać uśmiechu i on również. Wychodzi ze mnie i kładzie się obok, przyciągając mnie do siebie i okrywając nas kołdrą.
- Zdecydowanie za długo na to czekałem. – Wyszeptał do mojego ucha, przygryzając jego płatek.
Zachichotałam cicho i odpłynęłam w błogi sen śniąc o małym, szczęśliwym, zielonookim chłopczyku.
 
Obudziły mnie mokre pocałunki pod uchem i na szyi. Otworzyłam oczy i od razu spotkałam się z tymi wspaniałymi zielonymi tęczówkami i malinowymi ustami.
- Hej. - Wymruczał, kontynuując słodką torturę.
- Cześć. - Szepnęłam przeciągając się pod nim.
- Już myślałem, że się nie obudzisz. - Spojrzał na mnie z góry.
- A do czego tak bardzo jestem ci potrzebna? - Zapytałam uśmiechając się.
- No wiesz... - Zaoponował z zadziornym uśmiechem.
- Czyli seks ci się spodobał.
- Bardzo. - Uśmiechnął się szeroko i ja również.
- Oj Marcel, Marcel. - Zaśmiałam się, przyciągając go do siebie.
Pocałował mnie i położył się obok, opierając głowę na moim ramieniu. Oplótł mnie ręką w talii. Było jasno więc w końcu mogłam przyjrzeć się tatuażom. Są bardzo kolorowe i w sama nie wiem co przedstawiają. Kolorowe szlaczki, obok jakieś napisy. Nie miało to za bardzo rąk i nóg, ale całość prezentuje się bardzo fajnie. Ciekawa jestem jak wyglądałby z kolczykiem w wardze. Albo w języku. Od dawna zastanawiam się jakie to uczucie podczas pocałunków Czytałam kiedyś o tym na forum i różnych portalach. Podobno to bardzo przyjemne.
- O czym myślisz? - Zapytał chłopak obracając się w moją stronę.
- Serio chcesz wiedzieć?
- Mhm. - Odparł uśmiechając się leniwie.
- Kiedyś czytałam artykuł o tytule... Kolczyki w związkach? Coś takiego. Zafascynowały mnie te w języku i wargach. Ciekawi mnie jakie to uczucie podczas całowania. Kiedyś opowiadałam o tym Niallowi, ale nie chciał sobie zrobić. - Wydęłam usta.
Marcel wstał z łóżka i skierował się do wyjścia.
- Ej no, zostawiasz mnie w tak depresyjnej chwili? - Odparłam z udawanymi wyrzutami sumienia i zachichotałam.
Chłopak również się zaśmiał i wyszedł z pokoju. Co sprawiło, że wyszedł? Może chciało mu się siku? Nie chce wnikać co mu się chciało. Zaśmiałam się w duchu, rozglądając się po pomieszczeniu. Muszę powiedzieć, że ten pokoik zdecydowanie przypadł mi do gustu. Usiadłam na łóżku w poszukiwaniu bokserek i do pokoju wszedł Marcel. Miał na sobie przecierane rurki, czarną koszulkę i bandanę zawiązaną na nosie tak, że nie było widać dolnej części twarzy. Zaczęłam śmiać się jak głupia na jego widok. Mam dzisiaj naprawdę dobry humor.
- Robisz napad na bank? - Zapytałam gdy trochę się uspokoiłam.
Marcel bez słowa podszedł do łóżka i usiadł na przeciwko mnie, sięgając zza tył głowy aby rozwiązać chustę.
- Może ty chcesz to zrobić? - Zapytał.
- Z chęcią. - Uśmiech nie schodził z mojej twarzy. - Nie rozumiem po co to zrobiłeś. - Pokręciłam głową, bo naprawdę nie miałam zielonego pojęcia, dlaczego nagle wzięło go na jakieś przebieranki. Gdy w końcu udało mi się rozwiązać supeł, ściągnęłam bandanę z jego twarzy, a mój uśmiech został zastąpiony zdziwieniem i niedowierzaniem. W dolną wargę wpięta była srebrna obrączka.
- Nie. - Gapiłam się na niego, nadal nie wierząc w to co widzę. - Robisz sobie ze mnie jaja?
- Nawet bym nie śmiał. - Odparł poważnie, ale nie wytrzymał i uśmiechnął się szeroko. - Możesz dotknąć, jeśli chcesz. - Zrobił się nieśmiały, a nieśmiały Marcel to mega słodki Marcel.
Położyłam rękę na jego policzku i kciukiem dotknęłam zimny kolczyk.
- Nie wierzę w to. Jesteś wspaniały! - Krzyknęłam uradowana jak małe dziecko.
- To nie wszystko. - Odparł, ale nie zdążyłam zapytać o co chodzi mu tym razem, bo złączył nasze usta w pocałunku.
Z początku muskał je delikatnie abym mogła nacieszyć się metalowym kolczykiem. Był tak zajebiście zimny, że przeszedł mnie dreszcz, a w dole brzucha poczułam bardzo dobrze mi znane igiełki pożądania. Chwyciłam jego twarz w dłonie dając mu dostęp do wnętrza moich ust. I wtedy poczułam coś jeszcze. Metalowa kuleczka przytwierdzona do jego języka, prześlizgiwała się przyjemnie między naszymi językami, wzbudzając we mnie jeszcze większe dreszcze. Zaczęłam śmiać się w pocałunku uradowana jego niespodzianką. Przerwał pieszczotę wisząc nade mną.
- Jeśli taka będzie twoja reakcja za każdym razem, to chyba muszę zakładać je znacznie częściej. - Uśmiechnął się szelmowsko.
- Zrobisz to dla mnie? - Zapytałam szczęśliwa.
- Czemu nie. - Odparł unosząc brew.
- Jesteś wspaniały. - Powtórzyłam swoje słowa z przed chwili i ponownie przyległam do jego ust ciesząc się metalowa biżuterią i nim samym.

 
 
 
 Mamy już 20 rozdział! :D Trochę się dzieje i myślę, że takich akcji będzie więcej. Rozdział 21 za 32 komentarze. ;*
 
♥ Luv ya ♥
Ola xx
 
 

środa, 4 lutego 2015

ROZDZIAŁ 19

- Co masz na myśli? – Zapytałam od razu zapominając o łzach.
Przejął mnie tym zdaniem zbyt bardzo, bym mogła odpuścić. Nie tym razem. Odwróciłam się w jego objęciach i usiadłam pomiędzy jego nogami, kładąc dłonie na szerokich ramionach. Westchnął i spojrzał na mnie. Niechętnie przyszło mu mówienie, ale w końcu się odezwał.
- W starej szkole. W Bournemouth miałem w klasie dziewczynę, która była bardzo uparta i zawsze musiała postawić na swoim. Nie miałem jeszcze wtedy tylu tatuaży, wiec nosiłem normalne bluzy i bluzki z długimi rękawami. Podobno jej się podobałem, ale ona nie była w moim typie. Blond włosy. Czarne ubrania. Czasami jakieś różowe elementy. No i tona makijażu. Nie chodziła z nami od początku. Dołączyła w drugiej klasie. Wszyscy się z niej śmiali, ale i tak uważała, że każdy ją lubi. A że przyczepiła się do mnie, to ja też byłem pośmiewiskiem. Gdy zaczęła za mną chodzić, straciłem wszystkich przyjaciół, jakich zdobyłem.
- Widocznie nie byli to prawdziwi przyjaciele. – Wtrąciłam.
- Widocznie tak. – Westchnął i kontynuował. – Pewnego razu po raz setny spytała się mnie czy pójdę z nią na randkę. Zgodziłem się bo chciałem mieć to już z głowy. Poszliśmy do jakieś małej knajpki. Było nawet fajnie. Ale później poszliśmy do parku. Siedzieliśmy na ławce. Zaczęła się przysuwać i pocałowała mnie. Błądziła rękami po moim ciele, a ja nie mogłem się ruszyć. Strach mnie sparaliżował. Gdy do głowy zaczęły przychodzić mi wspomnienia, wpadłem w jakąś furię. Odepchnąłem ją tak mocno, że upadła na ziemię i uderzyła głową w krawężnik. Ona... Zginęła. - Wydusił.
Wpatrywałam się w niego z niedowierzaniem. Nie mogłam uwierzyć w to co właśnie usłyszałam. Widać było po nim, że trudno mu o tym mówić, ale jednak to robił.
- Zadzwoniłem po pogotowie. Chwilę później przyjechała policja. Chcieli zamknąć mnie w poprawczaku, ale na szczęście skończyło się tylko na psychologu. Kilka dni później poszedłem do szkoły. Wszyscy już wiedzieli. Wyzywali mnie od mordercy. Nie mogłem tego słuchać. To był tylko wypadek. Nie raz mówiłem jej, żeby zostawiła mnie w spokoju. Wiedziała jaki jestem. W końcu przestałem chodzić do szkoły. Dniami i nocami siedziałem u siebie w pokoju, jeszcze bardziej zamykając się w sobie i tonąc we wspomnieniach. – Przerwał na chwilę i zamknął oczy. Z pod powiek wypłynęły pojedyncze łzy. – Teraz już wiesz, dlaczego tak bardzo boję się twojego dotyku. Nie panuję nad sobą i nie zniósł bym tego, gdybym zrobił ci jakąś krzywdę. – Spuścił głowę, a łzy kapały na jego dłonie.
Siedzieliśmy w ciszy. Każdy pogrążony był w swoich myślach.
- Powiedz coś. – Wyszeptał i podniósł na mnie wzrok.
- Ja… Brak mi słów. – Odparłam.

Ale taka była prawda.

Nie wiedziałam co powiedzieć. To zbyt dziwne, żeby mogło być prawdziwe. Nie dociera do mnie, że Marcel kogoś zabił. To do niego nie pasuje. Jest taki niewinny, wszystkiego się boi. Nie miał dzieciństwa. Nie miał życia jak typowy nastolatek. Wszystko jest dla niego nowe i dopiero się uczy. Ale ta dziewczyna… Po prostu się doigrała. Wiedziała jaki Marcel jest. Otworzył się przed nią, ale ona postawiła na swoim. I skończyło się tak jak się skończyło.
- Lily proszę… - Wyłkał, a łzy płynęły po jego policzkach strumieniami.
Wstałam z niego i bezgłośnie kazałam zrobić to również jemu, podając mu rękę. Złapał ją i wstał, cały czas na mnie patrząc. Lekko go popychając, usiadł na łóżku, a po chwili położył się. Usiadłam na nim w rozkroku. Złapałam jego dłonie i przeplatając nasze palce, umiejscowiłam je po obu stronach jego głowy. Pochyliłam się nad nim i zaczęłam scałowywać łzy z jego twarzy. Od powiek, przez policzki, ostatecznie zatrzymując się na ustach. Złożyłam na nich soczysty pocałunek i gdy chciałam się unieść, Marcel ponownie złączył nasze usta. Jęknęłam przez jego gwałtowność, co on szybko wykorzystał i jego język wkradł się do moich ust, bawiąc się z moim. Uwolniłam jego dłonie i wplotłam swoje w jego brązowe loki. Nie przerywając pocałunków, obrócił nas tak, że teraz to ja byłam pod nim. Całował wymagająco jakby była to jego ostatnia szansa.

To zdecydowanie jest desperacki pocałunek. 

W pokoju słychać tylko nasze ciężkie oddechy i jęki spowodowane gwałtowną przyjemnością. Leżał na mnie i cały czas czułam na swoim brzuchu jego erekcję. Przerwał pocałunek i oboje łapaliśmy cenny tlen, którego zdecydowanie nam w tej chwili brakowało.
- Wybaczasz mi? – Odezwał się po chwili.
- Za co? Przecież nic nie zrobiłeś.
- No… Nie powiedziałem ci wcześniej. – Ręce miał po obu stronach mojej głowy, więc cały czas wpatrywał się we mnie z góry.
- Lepiej późno niż wcale. – Odparłam uśmiechając się i ponownie go pocałowałam.

***

Obudziły mnie krzyki dochodzące z pokoju obok. Przetarłam oczy i otworzyłam je. W pokoju było ciemno, a na zegarze 2:44. Usiadłam na łóżku nasłuchując. Cisza. Położyłam się ponownie ale znowu rozległy się krzyki. Wstałam i szybkim krokiem wyszłam z pokoju. Szłam korytarzem, a gdy zbliżałam się do pokoju Marcela, dźwięki robiły się coraz donośniejsze. Otworzyłam drzwi i nie zdążyłam ich zamknąć bo stan Marcela mnie przeraził. Rzucał się po łóżku i krzyczał, uderzając pięściami w materac. Usiadłam na łóżku i złapałam jego ręce. Był spocony i rozpalony.
- Marcel… Obudź się. – Szeptałam lekko spanikowana.
- Lily, nie umieraj. Proszę... – Mówił przez sen.
- Jestem tutaj. Marcel otwórz oczy.
Nagle uspokoił się i spojrzał na mnie zapłakanymi oczami.
- Lily, jesteś. Żyjesz. – Odparł rozpaczliwie.
Uwolniłam jego ręce, a on wtulił się we mnie, kładąc głowę na moim udzie, a rękoma obejmując mnie w talii.
- Nigdzie się nie wybieram. – Gładziłam go uspokajająco po głowie. – Miałeś koszmar?
- Tak. Śniło mi się, że… Zrobiłem ci krzywdę. Bardzo dużą. – Powiedział. Oddech miał ciężki, nadal uspokajając się po złym snie. – Lily, tak cholernie się boję. – Jego głos się załamał. – Boję się, że cię skrzywdzę. – Zacieśnił uścisk i złapał moją dłoń, jakby sprawdzając czy jestem prawdziwa.
Westchnął i spojrzał na mnie.
- Zostań ze mną, proszę. Nie chcę spać sam. Chcę mieć cię przy sobie i wiedzieć, że nie dzieje ci się żadna krzywda.
- Dobrze. – Wyszeptałam.
Wtulił swoją twarz w moją nogę i jeszcze mocniej mnie objął.
- Dziękuję. – Powiedział, a do pokoju weszła babcia chłopaka.
Podniósł się ze mnie i usiadł obok.
- Marcel wszystko dobrze? – Zapytała siadając na łóżku.
- Tak. Jest okey. Lily mi pomogła.
Przeniosła swój wzrok na mnie i wzięła moją dłoń w swoje.
- Dziękuję ci kochanie. – Wyszeptała. – Śpijcie dobrze.
Uśmiechnęła się do nas i wyszła z pokoju, zamykając drzwi. Marcel usiadł pomiędzy moimi nogami i przytulił mnie. Nadal był gorący.
- Co ja bym bez ciebie zrobił. – Wyszeptał.
Trwaliśmy tak kilka minut, kołysząc się na boki.
- Mogę otworzyć okno? Będzie nam się lepiej spało.
- Pewnie. – Puścił mnie, pozwalając mi wstać.
Podeszłam do okna i uchyliłam je lekko, a gdy się odwróciłam Marcel stał przy szafie i naciągał na swój tors świeżą koszulkę. Odchyliłam kołdrę i położyłam się na boku. Marcel złapał mnie w talii i przyciągnął do swojego ciepłego ciała. Splótł nasze palce i złożył delikatny pocałunek za moim uchem.
- Dobranoc. – Wyszeptał, a ja zapadłam w przyjemny i głęboki sen.

***

Otworzyłam niechętnie powieki i przeciągnęłam się. Rozejrzałam się po pomieszczeniu i chwilę później zdałam sobie sprawę, co zadecydowało o tym, że to tutaj spędziłam noc. Czułam na plecach tors Marcela, a ciepło które od niego biło, zaczynało się robić dokuczliwe. Jego dłoń spoczywała swobodnie na moim biodrze, a nogi mieliśmy poplątane. Mojej uwadze nie umknęła również erekcja chłopaka, która wbijała mi się w tyłek. Obróciłam się w jego objęciach i od razu spotkałam się z przyjemną zielenią jego oczu.
- Hej. - Wymruczał przecierając oczy.
- Cześć. - Wyszeptałam i musnęłam jego usta.
- Czemu nie śpisz? - Zapytał, podpierając głowę na łokciu, aby mnie lepiej widzieć.
- Twoja ciepłota ciała mnie obudziła. - Zachichotałam. - Jak ci się spało?
- Z tobą znakomicie. A tobie?
- Z tobą znakomicie. - Powtórzyłam jego słowa chichocząc.
Uśmiechnął się szeroko ukazując dołeczki, które dodawały mu tego wyjątkowego, chłopięcego uroku.


Układałam właśnie ostatnie rzeczy w szafie. W końcu udało mi się porządnie zabrać za rozpakowanie walizki. Babcia poszła do sąsiadki na herbatę, a Marcel przygotowywał obiad. Pustą walizkę położyłam na dnie szafy i zamknęłam ją. Wyszłam z pokoju i zeszłam na dół, zobaczyć co pichci chłopak. Schodząc po schodach usłyszałam rozmowę Marcela z kimś jeszcze. Ale z kim?
- Myślisz, że będzie chciała ze mną porozmawiać?
- Na pewno. Gdy opowiadała mi o tym, nie zauważyłem aby czuła do ciebie nienawiść. Oczywiście było jej przykro, ale doskonale wie, że osoba pijana nie panuje nad tym co mówi. Po za tym ona po części się z tym zgadza.
Na moment zapadła cisza.
- Że zachowała się jak dziwka. Zgadza się z tym bo wie, że postępowała źle. Dlatego nie nienawidzi cię za to. Jednak moim zdaniem określenie dziwka całkowicie tutaj nie pasuje. Nie chcę, żeby tak o sobie myślała, bo to zbyt brutalne określenie. Po prostu zrobiła błąd i tyle. Dlatego na spokojnie z nią porozmawiaj, a wszystko będzie okey. – Głos Marcela był miękki i aksamitny. - Pewnie jest u siebie, bo rozpakowuje rzeczy. Ostatni pokój po lewo.
- Okey, dzięki Marcel. Ratujesz mi życie, bo… Przyjaźnimy się od czterech lat i nie chcę jej stracić przez moją głupotę.
- Rozumiem cię. Też mi na niej zależy, a jestem nieźle popieprzony, więc ma powody żeby ode mnie uciec.
Zrobiłam krok do przodu i stanęłam w wejściu do kuchni. Zayn na mój widok zerwał się z krzesła, a Marcel obrócił się z patelnią w ręce. Spojrzał na mnie i przywitał mnie uśmiechem.
- Zayn chciałby z tobą porozmawiać. - Odparł Marcel.
Spojrzałam na mulata. Szedł niepewnie w moją stronę, jakby bojąc się mnie i mojego wzroku.
- Cześć Lily. – Odparł ledwie słyszalnie.
Wyglądał jakoś inaczej. Był chudszy, a jego kości policzkowe wystawały jakby chciały przebić skórę.
- Hej Zayn. – Uśmiechnęłam się, a on trochę się rozluźnił. – Marcel, będziemy u mnie. Jak coś.
- Okey. – Odparł, próbując to co ugotował.
Uśmiechnął się i poszliśmy do pokoju. Zamknęłam drzwi i gdy się odwróciłam, Zayn mocno mnie do siebie przytulił. Gdy minęło moje zaskoczenie, odwzajemniłam uścisk.
- Lily, tak bardzo cię przepraszam. Zdałem sobie sprawę z tego co powiedziałem jak wytrzeźwiałem. Szukałem cię, ale ciebie już nie było. Wyjechałaś przeze mnie prawda? – Zapytał i odsunął mnie na tyle, by móc na mnie spojrzeć.
Westchnęłam.
- Też. Ale głównie z powodu Nialla. To miejsce za bardzo mi się z nim kojarzy. – Zamknęłam oczy na wspomnienie jakim Horan jest dupkiem.
- Słyszałem, że chciał cię zgwałcić.
- Tak. A chwilę później przyszedł pijany Zayn Malik i nazwał mnie dziwką.
Ponownie mnie przytulił.
- Przepraszam cię. Proszę wybacz mi. Chcę, żeby nasza przyjaźń trwała wiecznie.
- Tak jak powiedział Marcel, nie nienawidzę cię. Było mi smutno, ale już mi przeszło. – Przestał nami kołysać i spojrzał na mnie.
- Skąd wiesz co mówił Marcel? – Zdziwienie na jego twarzy rosło z każdą sekundą.
- Postanowiłam iść do kuchni, a gdy usłyszałam waszą rozmowę nie chciałam wam przeszkadzać. – Uśmiechnęłam się.
- Wariatka. – Odparł i oboje się zaśmialiśmy.
- Może zostaniesz na obiad?
- Z chęcią, bo pachnie cudownie.
- Strasznie schudłeś. - Zmieniłam temat, bo martwi mnie jego wygląd.
- Miałem doła przez ostanie dni, więc… Sama wiesz.
- Mam nadzieję, że już minął?
- Zdecydowanie. – Uśmiechnął się i ponownie objął mnie swoimi silnymi ramionami.

***

- Dzisiejszy obiad był przepyszny. Kto nauczył cię tak gotować?
- Babcia. Gotuje jeszcze lepiej ode mnie. Nikt nie robi lepszych naleśników od niej.
- To jak twoje są takie dobre…
- Uwierz mi, moich naleśników nie powinno się nawet porównywać z jej. Niebo w gębie. – Odparł podając mi szklankę soku.
- Poproś ją, żeby jutro zrobiła.
- Jak sobie życzysz. – Zaśmiał się, a ja po chwili do niego dołączyłam.
Gdy chciałam sięgnąć po szklankę, Marcel niechcący potrącił ją i wszystko wylądowało na mojej jedynej piżamie.
- Jezu Lily, tak bardzo się przepraszam. – Odparł spanikowanym głosem, a ja nie mogłam powstrzymać śmiechu.
- Z czego tak się śmiejesz, co? – Zapytał zachowując powagę, ale kąciki jego ust zadrżały.
- Z twojej reakcji. – Wydusiłam.
Pokręcił głową, uśmiechając się i sięgnął po ręcznik.
- Zejdź.
Zrobiłam jak kazał i stanęłam przy lodówce, uważając aby nie wdepnąć w pomarańczową kałużę.
- Fajnie wyglądasz na podłodze. – Zadrwiłam, powstrzymując kolejny napływ śmiechu.
- Zamiast niepotrzebnie ruszać tymi słodkimi ustami, może poszłabyś się przebrać? – Odparł nie przerywając wycierania.
- Tylko, że… Nie mam w co.
- Oh. – Przysiadł na piętach i spojrzał na mnie. – To w takim razie weź ode mnie jedną z koszulek. – Uśmiechnął się, a ja pobiegłam na górę.
Wyciągnęłam z szafy czarny T-shirt z Nirvaną i jedną parę bokserek z Calvina Kleina. Po szybkim prysznicu, złożyłam jego ubrania i stanęłam przed lustrem. Bokserki o dziwo pasowały idealnie, a bluzka sięgała mi do połowy ud. Gdy weszłam do kuchni, Marcel zmywał szklanki po soku. Odwrócił się po ścierkę, która leżała na wyspie i spojrzał na mnie. Zmierzył mnie od góry do dołu, co trochę mnie onieśmieliło, więc przygryzłam wargę.
- Na tobie leży zdecydowanie lepiej. – Uśmiechnął się. - Masz coś pod spodem. - Było to bardziej stwierdzenie niż pytanie.
Podwinęłam materiał do połowy brzucha, ukazując bieliznę. Szczęka mu opadła i patrzył na mnie z niedowierzaniem.
- Założyłaś moje bokserki? – Wyjąkał.
- Spodenki też miałam mokre więc… - Spuściłam głowę, patrząc na niego spod rzęs.
- Oh Lily… - Jęknął i zanim się zorientowałam stałam przygwożdżona do zimnych  drzwi lodówki, z jego ustami na moich. Złapał mnie za pośladki i uniósł do góry. Oplotłam go nogami w pasie i nie przestając się całować wyszliśmy z kuchni. Powoli i ostrożnie wszedł po schodach, a gdy byliśmy w jego pokoju położył mnie na łóżku. Pocałunek był namiętny i gwałtowny. W moim podbrzuszu zaczęło budować się pragnienie. Przeniósł dłonie na moje biodra i podwinął koszulkę pod same piersi. Pocałował mnie wymagająco i obniżył się na wysokość mojego brzucha, składając na nim długie i mokre pocałunki. Wsunął dłonie pod materiał bluzki, tak że czułam jego dłonie pod piersiami. Jego loki łaskotały moją skórę, co słodko potęgowało uczucie pożądania. Wrócił do moich ust, całując je krótko i przeniósł się na linię szczęki. Dłonie cały czas trzymałam w jego miękkich włosach. Przygryzał moją skórę na szyi, a ja wiłam się pod nim coraz bardziej. Przygniótł mnie biodrami do materaca, a na brzuchu czułam gotową męskość. Dmuchnął w świeżą malinkę i zajął się zaniedbanymi ustami. Ścisnął lekko moje piersi, a ja rozchyliłam wargi, co od razu wykorzystał, wsuwając język. Ponownie naparł na mnie biodrami, na co jęknęłam głośno w jego usta.
- Tak bardzo cię kurwa pragnę. – Wydyszał między pocałunkami.
 
Ja ciebie też Marcel. Ja ciebie też.
 
 
 

Mamy rozdział 19! :D Troszkę się dzieje, w szczególności pod koniec, więc pewnie wiecie czego się spodziewać w następnym poście. Ale czy na pewno wszystko pójdzie zgodnie z planem? Wszystko wyjaśni się w rozdziale 20 za 31 komentarzy. ;*
 
Dziękuję również za ponad 10 000 wyświetleń. ♥ No i jak zawsze za wspaniałe komentarze. ;*
 
♥ Kocham Was. ♥
Ola xx

poniedziałek, 2 lutego 2015

ROZDZIAŁ 18

- Sam nie wiem. Żadna mi nie pasuje. – Odparł przyglądając się swojemu odbiciu w przymierzalni.
- Marcel, w każdej jest ci cudownie. Ale ta poprzednia była najlepsza. – Zdjęłam z wieszaka kurtkę o której mówiłam.
Spojrzał na mnie krzywo, a ja bezradnie spuściłam ręce.
- Robisz to specjalnie prawda? – Zapytałam.
- To znaczy?
- Mówisz, że nic ci nie pasuje bo nie chcesz żeby ci pasowało. Nie chcesz, żeby coś ci kupić?
Kiwnął nieśmiało głową, a ja westchnęłam.
- Marcel, naprawdę mi to nie przeszkadza. Po prostu powiedz mi co ci się podoba, zapłacę za to i po sprawie. – Uśmiechnęłam się biorąc do rąk resztę kurtek. – No więc? Którą chcesz? Możesz wziąć dwie. Są przeceny więc warto skorzystać.
Spojrzał jeszcze raz na siebie i na kurtki, które trzymałam.
- Śmiało. - Szepnęłam.
- Tą. – Wskazał na czarną ramoneskę, w której wyglądał najlepiej.
- I? – Ugh. Ciężko uzyskać od niego odpowiedź. – Ta? – Uniosłam wyżej klasyczną skórzaną kurtkę.
- Okey. – Zgodził się. Wreszcie.
Zabraliśmy wszystkie rzeczy i poszliśmy do kasy.
- Gdzie teraz idziemy? – Zapytał łapiąc mnie za rękę.
- Może coś zjemy? Wykańczają mnie zakupy z tobą. – Zaśmiałam się.
- Sama tego chciałaś. – Również się zaśmiał. - Dzięki za te kurtki.
- Nie masz za co. To prezent. – Uśmiech nie opuszczał mojej twarzy.
Zatrzymał mnie i obrócił w swoją stronę.
- Wspaniały. – Wyszeptał i złączył nasze usta w pocałunku.
- Lily? – Usłyszałam za sobą męski głos.
Marcel odsunął się dając mi możliwość obrócenia się.
- Louis. – Podeszłam do niego i mocno uściskałam.
- Dobrze, że cię widzę. Miałem dzisiaj do ciebie dzwonić.
- Coś się stało? – Zapytałam lekko zaniepokojona.
- Chodzi o Nialla. Policja zatrzymała go na 48 godzin i w tym czasie przejrzeli jego papiery. Dwa lata temu miał do czynienia z narkotykami.
- Kiedy? Przecież… Byliśmy wtedy razem. – Odparłam z niedowierzaniem.
- Pamiętasz jak w wakacje wyjechał na 5 tygodni?
- No tak. Mówił, że jedzie do Włoch bo jego rodzice załatwiali jakieś papiery, czy coś.
- Dokładnie. Tylko, że nie pojechał do Włoch. Poleciał do Stanów bo jakiś jego stary kumpel go zaprosił. Miał całą bandę, z którą prowadził dilerkę na cały Oregon i Kalifornię. Było dobrze dopóki jego kumple go nie wykiwali. Ukradli mu całą kasę, którą zarobił z nimi w udziale w dystrybucji. No więc Niall podpieprzył im kilka torebek marihuany i po trzech tygodniach wrócił do Anglii. Złapali go na lotnisku i dwa tygodnie siedział za przemyt prochów.
- C-co? – Szczęka mi opadła. – Gdzie on teraz jest?
- Nadal siedzi. Za tydzień będzie miał rozprawę za próbę gwałtu i pobicie. – Zerknął na Marcela i z powrotem na mnie.
- Skąd policja wie o pobiciu?
- Na nożu były odciski jego palców, więc gdy lekarze go usunęli, wezwali policję. No a oni zajęli się resztą.
- Był jakiś nóż? – Wtrącił prawie piskliwym głosem Marcel.
- Z tego co wiem miałeś rany kłute brzucha. – Odparł Louis.
Spojrzałam na Marcela. Jego wzrok był nieobecny jakby przypominał sobie wszystkie wydarzenia.
- Okey, dzięki Lou. Dzwoń jak będziesz wiedział coś nowego.
- Pewnie. A w ogóle co u ciebie? Znalazłaś jakiś nocleg?
- Jest okey. Zatrzymałam się u Marcela. – Uśmiechnęłam się. - A u was?
- Spoko. Zayn ma doła. Żałuje, za to co mówił gdy wrócił pijany i myśli, że to przez niego wyjechałaś. 

 Tak naprawdę był jednym z powodów.

- Pewnie będzie chciał z tobą pogadać. – Dokończył.
- Pewnie tak. – Westchnęłam, myślami wracając do tamtego dnia.
- Słuchajcie, musze lecieć. Może kiedyś do nas wpadniecie?
- Ciekawa propozycja. – Odparłam. – Pomyślimy. – Spojrzałam na Marcela, a on skinął głową.
- To super. Trzymajcie się. – Przytulił mnie na pożegnanie, a z Marcelem wymienił typowy dla chłopaków uścisk.
- Pa Lou. – Powiedziałam i głowiąc się nad tym co właśnie usłyszałam, skierowaliśmy się coś zjeść.

***

Od południa nie opuszczają mnie myśli o Niallu. Cholerny drań. Rodzice mieli rację, mówiąc że to oszust jakich mało. Ale oczywiście ja byłam mądrzejsza twierdząc, że kocha mnie tak samo mocno jak ja jego i wcale nie jest taki groźny, jakby mogło się na pierwszy rzut oka wydawać. Być okłamywaną przez tyle lat? Przez własnego chłopaka? To niedorzeczne. Dokładałam wszelkich starań, żeby było nam jak najlepiej. Żeby nie było żadnych kłótni o błahostki. A ten idiota jeździł do Stanów po prochy. Mogę się założyć, że w Ameryce przeleciał nie jedną, podczas gdy ja zastanawiałam się, jak mu jest we Włoszech i martwiłam się o to czy aby na pewno był tam bezpieczny. Jak widać kochać, a być kochanym to zupełnie dwie różne rzeczy.
- Grosik za twoje myśli. – Usłyszałam łagodny głos Marcela dochodzący zza moich pleców.
Odwróciłam się i spojrzałam na niego. Był ubrany w piżamę, a włosy miał lekko wilgotne po kąpieli.
- Lily, co się dzieje? Gdy wychodziłem pół godziny temu, siedziałaś w tej samej pozycji co teraz.
- Myślę o Niallu. – Odparłam niepewnie, bojąc się jego reakcji gdy usłyszy jego imię. On jednak spokojnie usiadł na krześle obok i spojrzał na mnie. Był opanowany i nic nie dało się wyczytać z jego twarzy. Chyba, że to tylko pozory.
- Martwisz się o niego. – Powiedział zaciskając szczękę.
- Nie! – Odparłam zgodnie z prawdą. – Po prostu… Nadal nie mogę uwierzyć w to, że byłam w nim zakochana po uszy, a on tak bezlitośnie mnie oszukiwał. – Spuściłam wzrok na swoje dłonie.
- Ej, mała. Nie przejmuj się nim. – Złapał mój podbródek i zmusił aby spojrzała w zieleń jego oczu. Były ciepłe i widać w nich troskę. – Nie rozpamiętuj tego co było dwa lata temu. Gdybyście nadal byli razem, miałabyś powody żeby się zamartwiać. Ale zerwaliście więc… Po prostu patrz w przyszłość i myśl o tym co cię czeka. No albo żyj z dnia na dzień tak jak niektórzy. – Zaśmiał się i szeroko uśmiechnął, ukazując dołeczki, a mi od razu zrobiło się cieplej na sercu.
Bez słowa przyciągnęłam go do siebie i przytuliłam, a on od razu zesztywniał. Odsunęłam się od niego zrezygnowana.
- Nawet nie mogę się do ciebie przytulić. – Wyszeptałam.
W jego oczach widać było smutek, żal i bezradność. Przeczesał dłonią wilgotne pasemka, bijąc się przy tym z myślami.
- Chodź spać. Jesteś zmęczona. – Odparł po chwili.

Oh, nie ma to jak zmienić temat.

Zsunęłam się powoli z krzesła i minęłam go, bez nawiązywania jakiegokolwiek kontaktu wzrokowego.
- Lily… - Zaczął, kładąc swoją dłoń na moim ramieniu, ale bez słowa strąciłam ją i poszłam do łazienki.

Gdy wyszłam spod prysznica, ubrałam piżamę i stanęłam przed lustrem. Wpatrywałam się w swoje zakłopotane odbicie. Może powinnam poczekać? Może chciał mi coś powiedzieć? Nie wiem, ale jestem bezsilna. Nie mogę go dotykać i obawiam się, że nie wytrzymam tak zbyt długo. Czułam jak łzy powoli napływają do moich oczu. Rozczesałam włosy i poszłam do siebie, co trochę wycierając łzy płynące po policzkach. Położyłam ubrania na walizce. Miałam ją dzisiaj rozpakować. Może zrobię to teraz? Muszę się czymś zająć, a kładąc się do łóżka, będę skazana na przemyślenia i zamartwianie się wszystkim. Zapaliłam lampkę i kucnęłam przy walizce, wyjmując po cichu pierwsze ubrania. Gdy chciałam wsadzić je do szafy, drzwi wejściowe zaskrzypiały i już po chwili Marcel siedział na łóżku. Cały czas czułam na sobie jego wzrok, ale nie przestałam rozpakowywać bagażu.
- Czemu robisz to teraz? Dochodzi 22:00.

Odpowiedzieć mu? Czy zmienić temat tak jak zrobił to on?

- Odpowiesz mi? – Jego głos stał się nagle chłodny i bez patrzenia na niego wiedziałam, że właśnie zaciska szczękę.
- Nie muszę.
- Niby dlaczego?
- Skoro ty nie odpowiedziałeś mi, to dlaczego ja muszę odpowiedzieć tobie? – Odparłam, a mój głos zadrżał.
- Oh, Lily. – Wyszeptał i usiadł za mną.
Objął mnie ramieniem pociągając tak, że usiadłam na jego udach. Oparł głowę o moje ramię. Na plecach czułam jego gorący tors, a brązowe loki łaskotały mnie po policzku.
- Płaczesz przeze mnie prawda? – Wyszeptał.
Kiwnęłam głową, a on jeszcze mocniej mnie przytulił.
- Dlaczego ty możesz mnie przytulać, a jak ja chcę to zrobić, od razu się spinasz? – Wyłkałam.
- Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak cholernie pragnę, abyś to zrobiła. Pragnę twojego dotyku każdym centymetrem mojego popieprzonego ciała, ale nie wiem gdzie mnie dotkniesz i boję się tym jak na to zareaguję. Nikt mnie nigdy nie dotykał w taki sposób w jaki ty chcesz to zrobić. Jak już ci kiedyś mówiłem, jedyny dotyk jaki znam to ból.
- Może nie ufasz mi wystarczająco. – Wyszeptałam.
- Ufam ci bezgranicznie. Ale…  Ja po prostu nie chcę cię skrzywdzić.
 
 
 
 
Mamy nowy rozdział! :D No i powoli zbliżamy się do miłosnej sceny głównych bohaterów. Rozdział 19 za 30 komentarzy. ;*
 
♥ ILY ♥
Ola xx


niedziela, 1 lutego 2015

ROZDZIAŁ 17

Był piękny poranek. Promienie słońca przedzierały się przez szare rolety, jakby już dawno zaplanowały sobie dla mnie pobudkę. Spojrzałam na zegarek. Dochodziła 10:00. Przeciągnęłam się i rozejrzałam po pokoju w którym, można powiedzieć, zamieszkałam. Był niewielki, ale przytulny. Ściany były w kolorach bladego błękitu. Łóżko z piękną białą ramą i pościelą w tym samym kolorze. Po obu stronach stały dwie szafki nocne w kolorze jasnego brązu, podobnie jak panele podłogowe, a przy ścianie szafa z trzema szufladami. Usiadłam na brzegu łóżka i spojrzałam na walizkę, która od wczoraj stoi obok łóżka. Marcel cały wieczór nalegał abym rozpakowała bagaż, ale nie miałam już wczoraj na to siły. Będę musiała się wciąć za to dzisiaj. Westchnęłam i wyszłam z pokoju. Drzwi Marcela były zaraz obok moich więc nie miałam daleko. Weszłam po cichu w nadziei, że jeszcze śpi, ale łóżko było puste. Postanowiłam zrobić małe rozeznanie po pokoju. Teraz jest jasno więc widać wszystko znacznie lepiej niż wieczorami, kiedy miałam okazję przebywać tu w półmroku. Wszystko utrzymane było w odcieniach szarości. Gdzieniegdzie wpraszały się czerwone elementy. Na ścianach trzy szerokie szare pasy, na których wisiały szkice jakiś krajobrazów. W rogu pokoju czarna szafa, a po przeciwnej stronie pod oknem biurko. Łóżko takie samo jak w moim pokoiku. Jedynie pościel była w szaro-czerwone ornamenty. Podeszłam do okna odsłaniając rolety, dzięki czemu w pokoju było jeszcze jaśniej i podparłam się o drewniany blat. Dom znajdował się na wzniesieniu, dlatego widać było stąd budynki oddalone nawet o kilka kilometrów. Pomimo tego, że była jeszcze zima, kolory były intensywniejsze niż zazwyczaj. Nawet drzewa w pobliskim parku sprawiały wrażenie jakby obrosły liśćmi z dnia na dzień. Nagle poczułam za sobą ciepłe ciało Marcela. Objął mnie i mocniej do siebie przyciągnął tak, że czułam na biodrze jego erekcję.
- Dzień dobry. – Usłyszałam niski pomruk zaraz obok ucha.
Odwróciłam się w jego objęciach i spojrzałam na niego. Miał na sobie czarny T-shirt z przetartym logiem The Rolling Stones i spodenki do połowy uda w tym samym kolorze. Włosy zmierzwione, a na twarzy leniwy uśmiech.
- Cześć. – Odparłam i również się uśmiechnęłam.
- Co tu robisz? – Zapytał z zaciekawieniem.
- Szukałam cię, bo chce mi się pić. A przy okazji zafascynował mnie ten widok. – Obróciłam się z powrotem w stronę okna wskazując na krajobraz.
Na horyzoncie widać było nawet centrum Holmes Chapel.
- Ładnie, co? Wiosną jest jeszcze lepiej. – Wymruczał, a mnie przeszedł przyjemny dreszcz.
Odwrócił mnie w swoją stronę i patrzył na mnie szmaragdowymi tęczówkami. Przygryzłam wargę i spojrzałam na niego spod rzęs. Złapał mnie za podbródek i uniósł wyżej moją twarz. Pochylił się nade mną, a nasze twarze dzieliło zaledwie kilka centymetrów. Intensywnie wpatrywał się w moje oczy, jakby szukał tam pozwolenia na dalszy krok. Jest tak wysoki, że musiałam stanąć na palcach aby sięgnąć jego ust. Musnęłam jego wargi i spuściłam głowę, ale on szybko odnalazł moje usta i kontynuował pocałunek, sadzając mnie na biurku. Zarzuciłam ręce na jego ramiona, wplątując palce w miękkie włosy. Trzymał mnie mocno w talii jakby bał się, że mu ucieknę. Zwieńczył pieszczotę, całując kącik moich ust. Objęłam go i przytuliłam. Pachniał tak nieziemsko. Zapach żelu pod prysznic mieszał się z seksownymi męskimi perfumami i nieskazitelnym zapachem Marcela.
- Chodź. Podobno chciało ci się pić. – Powiedział po chwili i pomógł mi zejść z biurka.
Złapał mnie za rękę i poszliśmy do kuchni.

***

- Co będziemy dzisiaj robić? – Zapytałam biorąc kolejny kęs pysznej jajecznicy, którą zrobiła nam jego babcia.
- Co tylko zechcesz. Jest piękna pogoda więc możemy się gdzieś przejść.
Kiwnęłam głową.
- Jak twoje nogi? – Zapytał przypatrując mi się.
- Lepiej niż wczoraj, ale nadal są sine.
Jego wyraz twarzy uległ zmianie. Zacisnął szczękę i spojrzał na mnie chłodnym wzrokiem.

A jeszcze przed chwilą był taki rozpromieniony.

- Nie przejmuj się tym. Jeszcze tydzień i nie będzie ani śladu. – Uśmiechnęłam się nieśmiało, wyczekując jego reakcji. Na szczęście rozluźnił się, a kąciki jego ust zadrżały.
Wstawiłam swój talerz do zlewu i wzięłam się za jego mycie.
- Zostaw. Ja to zrobię. A ty idź się szykować. – Odparł ze szczerym i ciepłym uśmiechem.
Zrobiłam jak kazał i poszłam do siebie. Postanowiłam ubrać czarne spodnie i Conversy w tym samym kolorze, bluzkę z Batmanem i jeansową kurtkę. Poszłam do łazienki i przeczesałam włosy. Nałożyłam również lekki makijaż, a gdy kończyłam malować rzęsy w progu stanął Marcel. Nadal był piżamie.
- Mogę? – Zapytał zanim wszedł.
- Jasne. – Odparłam od razu.
Wyjął z szafki piankę do włosów i wycisnął trochę na dłonie.
- Nie możesz zostawić ich takich? – Spojrzałam na niego. – I nie mów mi, że będziesz się ubierał tak jak do szkoły.
- Taki mam plan. – Odparł.
- Nie chcę, żebyś tego robił. Jesteś piękny bez tej całej szopki. Poza tym, sweterki w kratkę wyszły już trochę z mody.
- Ale…
- Zaufaj mi. – Uspokoiłam go z uśmiechem.
Wzięłam jego dłonie w swoje i wsadziłam pod strumień ciepłej wody. Dokładnie pocierałam opuszkami palców po jego skórze, aby pozbyć się resztek pianki. Cały czas przyglądał mi się z ciekawością. Zakręciłam wodę i wytarłam nasze ręce. Nie puszczając jego dłoni zaprowadziłam go do pokoju i posadziłam na łóżku. Otworzyłam szafę i skanowałam wzrokiem każdą rzecz, która się tam znajdowała. Jeden sweter, drugi sweter, trzeci, czwarty… Jeny, ile tego tu jest? Obok kilka par sztruksowych spodni. Ugh. A na dole dwie pary sandałów. Spojrzałam na niego z niedowierzaniem. Uśmiechnął się przepraszająco.
- Chodzisz w sandałach do szkoły? – Wyksztusiłam.
Skinął głową. Patrzyłam na niego z niedowierzaniem.
- Gdzie trzymasz te wszystkie czarne rzeczy? – Zapytałam w końcu, bo w tej szafie na pewno nie znajdę nic, w co można by go ubrać.
- W szufladach. – Z jego twarzy nie schodziło zaciekawienie.
Otworzyłam pierwszą. Była bardzo głęboka i znajdowały się tam same bluzki. Wyjęłam wszystkie i usiadłam na podłodze przeglądając każdą z osobna. Jedna z nadrukiem Ramones, dwie z Nirvaną, kolejne dwie z The Rolling Stones. Potem kilka gładkich, a na końcu dwie białe z czaszkami. Uśmiechnęłam się pod nosem. Położyłam je obok i przeszłam do drugiej szuflady. Spodnie. Dwie pary czarnych, kolejna para w tym samym kolorze ale z przetarciami na kolanach. Potem jedna para ciemnych jeansów, a na spodzie szare dresy. Zajrzałam do ostatniej szuflady. Na dnie stały trzy pary butów. Czarne Conversy i dwie pary Martensów.
- Dlaczego tego wszystkiego nie nosisz? – Zapytałam całkowicie zszokowana, że tak wspaniałe ciuchy marnują się w szafie.
Przeczesał włosy dłonią.
- Mówiłem ci już, że nie lubię się tak pokazywać. Że nie lubię swojego ciała.
- Marcel, przecież pod tym nie będzie widać twojej skóry. Masz jakieś kurtki? Czy tylko ten płaszcz? - Zapytałam, pokazując na granatowe, trochę znoszone już okrycie.
- Nie. – Szepnął.
- Poczekaj tutaj. – Odparłam i poszłam do siebie.
Wzięłam z łózka telefon, a z walizki wyjęłam dwie skórzane kurtki. Wróciłam do Marcela. Ramoneski położyłam obok niego, a w telefonie wybrałam numer do mamy. Czekając aż odbierze, wróciłam do przeglądania ubrań.
- Słucham? – Usłyszałam jej miękki głos.
- Hej mamuś. Co tam słychać?
- Wszystko dobrze. Tata załatwia ostatnie sprawy. W przeciągu tygodnia powinniśmy wrócić. – Odparła pogodnie. A co u ciebie kochanie?
- Po staremu. Trochę się ostatnio działo. – Spojrzałam na Marcela i posłałam mu uśmiech.
 - Jak to? Co się stało? – Zapytała zszokowana.
- Opowiem ci, jak wrócicie. Za długa rozmowa jak na telefon. – Zaśmiałam się. – Słuchaj mamo. Przesłałabyś mi 500 funtów? Chciałabym zrobić prezent przyjacielowi. – Rzuciłam okiem na chłopaka, a on patrzył na mnie z szeroko otwartymi oczami.
- Zaynowi?
- Nie, Marcelowi. Wspominałam ci o nim.
- Ahh pamiętam. Pewnie słońce. Za godzinkę będziesz miała je na koncie.
- Dziękuję. Kocham cię mamo.
- Ja ciebie też słońce. Trzymaj się tam. I pozdrów Marcela. – Odparła promiennie i mimo kilometrów wiedziałam, że właśnie się uśmiecha.
- Pozdrowię. – Zachichotałam i spojrzałam na Marcela posyłając mu uśmiech. Podziękował bezgłośnie.
- Kończę, kochanie. Tata właśnie wrócił. Masz pozdrowienia.
- Dziękuję. Ucałuj go. Dajcie znać jak będziecie wiedzieć kiedy wracacie.
- Dobrze. Papa Lily.
- Pa mamo. – Rozłączyłam się i uśmiechnęłam do telefonu.
Odłożyłam urządzenie i zajęłam się stertą ubrań, która przede mną leżała. Wybrałam T-shirt z Ramones, przetarte spodnie i czarne Martensy. Resztę złożyłam i schowałam do szuflad.
- Ubierz się w to. – Dałam mu rzeczy i usiadłam obok. – Jeśli chcesz mogę wyjść. – Położyłam rękę na jego udzie, a on spiął się.
- Przepraszam. – Szepnęłam i zabrałam rękę, ale on położył moją dłoń z powrotem i przykrył swoją.
- Powinienem… Chcę przyzwyczajać się do twojego dotyku. To ja przepraszam. - Westchnął. - Ale nie chcę abyś widziała mnie w takim stanie. Nie chcę abyś patrzyła na moje ciało, bo nie zasługujesz na to.
- Ej, przestań. Nie przeszkadzają mi twoje tatuaże. Jesteś cudowną osobą ze wspaniałą duszą i charakterem. To liczy się dla mnie najbardziej. Ale jeśli chcesz abym wyszła bo poczujesz się dzięki temu lepiej, nie ma sprawy.
- Dziękuję. – Odparł i złączył nasze usta w krótkim pocałunku.
- Będę za drzwiami. Zawołaj mnie jak będziesz gotowy. – Uśmiechnęłam się i wyszłam z pokoju.
Usiadłam pod drzwiami, ale nie musiałam długo czekać, bo po chwili rozległo się jego wołanie. Weszłam i spojrzałam na niego. Bluzka swobodnie zwisała mu z szerokich ramion. Spodnie były obcisłe, a przedarcia dodawały całemu strojowi drapieżności. Ciężkie buty idealnie współgrały z całością.
- Powinieneś tak chodzić codziennie. – Przygryzłam wargę, nie spuszczając wzroku z jego ciała. – Spróbuj ubrać jeszcze to. Może być trochę mała, ale chcę tylko zobaczyć jak będziesz wyglądać. – Uśmiechnęłam się wręczając mu ramoneskę. O dziwo zmieścił się, ale na dłuższą metę byłaby na niego zdecydowanie zbyt mała. Obróciłam go w stronę lustra i stanęłam za nim. Pociągnęłam za dół kurtki i wygładziłam zagniecenia na plecach.
- Wyglądasz cudownie. Pójdziemy do galerii i poszukamy takich kurtek. Mama przelała mi pół tysiąca więc możemy poszaleć. – Uśmiechnęłam się szeroko, ale on spoważniał.
- Chyba nie chcesz mi kupować ubrań.
- Czemu nie?
- Nie chcę abyś wydawała na mnie pieniądze.
- Marcel, to dla mnie przyjemność. Zrobię ci prezent na urodziny. Poza tym chcę ci się jakoś odwdzięczyć za nocleg tutaj. – Nasz wzrok skrzyżował się w lustrze.
Zgarnął swoje loki do tyłu i obrócił się w moją stronę.
- Nawet nie próbuj protestować. – Uprzedziłam go, zanim zdążył cokolwiek powiedzieć.
- Okey. – Westchnął i przytulił mnie.
Nie puszczając mnie, zaczął postępować do przodu, a gdy poczułam na nogach ramę łóżka usiadłam na nim. Posunęłam się w głąb, a Marcel zdjął kurtkę i pochylił się nade mną. Przylgnął do moich ust, od razu wsuwając do nich język. Pocałunek był tak gwałtowny, że czasami zderzaliśmy się zębami. Pociągałam za pasma jego włosów, co chyba mu się podobało bo mruczał w moje usta. Nasze języki toczyły gwałtowną walkę. Przygryzłam jego wargę, a on oparł swoje czoło o moje. Oddychaliśmy ciężko po gwałtownym wręcz desperackim pocałunku.
- Co ty ze mną robisz Lily. - Wyszeptał i ponownie przyległ do moich warg.





Mamy rozdział 17! Pierwszy w lutym i w dodatku w urodziny Harrego. ♥ :D Kolejny za 30 komentarzy. ;*
 
Któryś raz z kolei pytacie kiedy Marcel jej powie, że naprawdę ma na imię Harry. Nie mogę dokładnie powiedzieć wam kiedy, bo musiałabym opowiedzieć wam tutaj wszystko co będzie się wkrótce działo. :D
Ale nie martwcie się. Już niedługo Lily się o tym dowie. ;* 
 
♥ Kocham Was ♥
Ola xx