niedziela, 18 stycznia 2015

ROZDZIAŁ 12

*Marcel P.O.V *

Gdy wyszedłem na główną ulicę, promienie słońca trochę mnie oślepiły. Przysłoniłem światło ręką i po chwili przyzwyczajenia, opuściłem ją. W moich słuchawkach zabrzmiały właśnie pierwsze dźwięki Ink Coldplaya. Rytmicznym ale spokojnym krokiem poszedłem w stronę księgarni. Babcia wiele raz powtarzała mi, że głośne słuchanie muzyki na ulicy jest niebezpieczne, ale nie mogłem powstrzymać się od zwiększenia głośności gdy rozległ się mój ulubiony fragment utworu. Dźwięk w obu słuchawkach otoczył mnie całkowicie powodując przyjemną izolację od świata. W księgarni od razu udałem się na dział z książkami o tematyce science-fiction i przeglądałem nowości, które pojawiły się tutaj od mojej ostatniej wizyty. Po przejrzeniu kilkunastu pozycji nic nie zachwyciło mnie na tyle bym postanowił coś kupić, więc trochę zawiedziony opuściłem sklep. Ehh.. Znowu będę zdany na swoje stare książki lub te babci o tematyce miłosnej, które i tak nic nie wnoszą w życie typowego śmiertelnika. Gdy akurat skończył się kolejny utwór, usłyszałem stłumiony krzyk z uliczki obok. Podszedłem tam chowając słuchawki do kieszeni i skręciłem w ciemna alejkę. Na jej końcu stała Lily mocno przyciskana przez swojego chłopaka do ściany. Przez chwilę wahałem się czy jej pomóc. W końcu to w sumie z jej winy ten idiota prawie mnie zabił. Jednak gdy chłopak przeniósł swoją jedną rękę na szyję, a drugą uderzył ją, zaczęło wyglądać to dość niebezpiecznie.
- Ej! Taki z ciebie słaby dupek, że bijesz kobiety? – Krzyknąłem i powolnym krokiem szedłem w ich kierunku. Gdzieś w środku kotłował się strach, który za wszelką cenę próbowałem stłumić i nie dać się mu omotać. Blondyn gwałtownie puścił dziewczynę, a ta łapała cenne powietrze. Niall podszedł do mnie, ale zanim zdążył porządnie się zamachnąć uderzyłem go najmocniej jak tylko potrafiłem uważając na gips na lewej ręce i jeszcze trochę bolący brzuch. Ku mojemu zdziwieniu chłopak zatoczył się i nieprzytomny upadł na ziemię.
- To było niezłe. – Powiedziałem w myślach upewniając się czy chłopak faktycznie stracił przytomność.
Przelotnie spojrzałem na Lily i odwróciłem się kierując w stronę ulicy.
- Marcel poczekaj! – Usłyszałem, ale nie zatrzymałem się. Jedynie spowolniłem trochę kroku. Chwile później poczułem delikatną dłoń na swoim ramieniu. Odwróciłem się i spojrzałem na Lily.
- Dziękuję. – Odparła, a ja bez słowa ruszyłem w stronę domu. – Marcel… Ja cię jeszcze raz przepraszam. Uwierz, mi nie chciałam, żeby tak wyszło.
- Ale jednak tak wyszło. – Odparłem ponownie odwracając się w jej stronę. Spojrzałem na nią z bólem w oczach. – Zrozum wreszcie. On mnie prawie zakatował na śmierć. Twój chłopak. Ciebie też prawie przed chwilą udusił. Widzisz w ogóle co on robi? On jest niebezpieczny.
- Już z nim nie jestem. Zerwałam z nim.
- Oh. Świetnie. Wreszcie zrozumiałaś. Szkoda jednak, że tak późno. Obawiam się, że teraz będzie zachowywał się jeszcze gorzej pod pretekstem, że zerwałaś z nim z mojego powodu. Najpierw pozbędzie się mnie, a potem doigrasz się i ty. – Powoli zaczynało się we mnie gotować. - Uwierz mi. Nie jest mi miło gdy ktoś mnie bije. Widok krwi też nie jest miły.
- To po cholerę chodzisz na boks? Marcel dowiem się o tobie w końcu czegoś więcej?! – Wtrąciła zirytowana.
- Żeby się bronić. Przez pierwsze 16 lat swojego pieprzonego życia byłem mięczakiem, który nie potrafił sprzeciwić się własnemu ojcu. Robił ze mną co chciał. Widok krwi to była dla mnie codzienność. Bił mnie. Molestował. Maltretował. Zrzucał po schodach pełnych gwoździ i pinesek. Przytrzaskiwał palce drzwiami. Chodzę na boks żeby o tym zapomnieć. Nigdy nie miałem kogoś, kto by mnie wsparł, pocieszył. Codziennie zastanawiam się, czy jestem w ogóle zdolny do życia. Do poznania kogoś i zaufania. Wszystkie decyzje muszę podejmować sam, bo nie chcę w to wciągać i tak już zmartwionej wszystkim babci. Coraz częściej mam myśli samobójcze. Po co żyć z takimi wspomnieniami? Po co się męczyć skoro i tak nikt nie będzie za tobą tęsknił? Mam nadzieję, że zadowala cię ta ilość informacji, bo nie mam w tym momencie ochoty na dalsze zwierzanie się. – Odparłem i powoli się odwróciłem.
- Marcel, ja… Nie mów tak. – Wyszeptała drżącym głosem dziewczyna.
Zignorowałem to jednak i wyszedłem z ciemnego zaułku kierując się do domu.

*Lily P.O.V*

Zniknął za rogiem zostawiając mnie całkowicie samą z tymi wszystkimi myślami. Nie przypuszczałam, że jego przeszłość może być aż tak burzliwa. Wymagałam od niego nie wiadomo jakiego zaufania. Po czymś takim? Teraz wcale nie dziwi mnie jego zachowanie i czuję się jeszcze gorzej z faktem nasłania na niego Nialla. Byłam głupią idiotką. Kazałam Niallowi go nastraszyć podczas gdy on zmaga się z takimi wydarzeniami swojego młodzieńczego życia. I zrobiłam to tylko dlatego, żeby się go pozbyć i chronić swojego własnego, cholernego tyłka.

FUCK!

Jestem jednocześnie wściekła i załamana. Wściekła na siebie za to wszystko. Załamana faktem tej krótkiej ale dającej do myślenia historii. Co jeśli on widział we mnie deskę ratunkową? Osobę, która będzie go wspierać tak jak on tego oczekuje? Wszystko. Najnormalniej. Spieprzyłam.

***

Siedziałam przy biurku przeglądając notatki z polskiego. Co trochę do mojej głowy wpraszały się myśli dotyczące Marcela i Nialla. Przez idiotę Horana wyglądam fatalnie. Przestraszyłam się własnego odbicia kiedy wróciłam do domu. Całe lewe oko mam sine i lekko podpuchnięte, a polik od kilku godzin zaczerwieniony. Nawet gruba warstwa fluidu nie pomogła. To chyba oczywiste, że przez najbliższy tydzień nie pokarzę się w szkole. Czułam się bezpiecznie w swoim pokoju do momentu gdy nie usłyszałam krzyku Zayna w drzwiach wejściowych. Zgarnęłam większość włosów na twarz i założyłam okulary przeciwsłoneczne. Chłopak złapał za klamkę i wszedł do środka.
- Tu jesteś. Jak tam? – Rzucił z nutką zadowolenia w głosie i powoli do mnie podszedł.
- J-jest okey. Spoko. Właśnie robię polski. – Bąknęłam.
Nie chciałam z nikim rozmawiać w takim stanie.
- Lily? Widzisz coś w ogóle? Bo włosy chyba trochę za bardzo opadają ci na twarzyczkę. – Wyszeptał radośnie zagarniając moje włosy na plecy zrzucając przy ty okulary

No prostu świetnie.

Nie dość, że zobaczy zaraz w jakim jestem stanie, to jeszcze uzna mnie za jakąś psychopatyczną idiotkę, która po zmierzchu siedzi w okularach w zasłoniętym pokoju.
- Okulary? Przecież słońce już dawno zaszło. - Zdziwienie coraz bardziej było wyczuwalne w jego głosie. – Ej mała. Co się stało?
Obrócił fotel w swoją stronę, a ja w tym czasie zasłoniłam twarz dłońmi.
- Lily… O co do cholery… - Przerwał gdy wzięłam dłonie i spojrzałam na niego. – Jezu Lily. Kto ci to zrobił? – Zapytał kucając przede mną. – Ten skurwiel Horan prawda? – Kiwnęłam twierdząco głową. – Zabiję go. Jak tylko pojawi się w tym domu, zabiję gnoja.
- Zayn, to nie ma sensu. Do niego nic nie dociera. Chyba jest chory psychicznie. – Spuściłam głowę na swoje dłonie.
- To moja wina. Niepotrzebnie cię zostawiłem. Louis przecież mógł poczekać. – Wplótł dłonie w swoje włosy i opadł na podłogę. – Jak do tego doszło? – Spojrzał na mnie.
- Wracałam z kawiarni i wtedy mnie dopadł. Zaciągnął do uliczki no i się zaczęło. Dobrze, że pojawił się Marcel. – Westchnęłam.
- Jaki Marcel? Ten pedał? – Zapytał zdziwiony.
- Nie mów tak na niego! – Wrzasnęłam zirytowana.
Wstałam z krzesła i poszłam po coś do picia. Gdy wróciłam Zayn siedział na łóżku i gdy mnie dostrzegł odetchnął z ulgą.
- Już myślałem, że nie wrócisz. – Spojrzał na mnie spod swoich długich rzęs, gdy wręczyłam mu szklankę. – Dzięki.
- Ciekawe gdzie indziej miałabym się udać w takim stanie.
- Wyglądasz ślicznie. Jak… Piękna buntowniczka, która wpieprzyła swojemu byłemu.
- Oj wierz mi. Chciałabym mu wpieprzyć. – Na samą myśl zacisnęłam palce na szklanym kubku.
I od razu moje myśli ześlizgnęły się na Marcela, który pomimo tego, że mnie nienawidzi postanowił powstrzymać tego dupka. Uratował mnie i w dodatku trochę się otworzył. Powinnam się nauczyć doceniać takie rzeczy.
- O czym myślisz? – Zapytał mulat biorąc moją dłoń w swoje ręce.
- O Marcelu.
- Przypuszczam, że już długo o nim myślisz?
Skinęłam głową.
- Jest w nim coś takiego co przyciąga. Miał okrutną przyszłość. A ja go jeszcze bardziej zraniłam.
- To znaczy?
- Był bity przez ojca, a ja nasłałam na niego Nialla, żeby go nastraszył. Miałam go dosyć podczas gdy on chciał się ze mną zaprzyjaźnić.
- Kazałaś Niallowi go nastraszyć? Dlaczego nic o tym nie wiem? – Zayn nie spuszczał ze mnie wzroku.

***

- Wow, to nieźle narozrabiałaś. – Odparł mulat nadal niedowierzając w to co przed chwilą usłyszał.
- Wiem. Tylko nie mam pojęcia jak to wszystko pozbierać. Widzisz… Chyba mi na nim zależy. – Wyszeptałam i spojrzałam na Zayna.
Patrzył na mnie ze smutkiem na co zakuło mnie w sercu. Chłopak spuścił głowę. Objęłam go ramieniem i przytuliłam.
- Lily. Widzisz… Zakochałem się w tobie. Po prostu cię cholernie kocham. I zdaję sobie sprawę, że ty nie czujesz tego samego. – Spojrzał na mnie.
- Zayn… Też cię kocham, ale jak brata, którego nie mam. Jak przyjaciela, na którego zawsze mogę liczyć, bo… Zawsze byłeś, jesteś i będziesz… Przepraszam cię. Wszystko wszystkim pieprzę. - Schowałam twarz w dłonie.
- Nie mów tak. Nie chcę, żebyś była smutna.
- Tym bardziej nie chcę twojego smutku, Zayn.
- Wytrzymałem cztery lata wytrzymam i kolejne. Nie przejmuj się. Pociesza mnie fakt, że nikt nigdy nie będzie miał cię tak długo jak ja. W związkach bywa różnie, a przyjaciele raczej się nie kłócą. A już na pewno nie my. W końcu jesteśmy best friends forever, nie? – Zapytał a na jego twarz wpełzł delikatny uśmiech.
- Tak, dokładnie. – Odparłam, również się uśmiechając. – Dziękuję ci. – Kontynuowałam i wtuliłam się w niego. Trwaliśmy tak w ciszy przez dobre kilka minut.
- Jesteś na mnie zły? - Wyszeptałam.
- Nie, dlaczego?
- Bo powiedziałeś mi co czujesz, a ja... cóż. Pewnie nie takiej odpowiedzi się spodziewałeś.
- Nie ukrywam, jest mi trochę smutno, ale szczerze mówiąc... Już dawno pogodziłem się z takim stanem rzeczy. Wiem, że pasujemy do siebie jako przyjaciele i to też mi odpowiada. Zawsze będziesz dla mnie najważniejsza. Będę szczęśliwy jeśli ty będziesz szczęśliwa. Pamiętaj o tym. - Skinęłam głową. - Musisz tylko jeszcze to wszystko naprawić.
- Wiem. – Westchnęłam i oparłam głowę na jego klatce piersiowej.
 




Jest rozdział 12! :D Przepraszam, że tak długo na niego czekaliście, ale mam trochę nauki plus jeszcze wczoraj nieźle się zaczytałam. Nadchodzący tydzień również nie należy do tych luźniejszych, ale zrobię co w mojej mocy, żeby rozdziały pojawiały się od razu jak uzbiera się ilość komentarzy, które są bardzo motywujące i dziękuję za nie. ;* Myślę, że posty będą pojawiać się regularnie w ferie, które rozpoczynają się u mnie wraz z początkiem lutego.

Rozdział 13 pojawi się za 25 komentarzy. ;*

Pojawia się dużo komentarzy w których prosicie o dłuższe posty. Uwierzcie mi, robię co mogę, żeby były jak najdłuższe. No ale nie ukrywam też, że lubię was trochę trzymać w niepewności. :D ;*

Od następnego rozdziału akcja zacznie się kręcić wokół, jak już się pewnie domyślacie, Marcela i Lily, na co chyba większość z was bardzo mocno czeka. ;*

♥ Kocham Was ♥
Ola xx

środa, 14 stycznia 2015

ROZDZIAŁ 11

- Zayn. Zaynie, obudź się. – Szeptałam do chłopaka lekko go szturchając.
W końcu otworzył oczy i sennie na mnie spojrzał.
- Niall tu przyszedł.
Na moje słowa chłopak od razu zerwał się z łóżka i ubrał bokserki. Gdy schylał się po bluzkę, do pokoju wpadł rozwścieczony Niall.
- Co tu się do kurwy wyprawia?! – Rozejrzał się po pokoju.
Wszędzie leżały porozrzucane ubrania. Potem swój wzrok skierował na mnie, na co jeszcze mocniej opatuliłam się kołdrą.
- Spałaś z nim?! Ty dziwko. – Wysyczał przez zęby i z zaciśniętymi pięściami ruszył w moją stronę.
Na szczęście Zayn go zatrzymał.
- Nie ośmieszaj się Niall. – Zaczął chłopak. – Najpierw sam bzykasz się z inną, a teraz nagle wyzywasz Lily od gorszych? Kiedyś byłeś wspaniałym przyjacielem i chłopakiem. A teraz? Szczerze to już mam w dupie tą przyjaźń. Ale co do waszego związku… Skrzywdziłeś ją cholernie mocno. Ona cię kocha idioto…
- Kochałam. – Wtrąciłam.
- Właśnie. Wczoraj przez twoje durne pomysły prawie się zabiła. Chociaż myślę, że gdyby do tego doszło nawet byś się zbytnio nie przejął. Przecież byłbyś zbyt zajęty pieprzeniem jakiejś dupy. Co się z tobą porobiło Niall…
- Chciałaś się zabić? – Zwrócił się do mnie zaskoczony.
Skinęłam, a on podszedł do łóżka.
- Lily, ja cię przepraszam. Ja… Nie wiedziałem, że aż tak zareagujesz.
- A jak mogłam zareagować? Uważasz, że chciałabym tak żyć? Z myślą, że gdy cię przy mnie nie ma, pewnie zabawiasz się z inną? Nie należę do takich osób Niall. Skrzywdziłeś mnie zbyt mocno, żebym mogła ci wybaczyć. Twoje przeprosiny nic nie zmienią. Tym bardziej jak będziesz teraz udawał kochającego i troskliwego chłopaka. Tobie już nie zależy.
- Ale Lily… - Powiedział kładąc rękę na moim ramieniu.
- Zostaw mnie. – Bąknęłam i zrzuciłam jego dłoń.
Obróciłam głowę. Nie chciałam na niego patrzeć. Czułam jak łzy powoli napływają do moich oczu.
- Ona coś powiedziała. – Odparł Zayn, gdy blondyn chciał usiąść obok mnie.
Zrezygnowany wstał i skierował się do wyjścia.
- Spieprzyłeś to Niall. – Rzucił Zayn i zamknął za nim drzwi.
Schowałam się pod kołdrę i pozwoliłam łzom swobodnie wypłynąć. Czułam jak materac ugina się.
Zayn uniósł pierzynę i położył się obok mnie.
- Nie płacz mała. Nie warto. – Wyszeptał mocno mnie do siebie przyciągając.

***

- To czego się napijesz? - Zapytał mulat.
- Czegoś dobrego. – Przygryzłam wargę.
- Ohh.. Nie pomagasz. - Uśmiechnął się szeroko i poszedł złożyć zamówienie.
Podparłam głowę na ręce i wpatrywałam się w ulicę za szybą. Był dzisiaj piękny dzień. Pomimo tego, że był początek lutego nie było śniegu, a temperatura dochodziła do prawie 10 stopni. Słońce świeciło od samego rana i czasami było przysłaniane przez mały, biały obłok.
- Jest tam coś ciekawego? – Usłyszałam głos Zayna.
- W sumie… To nie. – Zachichotałam.
Również się zaśmiał i przysunął w moją stronę kubek z kawą.
- Dzięki. – Odparłam i upiłam łyk gorącej cieczy.
- I jak? Smakuje? – Zapytał zaciekawiony wpatrując się we mnie.
- Znakomita. – Wymruczałam rozpływając się w przyjemności. - Uwielbiam kawy i chyba nawet mogę nazwać się ich koneserką.
- Ciekawe. – Powiedział i usiadł obok mnie. – Zamknij oczy. – Uśmiechnął się.
Wpatrywałam się w niego z ciekawością co ma w zamiarze.
- No zamykaj. – Zaśmiał się i zakrył moje oczy swoją dużą dłonią. – I nie otwieraj. – Wyszeptał mi do ucha.
Po chwili poczułam papierowy brzeg kubka przy swoich ustach. Wzięłam spory łyk kawy i próbowałam wyczuć jej smak oraz wszystkie dodatki.
- Co to za kawa? – Zapytał Malik.
- Jest mocna, ale dobra. Czuć też słodka nutę karmelu. Hmmm… Dark Roast?
- Dobrze. Teraz coś innego. 
Otworzyłam oczy i ujrzałam jakiś brązowy wypiek.
- Chcesz mnie utuczyć? – Zapytałam śmiejąc się.
- Miałaś nie podglądać. – Zganił mnie i ponownie przymknął moje powieki tym razem nie zabierając swojej dłoni.
Zachichotałam.
- Gryź.
Zrobiłam jak kazał i ugryzłam jak już zdążyłam zauważyć ciemnobrązowe ciastko. Było przepyszne. Rozpłynęłam się w błogim i przyjemnie słodkim smaku.
- Muffin czekoladowy. – Odparłam pewnie.
- Z..? – Kontynuował.
Dopiero po chwili wyczułam kwaskowaty smak owoców.
- Z wiśniami. – Dokończyłam i wytarłam usta chusteczką. – Możesz już zabrać rękę? – Zapytałam.
Nagle poczułam na swoich wargach jego ciepłe i miękkie usta. Zabrał rękę i moje oczy spotkały się z jego cudownie miodowymi tęczówkami. Przymknęłam oczy, a Zayn pociągnął mnie za sobą sadzając mnie na kolanach. Objęłam go za szyję i przepchnęłam język, aby po chwili toczyć przyjemną walkę z jego. Objął mnie dłońmi w talii, a kciukami zataczał małe kółeczka pod linią mojego stanika. Błogą chwilę przerwał dzwonek telefonu chłopaka. Zayn westchnął i sięgnął do kieszeni. Gdy chciałam zejść z jego kolan zatrzymał mnie i odebrał telefon.
- Halo. – Rzucił sucho. – Mhm… Czemu ja?... A może jestem zajęty… W dupe się pocałuj ciołku. – Zaśmiał się. – Dobra, jak to tak bardzo pilne to przyjadę. – Uśmiechnął się i rozłączył. - Przepraszam cię mała, ale dupek Louis chce coś załatwić siostrze ale oczywiście nie ma auta. A jak nie ma auta to dzwoni do…
- Ciebie. – Dokończyłam.
- Właśnie. – Odparł i przeczesał włosy. – Więc musze lecieć.
Zeszłam z jego kolan i usiadłam obok. Chłopak w tym czasie wstał i założył kurtkę, a ja przyglądałam mu się bez przerwy.
- Nie ładnie tak pożerać wzrokiem. – Powiedział i odwrócił się.
Zarumieniam się i spuściłam wzrok na swoje dłonie. Mulat podszedł do mnie i za podbródek uniósł moją głowę.
- Jeszcze to dokończymy. – Wymruczał i pochylił się nade mną składając delikatny pocałunek na moich chcących więcej ustach.
Puścił mi oczko i opuścił kawiarnię.
Siedziałam jakieś 10 minut dopijając kawę. Gdy po raz kolejny spojrzałam za szybę w oczy od razu wrzuciła mi się drobna sylwetka Marcela. Szybko zerwałam się z fotela, ubrałam kurtkę i opuściłam lokal.
- Marcel! – Krzyknęłam, ale chłopak nawet się nie zatrzymał.
Wołałam jeszcze kilka razy, ale nic to nie dało. Może po prostu nie chce mnie znać i więcej widywać. W sumie to mu się nie dziwię. To przykre. Dopiero teraz odczuwam jego brak. Myślę, że jest chłopakiem, z którym nie da się po prostu kolegować. On coś skrywa. Coś co dla ludzi z zewnątrz jest zakazanym owocem. Bardzo chcesz znać tą historię, ale nie możesz bo on bardzo dobrze ją chroni. Jednak przez moją niecierpliwość nie będę miała okazji poznać go lepiej.
- Fuck. – Zaklęłam w myślach i skierowałam się w stronę domu, do którego miałam niecały kilometr.
Sięgnęłam po telefon i po chwili śledziłam wzrokiem co trochę nowe informacje pojawiające się na ekranie urządzenia.
- No proszę, najpierw się z tobą liże, a potem każe samej wracać do domu? Co z niego za chłopak. – Odwróciłam się gwałtownie na znajomy mi głos.
- Czego ty jeszcze chcesz? – Rzuciłam.
Blondyn podszedł do mnie i chwytając za kurtkę, wciągnął do wąskiej uliczki.
- Zostaw mnie! – Krzyknęłam wyrywając się, ale ten mocno przygwoździł mnie swoim ciałem do ceglanej ściany.
- Twoje zachowanie jest irytujące wiesz?
- Niall, o co ci chodzi do cholery?! Zostaw mnie w spokoju dupku!
Cóż… Chyba nie lubi tego słowa, bo jego ręka od razu spotkała się z moim policzkiem. Złapałam się za bolące miejsce, ale chłopak od razu uwięził moje ręce nad głową.
- Słuchaj no mała zdziro…
- Przestań Niall! Co ja ci zrobiłam?! Jesteś jakiś psychiczny! – Rzuciłam a on ponownie mnie uderzył.
- Ej! Taki z ciebie słaby dupek, że bijesz kobiety? – Usłyszałam od strony ulicy.
Oboje z Niallem spojrzeliśmy w tamtą stronę. Smukła sylwetka i włosy zaczesane do góry przypominały mi tylko jedną osobę.

Marcela.
 
 
 
 
No i jest rozdział 11! :D Dziękuję za wasze wspaniałe komentarze. ;* Bardzo miło mi się je czyta, a po nich aż chce się pisać! :D Rozdział 12 pojawi się za 25 komentarzy. ;*

♥ Luv ya ♥
Ola xx

niedziela, 11 stycznia 2015

ROZDZIAŁ 10

Rozdział zawiera sceny dla dorosłych.
Czytasz na własną odpowiedzialność. ;3


Trzęsącymi rękoma rozpakowałam ostrze i podpierając się o biurko przyłożyłam je do nadgarstka. W tej samej chwili do pokoju wpadł Zayn. Podbiegł do mnie i chwycił moje ręce. Stałam roztrzęsiona. Nie miałam już czym płakać.
- Dziewczyno zgłupiałaś? Po co ci to?
- Zayn, ja już nie mam po co żyć. - Wydusiłam i wtuliłam się w niego.
Jeszcze mocniej mnie do siebie przycisnął i głaskał uspokajająco po plecach.
- Ej.. Co się stało? – Zapytał.
- Byłam u Marcela. Chciałam go przeprosić. Powiedziałam mu wszystko, ale on mnie teraz nienawidzi. Potem pojechałam do Nialla. On… On mnie zdradził, Zayn. – Załkałam.
- Jak to? Nie… To nie możliwe. – Odparł przeczesując włosy.
Usiadł na łóżku ciągnąc mnie za sobą. Zajęłam miejsce obok niego.
- Widziałam ją. Leżała tam. W jego łóżku. Pili wino. Musieli się dobrze bawić.
- Nie przejmuj się nim. On nie jest wart tego, żebyś płakała, a tym bardziej odbierała sobie życie. To tylko zwykły dupek, który nie zasługuje na taką wspaniałą dziewczynę jak ty. Troszczyłaś się o ten związek, a ten debil cały czas to ignorował. Prędzej czy później skończył by w łóżku z inną. Przecież wiesz jaki on jest. Dla niego najważniejszy jest seks.
Westchnęłam i otarłam łzy. Zayn miał rację.
- Dziękuję ci.
- Za co? – Zapytał zaskoczony.
- Za to, że jesteś i zawsze mogę na ciebie liczyć.
- Przecież wiesz jak ważna dla mnie jesteś.
- Wiem, ale dopiero teraz to dostrzegłam. – Odparłam i pocałowałam go.
W jego oczach dostrzegłam zdziwienie, ale po chwili odwzajemnił pocałunek. Usiadłam na jego kolanach i wplotłam dłonie w jego ciemne, miękkie włosy. Czułam jak jego dłonie z ramion przesuwają się po plecach aby ostatecznie zatrzymać cię na moich pośladkach i ścisnąć je.
- Zayn... – Jęknęłam cicho a on wykorzystując okazję wepchnął swój język do moich ust. Nie przerywając pocałunku, obrócił nas i położył na łóżku tak, że znajdowałam się pod nim. Pocałunek robił się coraz bardziej namiętny i zaborczy. Gdy znalazłam brzeg jego bluzki, wsunęłam ręce pod cienki materiał. Raz w życiu widziałam Malika bez koszulki. Było to około 4 lat temu w wakacje, jeszcze zanim poznałam Nialla. Jego rodzice zaprosili nas do siebie. Mają dom z basenem więc wszyscy świetnie się bawili, chlupiąc się w wodzie w samych strojach kąpielowych. Był wtedy blady i miał ciało typowego nastolatka. Teraz jest muskularnym chłopakiem o szerokich ramionach. Błądziłam rękoma po jego idealnie ukształtowanych mięśniach i wyobrażałam sobie jak mogą wyglądać. Zayn zorientował się, że zadłużyłam się wspaniałą rzeźbą jego torsu i cicho się zaśmiał.
- Chciałabyś zobaczyć? – Uniósł jedną brew i uśmiechnął się ukazując rząd śnieżnobiałych zębów.
Kiwnęłam nieśmiało głową i przygryzłam wargę. Zayn wstał ze mnie i powoli ściągnął T-shirt odkrywając kolejne partie umięśnionego brzucha. Widok zapierał mi dech w piersiach. Był bardzo opalony, a tatuaże dodawały mu uroku i seksapilu. Napawałam się widokiem i skanowałam wzrokiem każdy centymetr jego ciała. Chłopak uważnie mi się przyglądał, a z każdym jego ruchem mięśnie seksownie się napinały. Na sam ten wspaniały widok moje podbrzusze szalało.
- Podoba ci się? – Jego głos był zachrypnięty i można było w nim usłyszeć rosnące podniecenie.
- Bardzo. – Wyszeptałam i podeszłam do niego, nie spuszczając wzroku z jego pięknego ciała.
Oparłam dłonie na jego obojczykach i spojrzałam mu w oczy.
- Masz cudowne ciało, Zayn.
- Założę się, że twoje jest milion razy lepsze. – Przyciągnął mnie do siebie, a ja zarumieniłam się.
Uchwycił moją twarz w swoje duże dłonie i gorąco mnie pocałował.
- Lily chcę żebyś wiedziała, że cię pragnę. Pragnę cię cholernie mocno. Nawet nie wiesz jak żałowałem tego, że poznałem cię z Niallem. Codziennie chciałem być na jego miejscu. Dlatego teraz gdy mam taką okazję nie mogę jej zmarnować, ale nie chcę być czuła się wykorzystana. Nie chcę abyś miała mi to potem za złe i nienawidziła mnie. Nie zniósłbym tego. Nie chcę w tej chwili zastanawiać się czy będzie to jednorazowa przygoda czy coś więcej. Po prostu chcę ciebie. Teraz. – Odparł i wpił się w moje usta. Oddawałam każdy jego pocałunek. Znam Zayna już bardzo długo i jestem pewna, że mogę mu zaufać.
- Lily? – Odezwał się chłopak. Patrzył na mnie troskliwym wzrokiem pocierając jednocześnie dłonią moje ramię. – Chcesz tego? Nie chcę cię zmuszać.
- Tak. Chcę.
Pocałowałam go, a on w tym czasie ściągnął moją bluzkę. Przesuwałam dłonie powoli w dół docierając do paska od spodni i rozpięłam go. Zaraz potem zajęłam się ekspresem. Chłopak ściągnął swoje spodnie i popchnął mnie na łóżko. Zanim zdążyłam się lekko unieść, przygniótł mnie swoim rozgrzanym ciałem. Zarzuciłam ręce na jego szyję, dając mu tym samym lepszy dostęp do zapięcia od stanika. Szybko się go pozbył i zajął się moimi piersiami.
- Zayn… - Zacisnęłam dłonie na jego włosach, delikatnie za nie pociągając.
Podążając pocałunkami coraz wyżej, przygryzł moją skórę w zagłębieniu szyi, by chwilę później pozostała w tym miejscu czerwona malinka. Dmuchnął w wilgotne miejsce, przyprawiając mnie o dreszcz. Składał delikatne pocałunki na linii mojej szczęki i gdy dotarł do ust, obdarował je krótkim pocałunkiem. Pozostawiając je nienasycone zajął się spodniami, których pozbył się razem z bielizną.
- Jesteś piękną kobietą Lily. – Wyszeptał.
Poczułam jego oddech przy swojej kobiecości. Zacisnęłam dłonie na kołdrze, gdy jego usta otarły się o moje czułe miejsce. Składał mokre pocałunki. Zacisnął dłonie na moich biodrach i wręcz przygwoździł mnie do materaca. Czułam ciepło budujące się w podbrzuszu. Po chwili dołączył do tego również język. Przyjemność była coraz większa i ogarnęła całe moje ciało. Czułam, że byłam blisko. Wepchnął we mnie dwa palce, a ja osiągnęłam szczyt z głośnym krzykiem. Gdy dochodziłam do siebie, zdjął swoje bokserki i wsunął się pomiędzy moje nogi, przybierając odpowiednią pozycję. Pocałowałam go mocno. Pragnęłam jego miękkich ust. I tego by mnie wypełnił. Właśnie teraz.
- Bierzesz tabletki? – Zapytał.
- T-tak. Od dwóch tygodni. – Wydusiłam.
- To dobrze. – Uśmiechnął się i ponownie przywarł do moich ust.
Poczułam na udzie jego męskość. Po chwil wszedł we mnie i płynnymi ruchami posuwał się coraz dalej. Robił to ze spokojem i ogromną czułością. Nigdy nie doświadczyłam czegoś takiego. Wiele razy kochałam się z Niallem ale on jest innym chłopakiem. Jest typem bad boya, który pieprzy mocno i ostro. Zayn też przypomina niegrzecznego chłopca, ale to tylko pozory. On i Niall to zupełnie inne dwa typy osobowości. Oczywiście oboje lubią wdawać się w bójki., ale dla Nialla to przyjemność, a dla Zayna konieczność. Często jest mi żal chłopaków, gdy Niall ich do czegoś zmusza. Do czegoś czego nie chcieli, ale musieli zrobić bo inaczej Niall stałby się ich wrogiem. Choć uważam, że teraz to Zayn jest wrogiem dla Nialla.
Z zamyślenia wyrwało mnie mocniejsze pchnięcie Zayna. Jęknęłam zaciskając dłonie na jego karku. Zarzucił sobie moje nogi na plecy i po chwili był już we mnie cały. Czułam przyjemne rozpychanie.
- Jesteś taka ciasna. I dobra. - Wydyszał.
Kontynuował ruchy, by ostatecznie uderzyć w mój punkt G.
- Zayn, cholera! – Krzyknęłam i oddałam się orgazmowi, który usztywnił moje ciało. Po chwili doszedł również on. Ryknął drżąc i odchylając głowę. Zmęczona po dwóch orgazmach łapałam cenny oddech. Zayn wyszedł ze mnie i przyciągnął do siebie silnym ramieniem.
- Jesteś wspaniała. – Wyszeptał i przykrył nas kołdrą.

*Następnego dnia*

Obudziły mnie krzyki i wrzaski dochodzące z korytarza. Zayn jeszcze spał, nadal mocno mnie obejmując.
- Gdzie ona jest?!
- A gdzie może być? Oczywiście, że jest u siebie. Coś ty jej zrobił? Zayn od wczoraj stamtąd nie wychodzi.
Krzyki robiły się coraz donośniejsze.
- O cholera. – Powiedziałam do siebie i zakryłam usta dłonią.

Niall. Tu. Jest.
 


 
Dotarliśmy do kolejnego +18. :D Następny rozdział za 24 komentarze. ;*
 
Czeka mnie teraz trudny tydzień, bo zbliża mi się masa sprawdzianów, dlatego będę miała mniej czasu na pisanie, ale postaram się robić co w mojej mocy, żeby jak najszybciej pojawiały się kolejne rozdziały. Z góry dziękuję za wyrozumiałość ;*
 
Chciałam również wszystkim podziękować za wspaniałe i motywujące komentarze oraz ponad 3 000 wyświetleń. ;*
 
♥ Bardzo was kocham ♥
Ola xx

piątek, 9 stycznia 2015

ROZDZIAŁ 9

Sala, w której leżałem była dość przestronna. Obok łóżka znajdował się mały stolik z szufladami, a naprzeciwko na ścianie wisiał 40-sto calowy telewizor. Całe pomieszczenie rozświetlało światło wpadające przez ogromne okno, przez które miałem widok na ulicę. Siniaki, które miałem już prawie zniknęły. Ramię też już nie bolało. Najgorzej było z brzuchem. Z każdym, choćby delikatnym ruchem, bolało jak cholera. Dwa, czasami trzy razy dziennie zmieniali mi opatrunki, co trwało dobre pół godziny. Najbardziej cieszę się, że nie muszę jeść szpitalnych posiłków, bo są okropne. Codziennie po 16:00 babcia przynosi mi coś dobrego. Spojrzałem na zegarek. Dochodziła 12:00. Gdy chciałem sięgnąć po telefon do sali weszła Lily. Rozpromieniałem na jej widok, ale ją ewidentnie coś gnębiło.
- Hej. - Powiedziała cicho.
- Cześć. - Uśmiechnąłem się, a gdy chciałem się podnieść lekko skrzywiłem się z bólu.
Ponownie na nią spojrzałem. Jej oczy nagle zaszkliły się łzami.
- Lily, coś się stało? – Odparłem zaniepokojony.
- Mocno cię boli? – Zapytała z troską w głosie.
- Nie. Tylko jak zrobię coś gwałtownego. – Odparłem, a z jej oczu wypłynęły pierwsze łzy. – Czemu płaczesz? Lily?
- Marcel ja… Ja nie chciałam, żeby tak wyszło. Ja cię przepraszam… - Wydusiła i rozpłakała się na dobre.
- O czym ty mówisz? Za co mnie przepraszasz?
Spojrzała na mnie zaskoczona.

Ale ja naprawdę nie wiedziałem o co chodzi.

- Pamiętasz coś z przed… Z przed tego wypadku? – Wydukała.
- Nie wszystko. Ostatnie co sobie przypominam to jak ktoś zaciągnął mnie do łazienki. Gdy się obudziłem babcia powiedziała mi, że znalazła mnie jakaś dziewczyna.
Zakryła ręką usta i spuściła głowę.
- Lily, o co do cholery chodzi?
- Marcel, to ja cię znalazłam.
- Skąd wiedziałaś, że tam jestem?
- Bo… To Niall ci to zrobił. Ja chciałam, żeby on cię tylko nastraszył.
- Nastraszył?!
- Byłam na ciebie wkurzona, że nic nie chcesz o sobie powiedzieć. Chciałam, żebyś dał mi wreszcie spokój i myślałam, że jak on ci zagrozi, to będziesz bał się do mnie zbliżyć.
- C-co? – Nie mogłem uwierzyć w to co właśnie usłyszałem.
- Marcel ja nie wiedziałam, że on posunie się do czegoś takiego. – Była coraz bardziej roztrzęsiona.
- Lily… Ta rozmowa nie ma sensu.
- Marcel proszę...
- O co ty mnie prosisz? Chcesz żebym tak po prostu o tym zapomniał? On mnie tam prawie zabił rozumiesz?! Nie przypuszczałem, że będziesz zdolna do czegoś takiego.
- Uwierz mi, ja naprawdę tego nie chciałam.
- Wyjdź.
- Marcel…
- Nie mam ochoty z tobą teraz rozmawiać.
Byłem wściekły. Cały się spinałem, na co brzuch przypominał o sobie przeszywającym bólem. Zamknąłem oczy i skuliłem się.
- Mogę ci jakoś pomóc? Nie mogę patrzeć jak…
- Wyjdź stąd i daj mi święty spokój! – Krzyknąłem, a ból stał się jeszcze większy.
Dziewczyna nie spuszczała ze mnie swojego załzawionego wzroku. Jednak wiedziała, że jej przeprosiny i dalsze tłumaczenia nic nie zmienią i w końcu opuściła pomieszczenie.

*Lily’s P.O.V*

Wiedziałam, że tak będzie. Zrobiłam z siebie tylko głupią idiotkę. Najpierw na niego krzyczę, żeby się odczepił, a teraz nagle chcę nie wiadomo jakiego wybaczenia. Jeszcze po czymś takim. Byłam załamana. Niall prawie go zabił. W sumie to wszystko moja wina. Ja kazałam go zastraszyć, ale nie przypuszczałam, że może się to skończyć tak źle. Mam za złe Niallowi, że tak postąpił. To wszystko miało odbyć się bez przemocy. To miała być normalna wymiana zdań. Ale Niall jak zwykle zrobił po swojemu.

Cholerna zazdrość.

Wyszłam ze szpitala i wsiadłam do auta. Chwilę zajęło mi zanim doprowadziłam się do porządku. Postanowiłam pojechać do Nialla. Chciałam spędzić z nim trochę czasu. Choć na chwilę zapomnieć o tym wszystkim.
Dziesięć minut później byłam pod jego domem. Wysiadłam z samochodu i bez pukania weszłam do środka.
- Niall? – Zawołałam, lecz nigdzie go nie było.
Weszłam po schodach i gdy byłam już na górze, drzwi od sypialni gwałtownie się otworzyły. Chłopak wyszedł z pomieszczenia w samych spodenkach i ze zmierzwionymi włosami.
- Lily? Co ty tutaj robisz?
- Pisałam ci, że przyjadę. Ja…
- Niall kochanie, gdzie jesteś? – Przerwał mi kobiecy głos, dochodzący z sypialni.
Spojrzałam na Nialla. Jego mięsnie były spięte, a szczęka co trochę zaciskała się i rozluźniła. Bez wahania ruszyłam do przodu i otworzyłam drzwi, zanim chłopak zdążył mnie zatrzymać. Na stoliku stały dwa kieliszki i czerwone wino, a w łóżku leżała nieźle już schlana brunetka.
- Niall, kto to jest? Myślałam, że jesteśmy sami. – bąknęła.
- Tak, jesteśmy. Ona już wychodzi. – Odparł i wyciągnął mnie z pokoju.
- Nienawidzę cię! Jak mogłeś?! – Krzyczałam jednocześnie się z nim szarpiąc.
Łzy od razu zaczęły spływać po moich policzkach.
- Nie było mnie dwie godziny, a ty już bzykasz jakąś laskę? Byłam taka głupia.
- Lily…
- Wiesz co, daj sobie spokój i idź skończyć to co zacząłeś zanim i ona zobaczy jakim jesteś skurwielem i ucieknie ci z łóżka. Współczuję jej. Pewnie będzie musiała przechodzić przez to samo co ja teraz. Ale co ciebie to obchodzi. Tobie zależy tylko na pieprzeniu.
- Skończyłaś?
- To ty to skończyłeś, gnoju.
Odwróciłam się i bez słowa wyszłam z domu, trzaskając drzwiami. Wsiadając do auta zeszły ze mnie wszystkie nerwy, które zostały zastąpione słabością. Płakałam już dzisiaj trzeci raz. A to nie wróży nic dobrego. Chciałam jak najszybciej znaleźć się u siebie. Przez łzy mało co widziałam. Na szczęście udało mi się w całości dojechać do domu. Łkając wbiegłam do środka i od razu skierowałam się do swojego pokoju zamykając drzwi na klucz. Skuliłam się w pościeli i zatraciłam we wszystkich wspomnieniach z dzisiejszego dnia. Zawsze gdy czułam się źle, był przy mnie Niall. A teraz? Nie miałam nikogo. Straciłam dzisiaj jakiekolwiek chęci do życia. Wstałam z łózka i podeszłam do biurka. Usłyszałam pukanie do drzwi i głos Zayna, ale zignorowałam to i sięgnęłam po jedną z żyletek. To chyba jedyne co mi na tą chwilę pozostało.
 
 
 
 
Jest i 9 rozdział. ;* Trochę się dzieje. Jak myślicie, Lily zdąży zadać sobie rany?
Wszystko okaże się w rozdziale 10, która pojawi się za 23 komentarze. ;*
 

♥ Kocham Was ♥
Ola xx

czwartek, 8 stycznia 2015

LIEBSTER AWARDS

Nominację otrzymałam od trzech osób i przepraszam te, które nominowały mnie wcześniej, że post publikuję dopiero teraz. Jest mi bardzo miło, że wybraliście mojego bloga. Dziękuję ;*



Zostałam nominowana przez:

1. http://moments-one-direction-opowiadanie.blogspot.com/
2. http://newwaytobetterlife.blogspot.com/
3. http://alwaysmorethanthis.blogspot.com/
 

 
~ Pytania i odpowiedzi ~

 
 
1. Ulubione danie?
 McNuggets z frytkami w McDonaldzie ;3


2. Za co kochasz, lubisz, szanujesz?
Zależy co, kogo, w jakich sytuacjach.
Jeśli chodzi o ludzi to myślę, że najważniejszy jest charakter.


3. Twój próg bólu?
Trudno mi określić, bo nie mam punktu odniesienia, ale myślę, że coś pomiędzy niskim a średnim.


4. Miejsce za które oddałabyś daną chwilę?
Londyn.


5. Satysfakcja? Z czego?
Myślę, że fakt dostania się do najlepszego liceum w mieście oraz to, że udało mi się już po części spełnić jedno z moich marzeń jakim jest wycieczka do Londynu.


6. Nie mogę doczekać się...?
Wycieczki do Londynu w czerwcu.


7. Ulubiony dźwięk?

Śmiech chłopaków z One Direction oraz dzwonek kończący ostatnia lekcję w szkole. :D


8. Palcem po mapie.. Zatrzymuję się gdzie i dlaczego?

Londyn, ponieważ moim zdaniem to najpiękniejsze miasto na świecie.
Lub Stany Zjednoczone, bo są tam piękne miejsca, które również bardzo chciałabym odwiedzić.


9. Co sprawia że masz ciarki?

Horrory, których wolę unikać i jak jest mi zimno. :D


10. Być jak...?

Ptak. Żyć bez ograniczeń i podziwiać widoki.


11. Ulubione słowo?
Zakupy ;3
 
 
~*~
 

http://newwaytobetterlife.blogspot.com/

1. Ile jesteś Directioner?
Ponad dwa lata (od listopada 2012 roku). ;3
 

2. Kto jest twoim ulubieńcem?
Nie potrafię wybrać jednego, ale gdybym miała ustawić w kolejności wyglądało by to tak:
Zayn, Louis, Niall, Harry, Liam.
 

3. Jak zdrobniłabyś imię swojego idola?
 Zaynuś, Louisek, Nialluś, Harroldzik, Liaś.
 

4. Który z ablumów 1D podoba ci się najbardziej?
Take Me Home i Four.
 

5. Wymień wszystkie swoje gadżety z 1D.
Płyty:
- Up All Night - zwykła i Limited Yearbook Edition;
- Take Me Home - zwykła i Limited Edition (Yearbook);
- Midnight Memories - zwykła i The Ultimate Edition;
- Four - zwykła i The Ultimate Edition.
 
Single:
- Live While We're Young;
- Best Song Ever;
- Story of My Life;
 - Midnight Memories;
- You&I;
- Steal My Girl;
- Night Changes.
 
Filmy:
 - Up All Night - The Live Tour (Blu-ray);
- This Is Us 3D (Blu-ray);
- Where We Are - Live from San Siro Stadium (Blu-ray).
 
Perfumy:
- Our Moment (50ml);
- That Moment (50ml);
- You&I (50ml).
 
Książki:
- Siła Marzeń - Życie w One Direction;
- One Direction - Gdzie Jesteśmy - Nasz zespół. Nasza opowieść;
- Fotoleracja z życia zespołu;
- Oficjalny przewodnik na rok 2013;
- Oficjalny przewodnik na rok 2014;
- One Direction - Zero Granic;
 - Harry Styles - Narodziny gwiazdy. Od marzeń do One Direction;
- Niall Horan - One Direction. Z Irlandii na podbój świata.
 
Inne:
- Segregator;
- Trzy bluzki oraz dwie bluzy;
- Torba;
- Dwa kalendarze;
- Dwa specjalne wydania Bravo, w całości poświęcone 1D;
- Własnoręcznie wykonane bransoletki z muliny;
- Plakaty.
 

6. Gdybyś miała okazję spotkać ulubieńca, co chciałabyś mu powiedzieć?
Przede wszystkim podziękować mu za to, że wywołuje uśmiech na mojej twarzy. Za to, że jest powodem dla którego chce się żyć. Że dzięki niemu potrafiłam uwierzyć w swoje marzenia i udało mi się dowieść, że jednak się spełniają. Pomimo kilometrów zawsze wspiera mnie gdy jest mi smutno. Za wspaniałą twórczość. I za to, że jest i zawsze będzie. ♥
 

7. Jaka jest twoja ulubiona piosenka?
Ulubione 1D to:
One Thing, Live While We're Young, Irresistible, Over Again, They Don't Know About Us, Best Song Ever, Happily, Better Than Words, Where Do Broken Hearts Go, 18, Night Changes, Girl Almighty, No Control, Stockholm Syndrome.
 
Aktulanie mam fazę na:
Mark Ronson – Uptown Funk ft. Bruno Mars;
Fifth Harmony - Sledgehammer.
 

8. Co dla ciebie oznacza bycie Directioner? (dłuższa wypowiedź)
Dobre pytanie. Myślę, że to w jakiś sposób nauka życia. Wszystkie spotkania z innymi Directioners, wypady do kina i tym podobne pomagają mi zawierać nowe znajomości, poznawać wiele wspaniałych osób. Sam zespół uczy tekstami piosenek w jaki sposób żyć i radzić sobie z problemami. Bycie w tak ogromnym fandomie to również wiele wspaniałych chwil i wspomnień. Nowe piosenki, teledyski, filmy, wszystkie akcje na Twitterze. To coś dlaczego chce się żyć. ♥
 

9. Jakie masz zalety, a jakie wady?
Myślę, że do zalet mogę zaliczyć fakt, że jestem miła, uprzejma, punktualna.
A do wad? Nienawidzę siebie za nieśmiałość.
 

10. Hobby?
Fotografia, bransoletki z muliny, zakupy, niszczenie Wreck This Journal.
 

11. Co chciałabyś w życiu osiągnąć?
Nie myślałam jeszcze o dalekiej przyszłości, ale na razie mogę do tego zaliczyć jak najlepsze zdanie matury w trzeciej klasie, dostanie się na dobre studia a potem znalezienie jakiejś dobrej pracy. A z bliższych planów to spełnić marzenie jakim jest pojechać na koncert 1D.
 
 
 ~*~
 1. Ulubiony członek 1D?
Jak już wcześniej wspominałam, nie potrafię wybrać ale po ustawieniu w kolejności:
Zayn, Louis, Niall, Harry, Liam.
 
 
2. Ulubione danie?
Również było. ;3
Ale oprócz McDonalda uwielbiam makarony.
 
 
3. Znienawidzone miejsce?
Kazimierz Dolny.
 
 
4. Najlepsze wakacje?
Jak na razie były to te w ubiegłym roku, ale myślę, że te nadchodzące będą jeszcze lepsze. ♥
 
 
5. Ulubiony kolor?
Czarny, szary i biały.
 
 
6. Wiek?
W listopadzie skończę 17 lat.
 
 
7. Imię?
Ola ;3
 
 
8. Ulubiona książka?
 Seria Rosemary Beach - Abbi Glines
Trylogia Fifty Shades - E. L. James
 
 
9. Ulubiony film?
 This Is Us
Plan Ucieczki
Labirynt
I wiele innych. :D
 
 
10. Co sprawia że się uśmiechasz?
 Przyjaciele, dobre oceny w szkole, spełnianie marzeń, One Direction.
 
 
11. Czego nigdy nie zmieniłabyś w swoim życiu?
Rodziny, przyjaciół i uzależnienia od 1D.



~ Moje pytania ~
 
 
1. Co najbardziej lubisz robić w wolnym czasie?
2. Najlepszy moment w twoim życiu?
3. Największe marzenie?
4. Do jakiego miejsca najbardziej chciałabyś się udać?
5. Ulubiony cytat?
6. Ulubiony sklep?
7. Ulubione miasto?
8. Co chciałabyś zrobić w te wakacje lub gdzie pojechać?
9. Co chciałabyś robić w przyszłości?
10. Chciałabyś polecieć w kosmos?
11. Gdybyś miała wybierać pomiędzy koncertem idoli, a tygodniowej wycieczki do wymarzonego miejsca z najlepszym przyjacielem/najlepszą przyjaciółką, co być wybrała i dlaczego?
 


~ Nominowane blogi ~


1. http://how-to-stole-my-heart.blogspot.com/
2. http://dearlyangelbadhoran.blogspot.com//
3. http://littledaddysgirlhardfuck.blogspot.com/
4. http://live-with-the-blue-eyes.blogspot.com/
5. http://memories-come-back-people-also.blogspot.com/
6. http://tajemnicenocy1.blogspot.com/
7. http://youandiforevera.blogspot.com/
8. http://unobleferiano.blogspot.com/

wtorek, 6 stycznia 2015

ROZDZIAŁ 8

*Następnego dnia*
 
*Marcel’s P.O.V*
 
Szedłem po korytarzu w kierunku sali, w której miałem kolejną lekcję. Gdy byłem na miejscu, nauczyciel otworzył drzwi i wszedł do środka. Pod klasą stałem ostatni więc trochę minęło zanim zdążyłem zbliżyć się do wejścia. Gdy miałem już wejść do klasy, ktoś zamknął mi drzwi przed nosem i mocno chwycił, zakrywając usta. Próbowałem się uwolnić, ale z każdym szarpnięciem uścisk się zacieśniał. Gdy przekroczyliśmy próg łazienki, zostałem popchnięty i upadłem na ziemię. Usłyszałem trzask zamka co oznaczało, że drzwi zostały zamknięte. Podniosłem się i odwróciłem w stronę wejścia. 
 
Niall.
 
W jego oczach nie było nic innego niż złość i bunt. 
- Słyszałem, że trenujesz boks. – Zaczął, powoli do mnie podchodząc. – Z chęcią zobaczę co potrafisz. 
Zanim zdążyłem się zorientować, uderzył mnie z całej siły w twarz. Upadłem na zimne płytki. Kopnął mnie w brzuch co znacznie mnie osłabiło. 
- Trenować to chyba dopiero zacząłeś. – Parsknął śmiechem. 
Podniósł mnie do góry za sweter, a pięścią zaczął nacierać w moją twarz. W międzyczasie zdjął moje okulary i zgniótł je. Mój wzrok znacznie się pogorszył. Wszystko było zamazane. Zaczęło kręcić mi się w głowie, gdy poczułem jak z mojej skroni wypływa krew. Gdy chłopak przerwał swe ciosy, oddałem mu z całej siły jaką jeszcze w sobie miałem. Ku mojemu zaskoczeniu chłopak nadal stał twardo na ziemi co trochę mnie zaniepokoiło.
- Tylko na to cię stać? – Prychnął. 
Mocno popchnął mnie na drzwi, a klamka prawie wbiła mi się w plecy. Znowu zaczął mnie kopać. Tym razem mocniej i również po nogach. Znowu traciłem siły. Nie mogłem się już nawet podnieść. Jedyne na co było mnie stać to krzyk powodowany przez rozrywający ból na całym ciele. Na podłodze było coraz więcej krwi.
 
Niestety tylko mojej.
 
Mocno wykręcił moją rękę, aż nagle coś pękło w moim ramieniu. Nie czułem całej lewej ręki. Ból był nie do opisania i zaczął paraliżować moje ciało. Chłopak cały czas coś do mnie mówił, ale słyszałem to jako jeden wielki bełkot. I jeszcze czarne plamy przed oczami. Wszystko do złudzenia przypominało przeszłość.  
 
 
- Tato, nie bij. Nie bij. Proszę. - Wyszeptałem.
- Stul pysk szczeniaku. – Rzucił i kopnął mnie z całej siły. 
Skuliłem się i jedyne co mogłem zrobić to czekać na jego kolejny ruch. Jako ośmiolatek nie mam nic więcej do wyboru. Tata podszedł do mnie i kontynuował ciosy. Każdy z nich był coraz silniejszy. Wszystko mnie bolało. Ale najbardziej miejsca już zranione. Tata uwielbia bić po starych ranach. Ból jest wtedy dwa razy większy, a tata lubi patrzeć jak cierpię. Siniaki z lekko purpurowych zamieniały się w sino-granatowe. Takie, że od samego patrzenia czuć ból. Łzy mimowolnie zaczęły spływać po policzkach. Leżałem w kałuży krwi i nic nie mogłem zrobić. Dla taty każdy nowy dzień był nowym pomysłem na to jak sprawić bym poczuł się gorzej. Jak śmieć. Tata nie wracał już dobre kilka minut. Bałem się co wymyśli tym razem. Szkoda, że nie ma tu mamy. Mama by mi pomogła. Uciekłbym z nią daleko stąd. Usłyszałem stłumione kroki w głębi korytarza. Potem coś rozsypało się na podłodze. Coś metalicznego. Kroki robiły się coraz głośniejsze. Gdy tata był już obok mnie, złapał mnie za nogę i ciągnął za sobą w kierunku schodów. Patrzyłem w stronę miejsca, w którym przed chwilą się znajdowałem. Na podłodze była smuga krwi. Krew była wszędzie. Na ścianach, drzwiach. W kuchni, pokojach, łazience. Tacie nie spodobało się, że patrzę w tamtym kierunku. Chwycił mnie za włosy i obrócił w stronę schodów. Jęknąłem z bólu. 
 
- Papa synu. – Powiedział i kopnął mnie w plecy, spychając ze schodów. 
Na stopniach rozsypane były pineski i cienkie gwoździe, które wbijały się w moją skórę całą długością. Niektóre docierały nawet do mięśni. Czułem rozrywanie, a z góry schodów słyszałem głośny śmiech taty. Tata śmiał się cały czas. Cały czas ze mnie. Widziałem jak schodzi po schodach ale ciemne plamy zakrywały mi połowę pola widzenia. Zrobiło mi się słabo. Gdy nic już nie widziałem poczułem silne ukłucie w brzuchu. Chciałem zobaczyć co to. Chociaż dotknąć. Jednak nie było mi to dane, bo już całkowicie opadłem z sił.
  
 
***
 
 Promienie światła raziły mnie nawet przez powieki. Uniosłem rękę, aby przysłonić rażące źródło, po czym światło zgasło.
- Harry, kochanie. Słyszysz mnie? – Cichy głos dotarł do moich uszu.
W końcu udało mi się otworzyć oczy. Babcia siedziała obok mnie i trzymała moją dłoń.
- Gdzie ja jestem? – Wydukałem.
- Jesteś w szpitalu. Zostałeś pobity.
- C-co? Jak to? 
Babcia spojrzała na mnie spanikowanym i załamanym wzrokiem.
- Proszę się nie martwić. Pacjent aktualnie jest w szoku, dlatego nic nie pamięta. – Usłyszałem głos lekarza z drugiej strony łóżka. 
- Kiedy będę mógł stąd wyjść? – Zabrałem głos.
- Za kilka dni. Rany mają się już o wiele lepiej, ale dobrze by było, żeby nie narażać ich od razu na gwałtowne ruchy.
- Jakie rany? – Powiedziałem pod nosem.
- Rany kłute brzucha oraz złamany obojczyk. Miałeś również rękę wybitą z barku, ale już wszystko nastawiliśmy.
  
Rany kłute?!
 
 - Ile już tu jestem? Jak długo byłem nieprzytomny?! – Byłem coraz bardziej poddenerwowany i spanikowany. 
Gdy chciałem się podnieść, brzuch zabolał mnie niemiłosiernie mocno. 
- 11 dni. Trafiłeś tutaj nieprzytomny. Jedna z uczennic znalazła cię w łazience po 2 godzinach od pobicia. Straciłeś bardzo dużo krwi. Musieliśmy wykonać transfuzję.
 
Ja pierdziele.
 
- Później zrobimy panu badania kontrolne. – Zapisał coś w swoim zeszycie i wyszedł z sali.
Czułem, jak powoli wszystko zaczynało mnie boleć. Próbowałem cokolwiek sobie przypomnieć, ale nadal miałem w głowie wielką pustkę. 
- Babciu? – Wyszeptałem.
- Tak? 
- Wiesz może kto mnie znalazł? – Zapytałem.
- Nie wiem. – Odparła smutno. – Zawiadomili mnie o twoim stanie jak byłeś na sali operacyjnej. Podobno gdy cię zabierali dziewczyna stała przy karetce przygnębiona i ze łzami w oczach. Tak przynajmniej słyszałam z rozmowy ratowników.
Babcia nie wiedziała zbyt wiele. Garstka informacji, która niektórym na nic by się nie zdała. Ale ja wiedziałem jedno.
 
To musiała być Lily.
 
 
 
 
Kolejny rozdział. Bardzo chciałam dodać go wcześniej, ale niestety nie miałam kiedy pisać. Ale teraz lekcje odrobione więc dodaję. :D
 
Tak jak wspominałam już wcześniej, teraz rozdziały będą pojawiały się rzadziej, ponieważ zaczyna się szkoła i nie chce jej zaniedbywać.
Mam nadzieję, że to zrozumiecie i nie przestaniecie czytać bloga. ;*
 
Kolejny rozdział za 23 komentarze.
 
 ♥ Kocham Was ♥
Ola xx 

poniedziałek, 5 stycznia 2015

ROZDZAŁ 7

*Lily’s P.O.V*

Nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Chłopak który, leżał na parkiecie i zwijał się z bólu, nie przypominał Marcela, z którym mam do czynienia na co dzień w szkole. Jego ramiona były bardzo muskularne, a mięśnie spinały się z każdym jego ruchem. Tors pokryty był cienkim, białym podkoszulkiem. Nie miał również okularów, a jego włosy były w seksownym nieładzie. Ale jego ręce. To coś co szokowało mnie najbardziej. Od nadgarstków po same ramiona pokryte były tatuażami. Ba! Na ramionach to się nie kończyło, bo tatuaże łączyły się z tymi na klatce piersiowej! Zanim zdążyłam się zorientować Marcel stał przede mną i czekał aż oprzytomnieje. Gdy otworzył usta, żeby coś powiedzieć, spoliczkowałam go najmocniej jak tylko umiałam.
- No no. Nie dość, że śliczna to jeszcze umie się bić. – Zaczął jeden z chłopaków, który przyglądał się całej akcji. Powoli szedł w naszym kierunku. - Co powiesz na małe co nieco, piękna? Szatnia jest wolna. Wiesz... Ty i ja… - Gdy chciał mnie objąć, ręka Marcela zderzyła się z jego aż za bardzo zadbaną twarzyczką, a ja niedowierzając zakryłam usta ręką. Chłopak zakołował się i upadł na ziemię. Spojrzałam na Marcela. Patrzył na mnie błagalnym wzrokiem, jakby to co przed chwilą zrobił w ogóle się nie wydarzyło.
- Okłamałeś mnie! – Krzyknęłam.
- Lily, daj mi to wszystko wytłumaczyć. – Odparł.
Jeszcze raz rozejrzałam się wokół nas. Było tu z 10 mężczyzn i czułam, że każdy w tej chwili rozbiera mnie wzrokiem. Złapałam Marcela za nadgarstek i wyciągnęłam go na zewnątrz.
- Słucham.
- Lily, zrozum. Chciałem ci wszystko powiedzieć, ale… stchórzyłem. Nie mówię o tym pierwszym lepszym osobom. Tak naprawdę nikomu nigdy nie opowiadałem o mojej przeszłości. To dla mnie trudne gdy zadajesz mi te wszystkie pytania, a ja nie jestem ci wstanie odpowiedzieć. Nie wiem czemu tak się dzieje. Jeszcze przed spotkaniem byłem pewien, że o wszystkim ci powiem, ale… Ale potem coś pękło i zamknąłem się w sobie. Nie chcę, żebyś oceniała mnie po pierwszym spotkaniu, bo… Bo mi na tobie zależy. Ja po prostu… Nie jestem jeszcze pewien czy mogę ci zaufać.
- Opowiedziałam ci całe swoje życie, pomogłam ci pod szkołą i nie potrafisz mi zaufać?!
- Może ci się to wydawać dziwne ale nie. Na prawdę trudno jest mi ufać innym. Nie wiesz co przeżyłem i…
- Ale do cholery, chce wiedzieć!
- Lily…
- Co. Znowu uciekniesz tak jak ze Starbucksa? Znowu stchórzysz?
- Daj mi chociaż jedną szansę.
- Myślę, że i to by nie pomogło. Byłoby tak jak dzisiaj. Uciekłbyś. I jeszcze ta historyjka o chorej babci. Trening boksu. Nie potrafię zrozumieć o co w tym wszystkim chodzi. Nie wiem nawet czy chce wiedzieć.
- Skąd wiedziałaś, że tu jestem?
- Jechałam za tobą.
Chłopak bezradnie zatopił dłoń w swoich włosach.
- Ja nie chciałem, żeby tak wyszło. Nie chciałem cię okłamywać. Lily proszę…
- Ale jednak to zrobiłeś. Teraz nawet ja nie jestem w stanie ci zaufać. – Odparłam i odwróciłam się w stronę auta.
- Lily… - Zaczął znów, łapiąc mnie za ramię.
- Zostaw mnie. – Bąknęłam zrzucając jego dłoń.
Wsiadłam do auta i po prostu odjechałam. Zostawiłam go tak jak on mnie.

***

Weszłam do domu i od razu skierowałam się do swojego pokoju. Chciałam pobyć sama, ale chyba nie było mi to dane bo po chwili obok mnie na łóżku siedział Zayn.
- Czego. – Rzuciłam szorstko.
- Niall chce z tobą pogadać. Jest… Jakby to powiedzieć… Mega wkurwiony.
- Jezu co znowu. – Wstałam niechętnie.
Poczułam dłoń Zayna przy swojej.
- Lily… On nam powiedział co się dzisiaj stało.
- I co? Jest z siebie zadowolony? – Prychnęłam i wyszłam z pokoju.
Gdy miałam wejść do Nialla, zawahałam się. Poczułam… Strach?! Moje serce biło jak oszalałe, a gdy w końcu zebrałam się w sobie, weszłam do środka. Chłopak siedział na łóżku i od razu skupił na mnie swój przeszywający wzrok.
- Gdzie ty się szlajasz? I jeszcze z tym pedałem. Wiesz co Lily…
- A co nie mogę? – Rzuciłam zaplatając ręce na piersiach.
- Nie, bo…
- Bo co? Znowu mnie uderzysz? - Powiedziałam łamiącym się głosem.
W chłopaku nagle pojawiło się współczucie i bezradność. Podszedł do mnie, a w moich oczach pojawiły się łzy. Chłopak odgarnął moje włosy.
- Niall… Dlaczego gdy chcę z tobą coś wyjaśnić, zawsze musimy się kłócić? Nie chce żeby to tak wyglądało. Nie chcę się ciebie bać.
- Czemu masz się mnie bać? Przecież ja nie chce dla ciebie źle.
- To dlaczego mnie dzisiaj uderzyłeś? Czułam się w tym momencie jakbym nic dla ciebie nie znaczyła.
- Lily… Ja nie chciałem. Wiesz, że mam słabe nerwy. I jeszcze jak pojawił się ten pedał… Tym bardziej się boję… Boję się, że cię stracę.
- Może po prostu nie potrafisz mi zaufać? Niall… Ja kocham ciebie. Nie chce nikogo innego. Zrozum to wreszcie. – Odparłam wycierając łzy, które zaczęły spływać po policzkach.
- Ufam ci. Tylko nie rozumiem dlaczego cały czas ratujesz albo spotykasz się z tym pedałem. Co w nim takiego jest?
- Nie chce nic o sobie powiedzieć. Chciałam się dowiedzieć co sprawia, że jest taki zamknięty w sobie. Ale to koniec. Nie chce już z nim gadać.
- Coś ci zrobił? Powiedz mi, a się doigra.
- To nic poważnego. Po prostu mnie okłamał. Uciekł z kawiarni pod pretekstem pomocy chorej babci, a tak naprawdę udał się na trening.
- Jaki trening?
- Boksu.
- Co?! On i boks?!
- Wiesz… Jest nieźle przypakowany. I ma tatuaże. Ale to nie zmienia faktu, że jest tchórzem. Mam dosyć jego ciągłych wymówek i unikania moich pytań. – Westchnęłam.
- Nie przypuszczałbym, że taki kujon jest zdolny do tego typu rzeczy.
- Tak, ja też… - Nie dokończyłam bo do naszego pokoju wpadł Louis.
- Wszystko okey?
- Tak, a czemu ma być nie okey? – Rzucił Niall.
- Nie no tak nic nie słychać. Za cicho jak na was. – Odparł i z uśmiechem opuścił pomieszczenie.
Zachichotałam. Niall ponownie na mnie spojrzał i mocno mnie przytulił.
- Przepraszam. – Wyszeptał.
Również się w niego wtuliłam i oplotłam rękoma jego kark.
- Kocham cię Niall.
- Ja ciebie też skarbie. – Odparł i złączył nasze usta w pocałunku.




Jest rozdział 7. ;* Powolutku zbliżamy się do kolejnego +18. :D Kolejny rozdział za 23 komentarze. ;*
 
Chciałam również poinformować, że ze względu na zbliżającą się szkołę, rozdziały czasami nie będą pojawiały się dzień po dniu, tak jak to było dotychczas, ponieważ też do szkoły chodzę, a lekcje same się niestety nie odrobią. ;*
 
Z zakładce informowani dodałam kontakt do siebie, dlatego jeśli będziecie chcieli się dowiedzieć o kolejny rozdział pytajcie. ;*
 
♥ Luv ya ♥
Ola xx

niedziela, 4 stycznia 2015

ROZDZIAŁ 6

Nie miałam już dzisiaj na nic ochoty. Przez pieprzonego Horana oczywiście. Dupek zachowuje się jak drań. I codziennie coraz gorzej. Dostałam od niego chyba z 10 smsów. W każdym prawie ta sama treść. Przeprosiny i tym podobne. Bez większych chęci do życia, poszłam do kuchni po szklankę soku, a po powrocie usiadłam w swoim obrotowym fotelu. Zanim zdążyłam oddać się niepotrzebnym przemyśleniom dotyczącymi tego dupka rozległ się dźwięk kolejnego smsa. Niechętnie sięgnęłam po telefon, z myślą że przeczytam kolejnego beznadziejnego smsa od Horana. Jednak ten był od Marcela.
 
"Gdzie jesteś?"

O SHIT!

Zerwałam się z fotela i z kluczykami w ręku wbiegłam do garażu. Mam nadzieję, że ten gruchot odpali. Umieściłam kluczyk w stacyjce i przekręciłam go uruchamiając silnik. Gdy w końcu udało mi się wycofać, ruszyłam z piskiem opon. 10 minut później byłam pod Starbucksem. Wysiadając z auta zauważyłam postać chłopaka wychodzącego z kawiarni.
- Marcel poczekaj! – Krzyknęłam podbiegając do chłopaka.
Ten odwrócił się i spojrzał na mnie.
- Znamy się? – Odparł nieznajomy.
- Yyy. Przepraszam. Pomyliłam się. – Uśmiechnęłam się i weszłam do środka.
Marcel siedział na końcu lokalu, wpatrując się w okno. Czułam się jak totalna idiotka. Podeszłam do stolika, a chłopak od razu przeniósł swój wzrok na mnie.
- Cześć. Dobrze, że jesteś. Martwiłem się, że coś ci się stało. – Odparł wstając z siedziska.
- Nie, wszystko w porządku. Po prostu miałam ciężki dzień. Przepraszam za spóźnienie.
- Spoko. Napijesz się czegoś?
- Tak. Napiłabym się Caffe Latte.
- Mrożoną czy zwykłą?
- Zwykłą. Potrzebuję czegoś ciepłego bo trochę zmarzłam.
- Ok. Więc zaraz wracam. – Uśmiechnął się, na co odpowiedziałam tym samym.
Po chwili wrócił z dwoma kubkami gorącej kawy i zajął miejsce naprzeciwko mnie.
- Coś się dzisiaj stało? Wyglądasz na zmęczoną. – Zaczął.
- Pokłóciłam się z Niallem. Chciałam po prostu pogadać z nim na temat dzisiejszej akcji przed szkołą, ale jak zwykle musiało dojść do awantury.
- Mówiłem ci, że wszystko wam zrujnuje. To moja wina. Nie chciałem żeby tak wyszło. Prze…
- Marcel! Przestań w końcu się obwiniać. To naprawdę nie jest twoja wina. Nie układa nam się już od dwóch tygodni. Nigdy nie kłóciliśmy się tak często jak teraz. Mam wrażenie że Niall coś ukrywa.
- Co masz na myśli? – Zapytał chłopak biorąc łyk kawy.
- Sama nie wiem. Nie wiem co o tym wszystkim myśleć. – Westchnęłam wpatrując się w kubek.
- Na pewno wszystko się ułoży. Musisz dać tej sprawie trochę czasu. – Uspokoił mnie, a jego uśmiech sprawił, że zrobiło mi się cieplej na sercu.
Dopiero teraz zauważyłam, że gdy się uśmiecha w jego policzkach pojawiają się wyraźne dołeczki.

To takie słodkie.
 
- A co u ciebie? Jak twoje plecy? Cały dzień głowiłam się czy wszystko z tobą okey.
- Już jest dobrze. Nie wracałem do klasy bo bałem się, że krwawienie się ponowi.
- I cały czas siedziałeś w łazience?! – Spojrzałam na niego z niedowierzaniem.
Kiwnął twierdząco głową.
- A co się stało, że tak bardzo krwawią?
Zmieszał się. Tak samo jak dzisiaj w toalecie.
- Umm… Ostatnio zmywałem naczynia i… Gdy wziąłem w dłonie kilka z talerzy wypadły mi. Były śliskie od płynu do naczyń. Wszystkie się zbiły. A potem… Gdy chciałem posprzątać… Poślizgnąłem się… Na jednym z kawałków. I upadłem plecami wprost na te wszystkie odłamki.
- To przykre.
Nie wiem czy jest w tym choć ziarnko prawdy.

***

- Musiałam się przeprowadzić. Rodzice postanowili zrobić remont generalny naszego domu.
- To gdzie teraz mieszkasz?
- Z chłopakami. Zaynem i tymi dwoma co wtedy z nim byli – Liamem i Louisem.
- A Niall?
- Nie mieszka tam, ale praktycznie całe dnie z nami przesiaduje. Wraca do siebie tylko na noce.
- I… I nie boisz się tak sama z trzema chłopakami?
Zachichotałam
- To raczej chłopaki muszą się bać. Wiedzą, że jak któryś spróbowałby tylko dotknąć klamki od moich drzwi, to Niall spuściłby im niezły łomot.
- Wow. Czyli powinienem się go bać. – Uśmiechnął się. – A jak zareagował na wieść o naszym spotkaniu? Pewnie nie był zbyt zadowolony?
- Szczerze to nic nie wie. Chciałam mu powiedzieć, ale potem temat zszedł na nasz związek i zaczęliśmy się kłócić, a potem… - Przerwałam na wspomnienie wydarzeń z szatni.
- A potem? – Powtórzył Marcel.
- Uderzył… Uderzył mnie. – Odparłam.
Marcel zakrył usta ręką.
- Jak on mógł podnieść na ciebie rękę?! Zerwałaś z nim?
- Nie. Nie chce z nim zrywać. Nadal go kocham.
- Powinniście pogadać i wszystko sobie wytłumaczyć. Myślę, że po prostu poniosła go chwila. Nie chciał, żeby tak to się skończyło.
- Może faktycznie masz rację. Powinnam już wtedy poczekać. Zaczął mnie przepraszać, ale ja uciekłam. Dziękuję ci.
Marcel uśmiechnął się.
- Nie ma za co. A ile już jesteście razem?
- Ponad 3 lata.
- To nie poznaliście się w szkole?
- Nie. Rodzice moi i Zayna znają się od dawna, ale on pojawił się tutaj dopiero 4 lata temu. Wcześniej mieszkał z dziadkami w Manchesterze. Często chodziliśmy do nich w odwiedziny. Czasami oni przychodzili do nas. Po jakimś roku znajomości czułam, że będzie z tego coś więcej. I on też to czuł. Było to po nim widać. Od dawna też namawiał mnie abym poznała jego przyjaciół, ale ja za każdym razem odmawiałam. Nie chciałam zawierać nowych znajomości. Z Zaynem było mi dobrze. Jednak on uparcie do tego dążył. I tego właśnie dnia, gdy zaprosił do siebie chłopaków, zakochałam się w Niallu. Z wzajemnością. Moja miłość do Zayna była duża, ale ta do Nialla całkowicie mnie pochłonęła. No a Zayn żałuje swojej decyzji to dzisiaj. – Zaśmiałam się. – A jak u ciebie? Masz kogoś?
- Umm.. Nie. Nigdy nie miałem żadnych przyjaciół. Nawet znajomych. Jesteś pierwszą osobą w moim życiu z którą mam tak dobry kontakt.
- Jej.. Dlaczego?
- Umm… - Zaczął błądzić wzrokiem po całej kafejce. Spojrzał na zegarek. – Lily ja… Ja cię przepraszam, ale czas na mnie. M-muszę… Muszę pomóc babci. Skręciła kostkę i… Muszę iść. Przepraszam. – Odparł i tak po prostu wyszedł zostawiając mnie samą.
O co tu do cholery chodzi?! Zaprasza mnie na spotkanie, po czym sam z niego ucieka. Ugh.. I dlaczego akurat on musi zajmować się babcią? Nie może to zrobić ktoś z rodziny? Za każdym razem jak zapytam się o coś związane z jego życiem, panikuje. Nie wiem dlaczego tak się zachowuje, ale na pewno tak tego nie zostawię.

***

*Marcel P.O.V*

Jestem cholernym dupkiem. Uciekłem jak tchórz, zostawiając ją tam samą. Powinienem był jej powiedzieć. Sam nie wiem czego ja się boję. I jeszcze te cholerne kłamstwa. Nie mogę uciekać tak przez całe życie. Zaparkowałem na podjeździe i poszedłem do domu po torbę na trening.
- Harry gdzie idziesz? – Zapytała babcia gdy miałem już wychodzić.
- Na trening. – Rzuciłem i pośpiesznie wyszedłem z domu.
- Uważaj na siebie! – Krzyknęła stojąc w wejściu do domu.
Pomachałem jej i ruszyłem w stronę sali treningowej.

***

Byłem zmęczony. Pot spływał po mojej twarzy i kropelkami spadał na parkiet. Walczyłem już z czwartym przeciwnikiem. Był najlepszy z całej grupy. Jego ciosy były rzadkie ale bardzo mocne. Ledwo udawało mi się bronić, dlatego unikałem ciosów. Nie miałem siły ich zadawać. Nie miałem nawet do tego głowy. Wciąż myślałem o Lily i o moim zachowaniu. W końcu doigrałem się mojego rozkojarzenia. Poczułem silny ból w okolicach brzucha, a potem jeszcze jeden, o wiele mocniejszy, na plecach. Upadłem na deski. Trener przerwał walkę ogłaszając zwycięzcę, a ja zwijałem się z bólu. Nagle rozległo się trzaśniecie drzwiami, a oczy wszystkich skierowały się w stronę wejścia.
- Marcel?!
Z niedowierzaniem również spojrzałem w tamtym kierunku.
- Lily? Co ty tu robisz?
 
 

 
No to kolejny rozdział. :D Treść postów pozostaje wyjustowana. Następny pojawi się za 22 komentarze. ;*
 
 
♥ ♥
Dziękuję za wszystkie komentarze, które są dla mnie ogromną motywacją; za ponad 1 000 wyświetleń oraz 6 obserwacji.
♥ ♥
 
 ♥ Kocham Was ♥
Ola xx

piątek, 2 stycznia 2015

ROZDZIAŁ 5

- Dziękuję ci Lily. – Odparłem gdy dziewczyna opatulała mój policzek kolejną dawką zimnego papieru.
- Za co? – Spojrzała na mnie zdziwiona.
- Za to, że go zatrzymałaś.
- Przecież nie ma...
- Jest. Narobiłem ci tylko kłopotu i niepotrzebnej fatygi. – Przerwałem jej.
- Marcel przestań. Nie robisz mi tym kłopotu. – Odparła z troską.
- Ale wiesz, że nie musiałaś tego robić. I tak jestem już przyzwyczajony do tego typu rzeczy.
- Co masz na myśli?
- Nie chciałbym o tym mówić. Przepraszam. – Powiedziałem i spuściłem głowę.
- To ja cię przepraszam, Marcel. Nie potrzebnie pytałam. Przepraszam.
Zapadła chwilowa cisza. Co trochę tylko spoglądaliśmy na siebie.
- Niall to twój chłopak?
- Tak. Jest wkurzający co już pewnie zdążyłeś zauważyć.
- Nie jest wkurzający. Po prostu się o ciebie martwi.
- Nie wiem czy zlecanie komuś, żeby za niego straszył i bił jest formą martwienia się. To bardziej ta jego pieprzona zazdrość.
- Więc może lepiej, żebyśmy przestali się widywać. Nie chcę psuć waszego związku.
- Nie ma mowy Marcel. Nie będę tolerować takiego zachowania jakim wykazał się Niall. Poza tym zaprzestanie widywania się byłoby w naszym przypadku niemożliwe, bo chodzimy razem do klasy. – Odparła posyłając mi najpiękniejszy uśmiech jaki w życiu widziałem.
- Faktycznie. Nie przemyślałem tego. – Zawstydzony spuściłem głowę.
Dziewczyna zachichotała, zdejmując z mojej twarzy mokre okłady.
- Gotowe. Masz małego siniaka, ale na szczęście opuchlizna zeszła.
- Ok. Dziękuję ci. – Uśmiechnąłem się. – Słuchaj… Może chciałabyś wybrać się ze mną na kawę? Oczywiście jeśli chcesz. I jeśli Niall nie będzie miał nic przeciwko.
- Pewnie, że chcę. A Niallem się nie przejmuj. Przyda mi się chwila odpoczynku od niego. To może o 17:00 w Starbucksie?
- Okey. Jakoś dodrę. To znaczy dotrę na pewno. Jak trafię.
- Jeśli nie będziesz wiedział gdzie to jest, to dzwoń.
- Tylko, że…
- No tak. Nie masz mojego numeru. Wybacz. Jestem dzisiaj nieźle zakręcona. – Odparła wyjmując ze swojej torby kawałek kartki i długopis.
Również zapisałem jej swój numer i wymieniliśmy się kartkami.
- Idziemy na lekcje? Nauczyciel pewnie nieźle się wkurzy jak nas zobaczy.
- Nieuniknione. – Zaśmiałem się. – Jeszcze tylko się załatwię i możemy iść. – Odparłem i skierowałem się w stronę kabiny.
- Jezu Marcel…
Odwróciłem się i spojrzałem na Lily. Patrzyła na mnie zszokowana, a ręką zakryła usta.
- Co?
- Masz krew na plecach. Całych plecach.

Co?! O nie.

- Idź na lekcje. J-ja… Ja zaraz przyjdę. – Wydukałem spanikowany.
- Marcel co się stało? To Zayn? Co on ci do cholery zrobił?!
- Nie, to nie Zayn… N-nie ważne.
- Ale Marcel… Powiedz, że to ten pieprzony dupek, a zrobię z nim porządek.
- To naprawdę nie on. Nie ma potrzeby.
- Mogę ci jakoś pomóc? To nie wygląda zbyt dobrze. – Zrobiła krok w moją stronę, a ja odsunąłem się.
- N-nie, dam sobie radę. Idź już do klasy. Naprawdę. – Rzuciłem i zamknąłem się w jednej z kabin.
Po chwili pierwsza łza wyznaczyła drogę kolejnym.

***

*Lily's P.O.V*

W końcu rozległ się dzwonek kończący lekcje. Wyszłam z sali i skierowałam się do szatni w nadziei, że może tam znajdę Marcela. Nie widziałam go od rana i trochę się o niego martwię. Jego plecy wyglądały tragicznie. Cały czas zastanawiam się, kto mu to zrobił, a jedyną osobą która przychodzi mi do głowy jest Zayn. Może nie chciał się przyznać, żeby jak to on twierdzi, nie robić mi kłopotu? Podchodząc do szafki zauważyłam jego smukłą sylwetkę na końcu korytarza.
- Marcel! Poczekaj! – Krzyknęłam i przyspieszyłam kroku.
Chłopak zatrzymał się, czekając aż do niego podejdę, lecz zderzyłam się z torsem Nialla, który ni stąd nie zowąd stanął mi na drodze. Wyjrzałam za jego ramię, ale Marcela już nie było.

FUCK!

- Za kim ty tak tam wyglądasz? – Odparł spoglądając w tym samym kierunki co ja przed chwilą. – Ktoś przykuł twoją uwagę bardziej niż ja? Z chęcią skopię mu dupę.
- Chyba musimy pogadać, Niall. – Rzuciłam.
- Widzę, że panienka Collins dzisiaj nie w humorze. – Przygniótł mnie do szafek, podpierając się rękoma po obu stronach mojej głowy. – Zdradzi mi pani, kto wywołał w panience taki stan podenerwowania? – Wyszeptał unosząc jedną brew.
- Przestań okey?! Nie mam dzisiaj ochoty na jakieś głupie żarty i zagrywki. Dlaczego nasłałeś dzisiaj chłopaków na Marcela?
- Aha. Więc chodzi o tego pedała. – Odparł odsuwając się ode mnie. Zajął miejsce na ławce i spojrzał na mnie.
- Przestań go tak do cholery nazywać! Co on ci właściwie zrobił?!
- Mi nic. Ale jak się go nie pozbędę, to zrobi coś tobie. Coś co pewnie mi się nie spodoba. A wtedy nie będzie już tak wesoło.
- Naprawdę uważasz, że jestem taka łatwa?
- Przecież ja tak nie uważam!
- Najwyraźniej tak jest, bo w twoim mniemaniu każdy chłopak, który się do mnie odezwie, od razu chce mnie przelecieć. Chłopak spuścił głowę i wplótł dłonie w swoje włosy.
- Ale…
- Co ale? Kolejne wytłumaczenie typu: Jestem po prostu o ciebie kurewsko zazdrosny gdy inny chłopak na ciebie patrzy?! Daruj sobie debilu. Chciałabym mieć trochę więcej swobody wiesz? – Bąknęłam chcąc sięgnąć po książki z mojej szafki, ale chłopak przygniótł mnie mocno do zimnej blachy.
- Słuchaj no Collins. Skoro tak bardzo ci przeszkadzam to może leć do tego swojego pedała i rób mu sweterki na drutach? Ja znajdę sobie nową…
- Co? Laskę, która na każde zawołanie będzie dawała ci dupy? A może zaprosisz sobie kilka?!
- A żebyś wiedziała, że tak zrobię. – Wysyczał przez zaciśnięte zęby.
- Wiesz co. Zachowujesz się jak męska dziwka. – Rzuciłam.
Chwile później jego dłoń uderzyła w mój policzek. Do moich oczu natychmiast napłynęły łzy, a on szybko odsunął się jakby nie zdając sobie sprawy z tego co przed chwilą zrobił. Szybko spakowałam książki i zamknęłam szafkę.
- Lily ja.. Ja nie chciałem. – Powiedział powoli patrząc to na mnie, to na swoją rękę.
- Tak to jest jak myślisz tylko i wyłącznie fiutem. – Odparłam i czym prędzej opuściłam szkołę.
 

 
 
Siemanko! :D
 
Na początek:
Myślę, że rozdział jest w pewien sposób odpowiedzią na pytanie czy Lily będzie z Harrym. Oczywiście nie powiem wam wprost czy będą razem czy też nie. Ale myślę, że wraz z kolejnymi rozdziałami będziecie mogli odpowiedzieć sobie sami. ;*
 
 
Otrzymałam również propozycję, aby wyśrodkowywać tekst w rozdziałach.
Nie mam nic przeciwko temu, ponieważ to wy czytacie posty na blogu, więc zależy mi na tym aby to wam czytało się je wygodnie. ;*
 
Dlatego każdy, kto skomentuje ten post pisze dodatkowo:
A - jeśli tekst ma być wyśrodkowany;
B - jeśli tekst ma być wyjustowany czyli tak jak dotychczas.

O wyglądzie następnych rozdziałów zadecyduje większość danej litery.
Z góry przepraszam poszkodowaną mniejszość. ;*
 
Za 22 komentarze pojawi się 6 rozdział. :D
 
 
 Nie zapominać o obserwacjach i informowanych! ;*
 
♥ Luv ya! ♥
 Ola xx

czwartek, 1 stycznia 2015

ROZDZIAŁ 4

*Marcel's P.O.V*

Wreszcie w domu. Na dzisiejszym treningu dali nam niezły wycisk, dlatego od razu skierowałem się do kuchni po szklankę czegoś orzeźwiającego. Sięgnąłem po butelkę i nalałem trochę wody do szklanki. Ciecz była ukojeniem dla moich suchych i lekko pokiereszowanych ust. Cały podkoszulek miałem mokry od potu, a gdzieniegdzie znajdowały się małe plamki krwi. Oberwałem kilka razy w wargi i skroń. Nie obyło się też bez kopnięć w plecy czy brzuch. Jednak nie było aż tak źle. Trener w końcu pochwalił mnie za wytrwałość i celne ciosy. Przynajmniej tak mogę trochę odreagować szkolny stres. Wpatrując się w szklankę myślałem o dzisiejszym dniu. Byłem pewien, że pierwszy dzień w nowej szkole minie mi o niebo lepiej. Już na samym wejściu mają mnie za beksę w całej klasie. Jednak w moim przypadku jestem skazany na częste upokorzenia, bo chyba już zawsze wspomnienia mojego dzieciństwa będą wywoływały u mnie łzy. Na szczęście nie miałem dzisiaj żadnych sprzeczek, które skończyłyby się bójką i ostatecznie wizytą w gabinecie dyrektora. Przynajmniej na razie. Najbardziej martwi mnie fakt, że Lily może mnie mieć za totalnego świra i dziwoląga. Chociaż nie wiem kto tu jest większym świrem – ja czy ten blondyn, który stał przy dziewczynie. Jest dziwny. Gromi wzrokiem, na co wszyscy omijają go szerokim łukiem. A tym bardziej jak jest z Lily. Dlaczego tak się zachowuje? Może są razem? Sam już nie wiem, ale…
- Harry… - z myśli wyrwał mnie roztrzęsiony głos babci. Przestraszony uniosłem się z krzesła i spojrzałem na nią. W jej oczach pojawiały się zaczątki łez.
- Co się stało? Babciu, czemu…
- Twoje plecy… Są… Są całe w krwi. – Odparła przykładając swoją dłoń do czoła. Posadziłem ją na siedzisku, a sam pobiegłem do łazienki. Przeraziłem się widokiem, który ujrzałem w odbiciu. Cały tył koszulki był czerwony. Szybko ściągnąłem T-shirt co okazało się złym pomysłem, bo wywołało bolące i przeszywające szczypanie. Blizny, które miałem na plecach nie goiły się od lat, przez co wszystkie starania dotyczące zapomnienia strasznej przeszłości i mojego ojca szły na marne. Nawet lekarze nie potrafili mi pomóc. Ze łzami w oczach próbowałem pozbyć się czerwonej mazi.
- Daj, pomogę ci. – Usłyszałem cichy głos zza swoich pleców. Babcia wzięła ręcznik z moich dłoni i kontynuowała wycieranie krwi.
- Ile razy mam ci powtarzać, abyś skończył z tymi treningami? To tylko szkodzi twojemu zdrowiu, Harry.
- Babciu, boks jest w mojej sytuacji jedyną możliwością nauki samoobrony.
- Ale wiesz, że gdyby nie to, twoich ran już dawno by nie było?
- Tych może i by nie było, ale miałbym wiele innych. Gdyby nie boks, nie umiałbym się bronić i już kilkadziesiąt razy spraliby mnie na kwaśne jabłko. Nie pamiętasz jak było w poprzedniej szkole? Codziennie mnie zaczepiali.
- Ale teraz jesteś w innej szkole, w której są inni ludzie.
- Ale na pewno znajdą się tacy, którzy będą chcieli się na mnie wyżyć. Nie będę rezygnował z treningów.
- Nie wiem co jest przyjemnego w zadawaniu sobie bolących ciosów i kolejnych obrażeń. Nie mało ci jeszcze? Naprawdę tak mało przeszedłeś, żeby samowolnie godzić się na bicie?
- To między innymi dzięki boksowi udało mi się trochę o tym zapomnieć. To może być dla ciebie dziwne, ale mi sprawia to przyjemność. Dlatego nie zamierzam zaprzestania nauki.
- Ale zrozum…
- Nie chce już nic rozumieć. – Odparłem spuszczając głowę.
Babcia westchnęła tylko i sięgnęła po bandaże w celu opatrzenia moich poranionych pleców.

*Następnego dnia*

Drugiego dnia na szczęście nie zaspałem. Pod szkołą byłem dokładnie 7:53. Dość szybkim krokiem szedłem w stronę budynku, a gdy miałem już przekroczyć próg ktoś mnie zatrzymał.
- Ej ty poczekaj. – Usłyszałem i w tym samym momencie poczułem szarpnięcie za ramię.
Przede mną stało trzech nieźle przypakowanych kolesi.
- Chodzisz do klasy ze ślicznotką Horana prawda? – Rzucił w moja stronę mulat.

Znam jakiegoś Horana?

Uważnie mi się przyglądał dopalając papierosa.
- Nie wiem o kim mówicie. Nie znam…
- Oh nie wymyślaj. Przecież widzę, że coś kręcisz.
- Naprawdę nie znam żadnego Horana. Czego w ogóle ode mnie chcecie?
- Skoro tak bardzo się upierasz… - Zaczął przypierając mnie do zimnej, ceglanej ściany szkoły, na co odezwały się moje rany na plecach. Cicho syknąłem z bólu. Ręka mulata mocno ściskała płaszcz pod moją szyją. – Słuchaj no gnojku. Pan Horan kazał cię ostrzec, abyś nie zbliżał się do jego dziewczyny, bo inaczej pogada z tobą osobiście. A uwierz mi, nie chcesz tego.
- Tak? To niezła z niego boidupa skoro nie odważył się sam mnie ostrzec.
Na te słowa jego wolna pięść spotkała się z moim polikiem. Zakołowałem się i podpierając o ścianę, trzymałem za bolące miejsce.
- Nie pozwalaj sobie, pedale.
- To pewnie jakiś wasz szef, nie? Ile wam płaci za godzinę? – parsknąłem, jakby jeszcze było mi mało.

Ale widocznie mój mózg chciał inaczej.

Mulat podszedł do mnie i zrobił kolejny zamach, ale ktoś mu przerwał.
- Zayn zostaw go. – Usłyszałem głos, który szczególnie zapadł mi w pamięć.
Spojrzałem na Lily. Przywitała mnie uśmiechem na co chciałem odpowiedzieć tym samym, ale przez nabrzmiały polik bardziej przypominało to grymas.
- Co on ci zrobił, że od razu go bijesz? – Zapytała dziewczyna.
- Niall kazał go nastraszyć, żeby się do ciebie nie zbliżał. A potem zaczął pyskować.
Dziewczyna zaśmiała się.
- O nie. I pewnie uraził twoją godność? A to Niall sam się bał przyjść, że go wyręczasz? Gdzie on teraz jest?
- Nie wiem. Myślałem, że przyjedziecie razem.
- Okey, będę musiała z nim pogadać. A wracając do tematu. To, że Niall jest waszym ‘przywódcą’, czy nie wiem jak tam go zwiecie, nie oznacza, że musisz zawsze być na każde jego zawołanie i spełniać jego zachcianki. Poza tym nie myśl, że jak trochę mu się poprzymilasz to zgodzi się, żebym dała ci dupy. 
Wszyscy którzy zdążyli zgromadzić się wokół, wydali z siebie charakterystyczne "OOO".
 - Stary, chyba właśnie dostałeś kosza.- Odparł jeden z jego towarzyszy.
Zayn stał tylko i załamany patrzył na dziewczynę.
- Nie poruchasz. – Bąknął drugi ledwo powstrzymując się od śmiechu.
Mulat przyłożył mu jeszcze mocniej niż mi i zniknął za budynkiem.
- Was też to dotyczy. - Odparła do dwójki chłopaków, którzy na te słowa zniknęli szybciej niż się pojawili.

Nie mam pojęcia co ich wszystkich łączy, ale może to i lepiej.

- Debile. – Rzuciła Lily i podeszła do mnie. - Nic ci nie jest Marcel?
- Nie, chyba nie. To znaczy, na pewno nie. – Zapewniłem ją co chyba było mało przekonujące.
- Chyba do końca nie jest okey. Trochę oberwałeś. Chodź, pomogę ci coś z tym zrobić. - Podała mi plecak i po przepchaniu się przez tłum weszliśmy do szkoły.



 
No to za nami pierwszy rozdział w nowym roku! :D Kolejny za 17 komentarzy. ;*
 
Jeszcze małe wyjaśnienie:
W tym opowiadaniu Harry wygląda jak Marcel z teledysku BSE tylko w szkole. Poza nią (np. w domu, na treningach - czyli tam gdzie nie ma do czynienia ze szkolną społecznością) wygląda jak normalny Harry. To między innymi dlatego jego babcia zwraca się do niego 'Harry'. Wszystko jeszcze w trakcie opowiadania będzie się wyjaśniać. :D
 
Gdyby jeszcze coś było niejasne pytać w komentarzach. Z chęcią wam odpowiem. ;*
 
Tak więc komentować, pytać, obserwować i nie zapominać o informowanych. ;*
 
♥ Kocham Was. ♥
Ola xx