czwartek, 8 stycznia 2015

LIEBSTER AWARDS

Nominację otrzymałam od trzech osób i przepraszam te, które nominowały mnie wcześniej, że post publikuję dopiero teraz. Jest mi bardzo miło, że wybraliście mojego bloga. Dziękuję ;*



Zostałam nominowana przez:

1. http://moments-one-direction-opowiadanie.blogspot.com/
2. http://newwaytobetterlife.blogspot.com/
3. http://alwaysmorethanthis.blogspot.com/
 

 
~ Pytania i odpowiedzi ~

 
 
1. Ulubione danie?
 McNuggets z frytkami w McDonaldzie ;3


2. Za co kochasz, lubisz, szanujesz?
Zależy co, kogo, w jakich sytuacjach.
Jeśli chodzi o ludzi to myślę, że najważniejszy jest charakter.


3. Twój próg bólu?
Trudno mi określić, bo nie mam punktu odniesienia, ale myślę, że coś pomiędzy niskim a średnim.


4. Miejsce za które oddałabyś daną chwilę?
Londyn.


5. Satysfakcja? Z czego?
Myślę, że fakt dostania się do najlepszego liceum w mieście oraz to, że udało mi się już po części spełnić jedno z moich marzeń jakim jest wycieczka do Londynu.


6. Nie mogę doczekać się...?
Wycieczki do Londynu w czerwcu.


7. Ulubiony dźwięk?

Śmiech chłopaków z One Direction oraz dzwonek kończący ostatnia lekcję w szkole. :D


8. Palcem po mapie.. Zatrzymuję się gdzie i dlaczego?

Londyn, ponieważ moim zdaniem to najpiękniejsze miasto na świecie.
Lub Stany Zjednoczone, bo są tam piękne miejsca, które również bardzo chciałabym odwiedzić.


9. Co sprawia że masz ciarki?

Horrory, których wolę unikać i jak jest mi zimno. :D


10. Być jak...?

Ptak. Żyć bez ograniczeń i podziwiać widoki.


11. Ulubione słowo?
Zakupy ;3
 
 
~*~
 

http://newwaytobetterlife.blogspot.com/

1. Ile jesteś Directioner?
Ponad dwa lata (od listopada 2012 roku). ;3
 

2. Kto jest twoim ulubieńcem?
Nie potrafię wybrać jednego, ale gdybym miała ustawić w kolejności wyglądało by to tak:
Zayn, Louis, Niall, Harry, Liam.
 

3. Jak zdrobniłabyś imię swojego idola?
 Zaynuś, Louisek, Nialluś, Harroldzik, Liaś.
 

4. Który z ablumów 1D podoba ci się najbardziej?
Take Me Home i Four.
 

5. Wymień wszystkie swoje gadżety z 1D.
Płyty:
- Up All Night - zwykła i Limited Yearbook Edition;
- Take Me Home - zwykła i Limited Edition (Yearbook);
- Midnight Memories - zwykła i The Ultimate Edition;
- Four - zwykła i The Ultimate Edition.
 
Single:
- Live While We're Young;
- Best Song Ever;
- Story of My Life;
 - Midnight Memories;
- You&I;
- Steal My Girl;
- Night Changes.
 
Filmy:
 - Up All Night - The Live Tour (Blu-ray);
- This Is Us 3D (Blu-ray);
- Where We Are - Live from San Siro Stadium (Blu-ray).
 
Perfumy:
- Our Moment (50ml);
- That Moment (50ml);
- You&I (50ml).
 
Książki:
- Siła Marzeń - Życie w One Direction;
- One Direction - Gdzie Jesteśmy - Nasz zespół. Nasza opowieść;
- Fotoleracja z życia zespołu;
- Oficjalny przewodnik na rok 2013;
- Oficjalny przewodnik na rok 2014;
- One Direction - Zero Granic;
 - Harry Styles - Narodziny gwiazdy. Od marzeń do One Direction;
- Niall Horan - One Direction. Z Irlandii na podbój świata.
 
Inne:
- Segregator;
- Trzy bluzki oraz dwie bluzy;
- Torba;
- Dwa kalendarze;
- Dwa specjalne wydania Bravo, w całości poświęcone 1D;
- Własnoręcznie wykonane bransoletki z muliny;
- Plakaty.
 

6. Gdybyś miała okazję spotkać ulubieńca, co chciałabyś mu powiedzieć?
Przede wszystkim podziękować mu za to, że wywołuje uśmiech na mojej twarzy. Za to, że jest powodem dla którego chce się żyć. Że dzięki niemu potrafiłam uwierzyć w swoje marzenia i udało mi się dowieść, że jednak się spełniają. Pomimo kilometrów zawsze wspiera mnie gdy jest mi smutno. Za wspaniałą twórczość. I za to, że jest i zawsze będzie. ♥
 

7. Jaka jest twoja ulubiona piosenka?
Ulubione 1D to:
One Thing, Live While We're Young, Irresistible, Over Again, They Don't Know About Us, Best Song Ever, Happily, Better Than Words, Where Do Broken Hearts Go, 18, Night Changes, Girl Almighty, No Control, Stockholm Syndrome.
 
Aktulanie mam fazę na:
Mark Ronson – Uptown Funk ft. Bruno Mars;
Fifth Harmony - Sledgehammer.
 

8. Co dla ciebie oznacza bycie Directioner? (dłuższa wypowiedź)
Dobre pytanie. Myślę, że to w jakiś sposób nauka życia. Wszystkie spotkania z innymi Directioners, wypady do kina i tym podobne pomagają mi zawierać nowe znajomości, poznawać wiele wspaniałych osób. Sam zespół uczy tekstami piosenek w jaki sposób żyć i radzić sobie z problemami. Bycie w tak ogromnym fandomie to również wiele wspaniałych chwil i wspomnień. Nowe piosenki, teledyski, filmy, wszystkie akcje na Twitterze. To coś dlaczego chce się żyć. ♥
 

9. Jakie masz zalety, a jakie wady?
Myślę, że do zalet mogę zaliczyć fakt, że jestem miła, uprzejma, punktualna.
A do wad? Nienawidzę siebie za nieśmiałość.
 

10. Hobby?
Fotografia, bransoletki z muliny, zakupy, niszczenie Wreck This Journal.
 

11. Co chciałabyś w życiu osiągnąć?
Nie myślałam jeszcze o dalekiej przyszłości, ale na razie mogę do tego zaliczyć jak najlepsze zdanie matury w trzeciej klasie, dostanie się na dobre studia a potem znalezienie jakiejś dobrej pracy. A z bliższych planów to spełnić marzenie jakim jest pojechać na koncert 1D.
 
 
 ~*~
 1. Ulubiony członek 1D?
Jak już wcześniej wspominałam, nie potrafię wybrać ale po ustawieniu w kolejności:
Zayn, Louis, Niall, Harry, Liam.
 
 
2. Ulubione danie?
Również było. ;3
Ale oprócz McDonalda uwielbiam makarony.
 
 
3. Znienawidzone miejsce?
Kazimierz Dolny.
 
 
4. Najlepsze wakacje?
Jak na razie były to te w ubiegłym roku, ale myślę, że te nadchodzące będą jeszcze lepsze. ♥
 
 
5. Ulubiony kolor?
Czarny, szary i biały.
 
 
6. Wiek?
W listopadzie skończę 17 lat.
 
 
7. Imię?
Ola ;3
 
 
8. Ulubiona książka?
 Seria Rosemary Beach - Abbi Glines
Trylogia Fifty Shades - E. L. James
 
 
9. Ulubiony film?
 This Is Us
Plan Ucieczki
Labirynt
I wiele innych. :D
 
 
10. Co sprawia że się uśmiechasz?
 Przyjaciele, dobre oceny w szkole, spełnianie marzeń, One Direction.
 
 
11. Czego nigdy nie zmieniłabyś w swoim życiu?
Rodziny, przyjaciół i uzależnienia od 1D.



~ Moje pytania ~
 
 
1. Co najbardziej lubisz robić w wolnym czasie?
2. Najlepszy moment w twoim życiu?
3. Największe marzenie?
4. Do jakiego miejsca najbardziej chciałabyś się udać?
5. Ulubiony cytat?
6. Ulubiony sklep?
7. Ulubione miasto?
8. Co chciałabyś zrobić w te wakacje lub gdzie pojechać?
9. Co chciałabyś robić w przyszłości?
10. Chciałabyś polecieć w kosmos?
11. Gdybyś miała wybierać pomiędzy koncertem idoli, a tygodniowej wycieczki do wymarzonego miejsca z najlepszym przyjacielem/najlepszą przyjaciółką, co być wybrała i dlaczego?
 


~ Nominowane blogi ~


1. http://how-to-stole-my-heart.blogspot.com/
2. http://dearlyangelbadhoran.blogspot.com//
3. http://littledaddysgirlhardfuck.blogspot.com/
4. http://live-with-the-blue-eyes.blogspot.com/
5. http://memories-come-back-people-also.blogspot.com/
6. http://tajemnicenocy1.blogspot.com/
7. http://youandiforevera.blogspot.com/
8. http://unobleferiano.blogspot.com/

wtorek, 6 stycznia 2015

ROZDZIAŁ 8

*Następnego dnia*
 
*Marcel’s P.O.V*
 
Szedłem po korytarzu w kierunku sali, w której miałem kolejną lekcję. Gdy byłem na miejscu, nauczyciel otworzył drzwi i wszedł do środka. Pod klasą stałem ostatni więc trochę minęło zanim zdążyłem zbliżyć się do wejścia. Gdy miałem już wejść do klasy, ktoś zamknął mi drzwi przed nosem i mocno chwycił, zakrywając usta. Próbowałem się uwolnić, ale z każdym szarpnięciem uścisk się zacieśniał. Gdy przekroczyliśmy próg łazienki, zostałem popchnięty i upadłem na ziemię. Usłyszałem trzask zamka co oznaczało, że drzwi zostały zamknięte. Podniosłem się i odwróciłem w stronę wejścia. 
 
Niall.
 
W jego oczach nie było nic innego niż złość i bunt. 
- Słyszałem, że trenujesz boks. – Zaczął, powoli do mnie podchodząc. – Z chęcią zobaczę co potrafisz. 
Zanim zdążyłem się zorientować, uderzył mnie z całej siły w twarz. Upadłem na zimne płytki. Kopnął mnie w brzuch co znacznie mnie osłabiło. 
- Trenować to chyba dopiero zacząłeś. – Parsknął śmiechem. 
Podniósł mnie do góry za sweter, a pięścią zaczął nacierać w moją twarz. W międzyczasie zdjął moje okulary i zgniótł je. Mój wzrok znacznie się pogorszył. Wszystko było zamazane. Zaczęło kręcić mi się w głowie, gdy poczułem jak z mojej skroni wypływa krew. Gdy chłopak przerwał swe ciosy, oddałem mu z całej siły jaką jeszcze w sobie miałem. Ku mojemu zaskoczeniu chłopak nadal stał twardo na ziemi co trochę mnie zaniepokoiło.
- Tylko na to cię stać? – Prychnął. 
Mocno popchnął mnie na drzwi, a klamka prawie wbiła mi się w plecy. Znowu zaczął mnie kopać. Tym razem mocniej i również po nogach. Znowu traciłem siły. Nie mogłem się już nawet podnieść. Jedyne na co było mnie stać to krzyk powodowany przez rozrywający ból na całym ciele. Na podłodze było coraz więcej krwi.
 
Niestety tylko mojej.
 
Mocno wykręcił moją rękę, aż nagle coś pękło w moim ramieniu. Nie czułem całej lewej ręki. Ból był nie do opisania i zaczął paraliżować moje ciało. Chłopak cały czas coś do mnie mówił, ale słyszałem to jako jeden wielki bełkot. I jeszcze czarne plamy przed oczami. Wszystko do złudzenia przypominało przeszłość.  
 
 
- Tato, nie bij. Nie bij. Proszę. - Wyszeptałem.
- Stul pysk szczeniaku. – Rzucił i kopnął mnie z całej siły. 
Skuliłem się i jedyne co mogłem zrobić to czekać na jego kolejny ruch. Jako ośmiolatek nie mam nic więcej do wyboru. Tata podszedł do mnie i kontynuował ciosy. Każdy z nich był coraz silniejszy. Wszystko mnie bolało. Ale najbardziej miejsca już zranione. Tata uwielbia bić po starych ranach. Ból jest wtedy dwa razy większy, a tata lubi patrzeć jak cierpię. Siniaki z lekko purpurowych zamieniały się w sino-granatowe. Takie, że od samego patrzenia czuć ból. Łzy mimowolnie zaczęły spływać po policzkach. Leżałem w kałuży krwi i nic nie mogłem zrobić. Dla taty każdy nowy dzień był nowym pomysłem na to jak sprawić bym poczuł się gorzej. Jak śmieć. Tata nie wracał już dobre kilka minut. Bałem się co wymyśli tym razem. Szkoda, że nie ma tu mamy. Mama by mi pomogła. Uciekłbym z nią daleko stąd. Usłyszałem stłumione kroki w głębi korytarza. Potem coś rozsypało się na podłodze. Coś metalicznego. Kroki robiły się coraz głośniejsze. Gdy tata był już obok mnie, złapał mnie za nogę i ciągnął za sobą w kierunku schodów. Patrzyłem w stronę miejsca, w którym przed chwilą się znajdowałem. Na podłodze była smuga krwi. Krew była wszędzie. Na ścianach, drzwiach. W kuchni, pokojach, łazience. Tacie nie spodobało się, że patrzę w tamtym kierunku. Chwycił mnie za włosy i obrócił w stronę schodów. Jęknąłem z bólu. 
 
- Papa synu. – Powiedział i kopnął mnie w plecy, spychając ze schodów. 
Na stopniach rozsypane były pineski i cienkie gwoździe, które wbijały się w moją skórę całą długością. Niektóre docierały nawet do mięśni. Czułem rozrywanie, a z góry schodów słyszałem głośny śmiech taty. Tata śmiał się cały czas. Cały czas ze mnie. Widziałem jak schodzi po schodach ale ciemne plamy zakrywały mi połowę pola widzenia. Zrobiło mi się słabo. Gdy nic już nie widziałem poczułem silne ukłucie w brzuchu. Chciałem zobaczyć co to. Chociaż dotknąć. Jednak nie było mi to dane, bo już całkowicie opadłem z sił.
  
 
***
 
 Promienie światła raziły mnie nawet przez powieki. Uniosłem rękę, aby przysłonić rażące źródło, po czym światło zgasło.
- Harry, kochanie. Słyszysz mnie? – Cichy głos dotarł do moich uszu.
W końcu udało mi się otworzyć oczy. Babcia siedziała obok mnie i trzymała moją dłoń.
- Gdzie ja jestem? – Wydukałem.
- Jesteś w szpitalu. Zostałeś pobity.
- C-co? Jak to? 
Babcia spojrzała na mnie spanikowanym i załamanym wzrokiem.
- Proszę się nie martwić. Pacjent aktualnie jest w szoku, dlatego nic nie pamięta. – Usłyszałem głos lekarza z drugiej strony łóżka. 
- Kiedy będę mógł stąd wyjść? – Zabrałem głos.
- Za kilka dni. Rany mają się już o wiele lepiej, ale dobrze by było, żeby nie narażać ich od razu na gwałtowne ruchy.
- Jakie rany? – Powiedziałem pod nosem.
- Rany kłute brzucha oraz złamany obojczyk. Miałeś również rękę wybitą z barku, ale już wszystko nastawiliśmy.
  
Rany kłute?!
 
 - Ile już tu jestem? Jak długo byłem nieprzytomny?! – Byłem coraz bardziej poddenerwowany i spanikowany. 
Gdy chciałem się podnieść, brzuch zabolał mnie niemiłosiernie mocno. 
- 11 dni. Trafiłeś tutaj nieprzytomny. Jedna z uczennic znalazła cię w łazience po 2 godzinach od pobicia. Straciłeś bardzo dużo krwi. Musieliśmy wykonać transfuzję.
 
Ja pierdziele.
 
- Później zrobimy panu badania kontrolne. – Zapisał coś w swoim zeszycie i wyszedł z sali.
Czułem, jak powoli wszystko zaczynało mnie boleć. Próbowałem cokolwiek sobie przypomnieć, ale nadal miałem w głowie wielką pustkę. 
- Babciu? – Wyszeptałem.
- Tak? 
- Wiesz może kto mnie znalazł? – Zapytałem.
- Nie wiem. – Odparła smutno. – Zawiadomili mnie o twoim stanie jak byłeś na sali operacyjnej. Podobno gdy cię zabierali dziewczyna stała przy karetce przygnębiona i ze łzami w oczach. Tak przynajmniej słyszałam z rozmowy ratowników.
Babcia nie wiedziała zbyt wiele. Garstka informacji, która niektórym na nic by się nie zdała. Ale ja wiedziałem jedno.
 
To musiała być Lily.
 
 
 
 
Kolejny rozdział. Bardzo chciałam dodać go wcześniej, ale niestety nie miałam kiedy pisać. Ale teraz lekcje odrobione więc dodaję. :D
 
Tak jak wspominałam już wcześniej, teraz rozdziały będą pojawiały się rzadziej, ponieważ zaczyna się szkoła i nie chce jej zaniedbywać.
Mam nadzieję, że to zrozumiecie i nie przestaniecie czytać bloga. ;*
 
Kolejny rozdział za 23 komentarze.
 
 ♥ Kocham Was ♥
Ola xx 

poniedziałek, 5 stycznia 2015

ROZDZAŁ 7

*Lily’s P.O.V*

Nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Chłopak który, leżał na parkiecie i zwijał się z bólu, nie przypominał Marcela, z którym mam do czynienia na co dzień w szkole. Jego ramiona były bardzo muskularne, a mięśnie spinały się z każdym jego ruchem. Tors pokryty był cienkim, białym podkoszulkiem. Nie miał również okularów, a jego włosy były w seksownym nieładzie. Ale jego ręce. To coś co szokowało mnie najbardziej. Od nadgarstków po same ramiona pokryte były tatuażami. Ba! Na ramionach to się nie kończyło, bo tatuaże łączyły się z tymi na klatce piersiowej! Zanim zdążyłam się zorientować Marcel stał przede mną i czekał aż oprzytomnieje. Gdy otworzył usta, żeby coś powiedzieć, spoliczkowałam go najmocniej jak tylko umiałam.
- No no. Nie dość, że śliczna to jeszcze umie się bić. – Zaczął jeden z chłopaków, który przyglądał się całej akcji. Powoli szedł w naszym kierunku. - Co powiesz na małe co nieco, piękna? Szatnia jest wolna. Wiesz... Ty i ja… - Gdy chciał mnie objąć, ręka Marcela zderzyła się z jego aż za bardzo zadbaną twarzyczką, a ja niedowierzając zakryłam usta ręką. Chłopak zakołował się i upadł na ziemię. Spojrzałam na Marcela. Patrzył na mnie błagalnym wzrokiem, jakby to co przed chwilą zrobił w ogóle się nie wydarzyło.
- Okłamałeś mnie! – Krzyknęłam.
- Lily, daj mi to wszystko wytłumaczyć. – Odparł.
Jeszcze raz rozejrzałam się wokół nas. Było tu z 10 mężczyzn i czułam, że każdy w tej chwili rozbiera mnie wzrokiem. Złapałam Marcela za nadgarstek i wyciągnęłam go na zewnątrz.
- Słucham.
- Lily, zrozum. Chciałem ci wszystko powiedzieć, ale… stchórzyłem. Nie mówię o tym pierwszym lepszym osobom. Tak naprawdę nikomu nigdy nie opowiadałem o mojej przeszłości. To dla mnie trudne gdy zadajesz mi te wszystkie pytania, a ja nie jestem ci wstanie odpowiedzieć. Nie wiem czemu tak się dzieje. Jeszcze przed spotkaniem byłem pewien, że o wszystkim ci powiem, ale… Ale potem coś pękło i zamknąłem się w sobie. Nie chcę, żebyś oceniała mnie po pierwszym spotkaniu, bo… Bo mi na tobie zależy. Ja po prostu… Nie jestem jeszcze pewien czy mogę ci zaufać.
- Opowiedziałam ci całe swoje życie, pomogłam ci pod szkołą i nie potrafisz mi zaufać?!
- Może ci się to wydawać dziwne ale nie. Na prawdę trudno jest mi ufać innym. Nie wiesz co przeżyłem i…
- Ale do cholery, chce wiedzieć!
- Lily…
- Co. Znowu uciekniesz tak jak ze Starbucksa? Znowu stchórzysz?
- Daj mi chociaż jedną szansę.
- Myślę, że i to by nie pomogło. Byłoby tak jak dzisiaj. Uciekłbyś. I jeszcze ta historyjka o chorej babci. Trening boksu. Nie potrafię zrozumieć o co w tym wszystkim chodzi. Nie wiem nawet czy chce wiedzieć.
- Skąd wiedziałaś, że tu jestem?
- Jechałam za tobą.
Chłopak bezradnie zatopił dłoń w swoich włosach.
- Ja nie chciałem, żeby tak wyszło. Nie chciałem cię okłamywać. Lily proszę…
- Ale jednak to zrobiłeś. Teraz nawet ja nie jestem w stanie ci zaufać. – Odparłam i odwróciłam się w stronę auta.
- Lily… - Zaczął znów, łapiąc mnie za ramię.
- Zostaw mnie. – Bąknęłam zrzucając jego dłoń.
Wsiadłam do auta i po prostu odjechałam. Zostawiłam go tak jak on mnie.

***

Weszłam do domu i od razu skierowałam się do swojego pokoju. Chciałam pobyć sama, ale chyba nie było mi to dane bo po chwili obok mnie na łóżku siedział Zayn.
- Czego. – Rzuciłam szorstko.
- Niall chce z tobą pogadać. Jest… Jakby to powiedzieć… Mega wkurwiony.
- Jezu co znowu. – Wstałam niechętnie.
Poczułam dłoń Zayna przy swojej.
- Lily… On nam powiedział co się dzisiaj stało.
- I co? Jest z siebie zadowolony? – Prychnęłam i wyszłam z pokoju.
Gdy miałam wejść do Nialla, zawahałam się. Poczułam… Strach?! Moje serce biło jak oszalałe, a gdy w końcu zebrałam się w sobie, weszłam do środka. Chłopak siedział na łóżku i od razu skupił na mnie swój przeszywający wzrok.
- Gdzie ty się szlajasz? I jeszcze z tym pedałem. Wiesz co Lily…
- A co nie mogę? – Rzuciłam zaplatając ręce na piersiach.
- Nie, bo…
- Bo co? Znowu mnie uderzysz? - Powiedziałam łamiącym się głosem.
W chłopaku nagle pojawiło się współczucie i bezradność. Podszedł do mnie, a w moich oczach pojawiły się łzy. Chłopak odgarnął moje włosy.
- Niall… Dlaczego gdy chcę z tobą coś wyjaśnić, zawsze musimy się kłócić? Nie chce żeby to tak wyglądało. Nie chcę się ciebie bać.
- Czemu masz się mnie bać? Przecież ja nie chce dla ciebie źle.
- To dlaczego mnie dzisiaj uderzyłeś? Czułam się w tym momencie jakbym nic dla ciebie nie znaczyła.
- Lily… Ja nie chciałem. Wiesz, że mam słabe nerwy. I jeszcze jak pojawił się ten pedał… Tym bardziej się boję… Boję się, że cię stracę.
- Może po prostu nie potrafisz mi zaufać? Niall… Ja kocham ciebie. Nie chce nikogo innego. Zrozum to wreszcie. – Odparłam wycierając łzy, które zaczęły spływać po policzkach.
- Ufam ci. Tylko nie rozumiem dlaczego cały czas ratujesz albo spotykasz się z tym pedałem. Co w nim takiego jest?
- Nie chce nic o sobie powiedzieć. Chciałam się dowiedzieć co sprawia, że jest taki zamknięty w sobie. Ale to koniec. Nie chce już z nim gadać.
- Coś ci zrobił? Powiedz mi, a się doigra.
- To nic poważnego. Po prostu mnie okłamał. Uciekł z kawiarni pod pretekstem pomocy chorej babci, a tak naprawdę udał się na trening.
- Jaki trening?
- Boksu.
- Co?! On i boks?!
- Wiesz… Jest nieźle przypakowany. I ma tatuaże. Ale to nie zmienia faktu, że jest tchórzem. Mam dosyć jego ciągłych wymówek i unikania moich pytań. – Westchnęłam.
- Nie przypuszczałbym, że taki kujon jest zdolny do tego typu rzeczy.
- Tak, ja też… - Nie dokończyłam bo do naszego pokoju wpadł Louis.
- Wszystko okey?
- Tak, a czemu ma być nie okey? – Rzucił Niall.
- Nie no tak nic nie słychać. Za cicho jak na was. – Odparł i z uśmiechem opuścił pomieszczenie.
Zachichotałam. Niall ponownie na mnie spojrzał i mocno mnie przytulił.
- Przepraszam. – Wyszeptał.
Również się w niego wtuliłam i oplotłam rękoma jego kark.
- Kocham cię Niall.
- Ja ciebie też skarbie. – Odparł i złączył nasze usta w pocałunku.




Jest rozdział 7. ;* Powolutku zbliżamy się do kolejnego +18. :D Kolejny rozdział za 23 komentarze. ;*
 
Chciałam również poinformować, że ze względu na zbliżającą się szkołę, rozdziały czasami nie będą pojawiały się dzień po dniu, tak jak to było dotychczas, ponieważ też do szkoły chodzę, a lekcje same się niestety nie odrobią. ;*
 
Z zakładce informowani dodałam kontakt do siebie, dlatego jeśli będziecie chcieli się dowiedzieć o kolejny rozdział pytajcie. ;*
 
♥ Luv ya ♥
Ola xx

niedziela, 4 stycznia 2015

ROZDZIAŁ 6

Nie miałam już dzisiaj na nic ochoty. Przez pieprzonego Horana oczywiście. Dupek zachowuje się jak drań. I codziennie coraz gorzej. Dostałam od niego chyba z 10 smsów. W każdym prawie ta sama treść. Przeprosiny i tym podobne. Bez większych chęci do życia, poszłam do kuchni po szklankę soku, a po powrocie usiadłam w swoim obrotowym fotelu. Zanim zdążyłam oddać się niepotrzebnym przemyśleniom dotyczącymi tego dupka rozległ się dźwięk kolejnego smsa. Niechętnie sięgnęłam po telefon, z myślą że przeczytam kolejnego beznadziejnego smsa od Horana. Jednak ten był od Marcela.
 
"Gdzie jesteś?"

O SHIT!

Zerwałam się z fotela i z kluczykami w ręku wbiegłam do garażu. Mam nadzieję, że ten gruchot odpali. Umieściłam kluczyk w stacyjce i przekręciłam go uruchamiając silnik. Gdy w końcu udało mi się wycofać, ruszyłam z piskiem opon. 10 minut później byłam pod Starbucksem. Wysiadając z auta zauważyłam postać chłopaka wychodzącego z kawiarni.
- Marcel poczekaj! – Krzyknęłam podbiegając do chłopaka.
Ten odwrócił się i spojrzał na mnie.
- Znamy się? – Odparł nieznajomy.
- Yyy. Przepraszam. Pomyliłam się. – Uśmiechnęłam się i weszłam do środka.
Marcel siedział na końcu lokalu, wpatrując się w okno. Czułam się jak totalna idiotka. Podeszłam do stolika, a chłopak od razu przeniósł swój wzrok na mnie.
- Cześć. Dobrze, że jesteś. Martwiłem się, że coś ci się stało. – Odparł wstając z siedziska.
- Nie, wszystko w porządku. Po prostu miałam ciężki dzień. Przepraszam za spóźnienie.
- Spoko. Napijesz się czegoś?
- Tak. Napiłabym się Caffe Latte.
- Mrożoną czy zwykłą?
- Zwykłą. Potrzebuję czegoś ciepłego bo trochę zmarzłam.
- Ok. Więc zaraz wracam. – Uśmiechnął się, na co odpowiedziałam tym samym.
Po chwili wrócił z dwoma kubkami gorącej kawy i zajął miejsce naprzeciwko mnie.
- Coś się dzisiaj stało? Wyglądasz na zmęczoną. – Zaczął.
- Pokłóciłam się z Niallem. Chciałam po prostu pogadać z nim na temat dzisiejszej akcji przed szkołą, ale jak zwykle musiało dojść do awantury.
- Mówiłem ci, że wszystko wam zrujnuje. To moja wina. Nie chciałem żeby tak wyszło. Prze…
- Marcel! Przestań w końcu się obwiniać. To naprawdę nie jest twoja wina. Nie układa nam się już od dwóch tygodni. Nigdy nie kłóciliśmy się tak często jak teraz. Mam wrażenie że Niall coś ukrywa.
- Co masz na myśli? – Zapytał chłopak biorąc łyk kawy.
- Sama nie wiem. Nie wiem co o tym wszystkim myśleć. – Westchnęłam wpatrując się w kubek.
- Na pewno wszystko się ułoży. Musisz dać tej sprawie trochę czasu. – Uspokoił mnie, a jego uśmiech sprawił, że zrobiło mi się cieplej na sercu.
Dopiero teraz zauważyłam, że gdy się uśmiecha w jego policzkach pojawiają się wyraźne dołeczki.

To takie słodkie.
 
- A co u ciebie? Jak twoje plecy? Cały dzień głowiłam się czy wszystko z tobą okey.
- Już jest dobrze. Nie wracałem do klasy bo bałem się, że krwawienie się ponowi.
- I cały czas siedziałeś w łazience?! – Spojrzałam na niego z niedowierzaniem.
Kiwnął twierdząco głową.
- A co się stało, że tak bardzo krwawią?
Zmieszał się. Tak samo jak dzisiaj w toalecie.
- Umm… Ostatnio zmywałem naczynia i… Gdy wziąłem w dłonie kilka z talerzy wypadły mi. Były śliskie od płynu do naczyń. Wszystkie się zbiły. A potem… Gdy chciałem posprzątać… Poślizgnąłem się… Na jednym z kawałków. I upadłem plecami wprost na te wszystkie odłamki.
- To przykre.
Nie wiem czy jest w tym choć ziarnko prawdy.

***

- Musiałam się przeprowadzić. Rodzice postanowili zrobić remont generalny naszego domu.
- To gdzie teraz mieszkasz?
- Z chłopakami. Zaynem i tymi dwoma co wtedy z nim byli – Liamem i Louisem.
- A Niall?
- Nie mieszka tam, ale praktycznie całe dnie z nami przesiaduje. Wraca do siebie tylko na noce.
- I… I nie boisz się tak sama z trzema chłopakami?
Zachichotałam
- To raczej chłopaki muszą się bać. Wiedzą, że jak któryś spróbowałby tylko dotknąć klamki od moich drzwi, to Niall spuściłby im niezły łomot.
- Wow. Czyli powinienem się go bać. – Uśmiechnął się. – A jak zareagował na wieść o naszym spotkaniu? Pewnie nie był zbyt zadowolony?
- Szczerze to nic nie wie. Chciałam mu powiedzieć, ale potem temat zszedł na nasz związek i zaczęliśmy się kłócić, a potem… - Przerwałam na wspomnienie wydarzeń z szatni.
- A potem? – Powtórzył Marcel.
- Uderzył… Uderzył mnie. – Odparłam.
Marcel zakrył usta ręką.
- Jak on mógł podnieść na ciebie rękę?! Zerwałaś z nim?
- Nie. Nie chce z nim zrywać. Nadal go kocham.
- Powinniście pogadać i wszystko sobie wytłumaczyć. Myślę, że po prostu poniosła go chwila. Nie chciał, żeby tak to się skończyło.
- Może faktycznie masz rację. Powinnam już wtedy poczekać. Zaczął mnie przepraszać, ale ja uciekłam. Dziękuję ci.
Marcel uśmiechnął się.
- Nie ma za co. A ile już jesteście razem?
- Ponad 3 lata.
- To nie poznaliście się w szkole?
- Nie. Rodzice moi i Zayna znają się od dawna, ale on pojawił się tutaj dopiero 4 lata temu. Wcześniej mieszkał z dziadkami w Manchesterze. Często chodziliśmy do nich w odwiedziny. Czasami oni przychodzili do nas. Po jakimś roku znajomości czułam, że będzie z tego coś więcej. I on też to czuł. Było to po nim widać. Od dawna też namawiał mnie abym poznała jego przyjaciół, ale ja za każdym razem odmawiałam. Nie chciałam zawierać nowych znajomości. Z Zaynem było mi dobrze. Jednak on uparcie do tego dążył. I tego właśnie dnia, gdy zaprosił do siebie chłopaków, zakochałam się w Niallu. Z wzajemnością. Moja miłość do Zayna była duża, ale ta do Nialla całkowicie mnie pochłonęła. No a Zayn żałuje swojej decyzji to dzisiaj. – Zaśmiałam się. – A jak u ciebie? Masz kogoś?
- Umm.. Nie. Nigdy nie miałem żadnych przyjaciół. Nawet znajomych. Jesteś pierwszą osobą w moim życiu z którą mam tak dobry kontakt.
- Jej.. Dlaczego?
- Umm… - Zaczął błądzić wzrokiem po całej kafejce. Spojrzał na zegarek. – Lily ja… Ja cię przepraszam, ale czas na mnie. M-muszę… Muszę pomóc babci. Skręciła kostkę i… Muszę iść. Przepraszam. – Odparł i tak po prostu wyszedł zostawiając mnie samą.
O co tu do cholery chodzi?! Zaprasza mnie na spotkanie, po czym sam z niego ucieka. Ugh.. I dlaczego akurat on musi zajmować się babcią? Nie może to zrobić ktoś z rodziny? Za każdym razem jak zapytam się o coś związane z jego życiem, panikuje. Nie wiem dlaczego tak się zachowuje, ale na pewno tak tego nie zostawię.

***

*Marcel P.O.V*

Jestem cholernym dupkiem. Uciekłem jak tchórz, zostawiając ją tam samą. Powinienem był jej powiedzieć. Sam nie wiem czego ja się boję. I jeszcze te cholerne kłamstwa. Nie mogę uciekać tak przez całe życie. Zaparkowałem na podjeździe i poszedłem do domu po torbę na trening.
- Harry gdzie idziesz? – Zapytała babcia gdy miałem już wychodzić.
- Na trening. – Rzuciłem i pośpiesznie wyszedłem z domu.
- Uważaj na siebie! – Krzyknęła stojąc w wejściu do domu.
Pomachałem jej i ruszyłem w stronę sali treningowej.

***

Byłem zmęczony. Pot spływał po mojej twarzy i kropelkami spadał na parkiet. Walczyłem już z czwartym przeciwnikiem. Był najlepszy z całej grupy. Jego ciosy były rzadkie ale bardzo mocne. Ledwo udawało mi się bronić, dlatego unikałem ciosów. Nie miałem siły ich zadawać. Nie miałem nawet do tego głowy. Wciąż myślałem o Lily i o moim zachowaniu. W końcu doigrałem się mojego rozkojarzenia. Poczułem silny ból w okolicach brzucha, a potem jeszcze jeden, o wiele mocniejszy, na plecach. Upadłem na deski. Trener przerwał walkę ogłaszając zwycięzcę, a ja zwijałem się z bólu. Nagle rozległo się trzaśniecie drzwiami, a oczy wszystkich skierowały się w stronę wejścia.
- Marcel?!
Z niedowierzaniem również spojrzałem w tamtym kierunku.
- Lily? Co ty tu robisz?
 
 

 
No to kolejny rozdział. :D Treść postów pozostaje wyjustowana. Następny pojawi się za 22 komentarze. ;*
 
 
♥ ♥
Dziękuję za wszystkie komentarze, które są dla mnie ogromną motywacją; za ponad 1 000 wyświetleń oraz 6 obserwacji.
♥ ♥
 
 ♥ Kocham Was ♥
Ola xx

piątek, 2 stycznia 2015

ROZDZIAŁ 5

- Dziękuję ci Lily. – Odparłem gdy dziewczyna opatulała mój policzek kolejną dawką zimnego papieru.
- Za co? – Spojrzała na mnie zdziwiona.
- Za to, że go zatrzymałaś.
- Przecież nie ma...
- Jest. Narobiłem ci tylko kłopotu i niepotrzebnej fatygi. – Przerwałem jej.
- Marcel przestań. Nie robisz mi tym kłopotu. – Odparła z troską.
- Ale wiesz, że nie musiałaś tego robić. I tak jestem już przyzwyczajony do tego typu rzeczy.
- Co masz na myśli?
- Nie chciałbym o tym mówić. Przepraszam. – Powiedziałem i spuściłem głowę.
- To ja cię przepraszam, Marcel. Nie potrzebnie pytałam. Przepraszam.
Zapadła chwilowa cisza. Co trochę tylko spoglądaliśmy na siebie.
- Niall to twój chłopak?
- Tak. Jest wkurzający co już pewnie zdążyłeś zauważyć.
- Nie jest wkurzający. Po prostu się o ciebie martwi.
- Nie wiem czy zlecanie komuś, żeby za niego straszył i bił jest formą martwienia się. To bardziej ta jego pieprzona zazdrość.
- Więc może lepiej, żebyśmy przestali się widywać. Nie chcę psuć waszego związku.
- Nie ma mowy Marcel. Nie będę tolerować takiego zachowania jakim wykazał się Niall. Poza tym zaprzestanie widywania się byłoby w naszym przypadku niemożliwe, bo chodzimy razem do klasy. – Odparła posyłając mi najpiękniejszy uśmiech jaki w życiu widziałem.
- Faktycznie. Nie przemyślałem tego. – Zawstydzony spuściłem głowę.
Dziewczyna zachichotała, zdejmując z mojej twarzy mokre okłady.
- Gotowe. Masz małego siniaka, ale na szczęście opuchlizna zeszła.
- Ok. Dziękuję ci. – Uśmiechnąłem się. – Słuchaj… Może chciałabyś wybrać się ze mną na kawę? Oczywiście jeśli chcesz. I jeśli Niall nie będzie miał nic przeciwko.
- Pewnie, że chcę. A Niallem się nie przejmuj. Przyda mi się chwila odpoczynku od niego. To może o 17:00 w Starbucksie?
- Okey. Jakoś dodrę. To znaczy dotrę na pewno. Jak trafię.
- Jeśli nie będziesz wiedział gdzie to jest, to dzwoń.
- Tylko, że…
- No tak. Nie masz mojego numeru. Wybacz. Jestem dzisiaj nieźle zakręcona. – Odparła wyjmując ze swojej torby kawałek kartki i długopis.
Również zapisałem jej swój numer i wymieniliśmy się kartkami.
- Idziemy na lekcje? Nauczyciel pewnie nieźle się wkurzy jak nas zobaczy.
- Nieuniknione. – Zaśmiałem się. – Jeszcze tylko się załatwię i możemy iść. – Odparłem i skierowałem się w stronę kabiny.
- Jezu Marcel…
Odwróciłem się i spojrzałem na Lily. Patrzyła na mnie zszokowana, a ręką zakryła usta.
- Co?
- Masz krew na plecach. Całych plecach.

Co?! O nie.

- Idź na lekcje. J-ja… Ja zaraz przyjdę. – Wydukałem spanikowany.
- Marcel co się stało? To Zayn? Co on ci do cholery zrobił?!
- Nie, to nie Zayn… N-nie ważne.
- Ale Marcel… Powiedz, że to ten pieprzony dupek, a zrobię z nim porządek.
- To naprawdę nie on. Nie ma potrzeby.
- Mogę ci jakoś pomóc? To nie wygląda zbyt dobrze. – Zrobiła krok w moją stronę, a ja odsunąłem się.
- N-nie, dam sobie radę. Idź już do klasy. Naprawdę. – Rzuciłem i zamknąłem się w jednej z kabin.
Po chwili pierwsza łza wyznaczyła drogę kolejnym.

***

*Lily's P.O.V*

W końcu rozległ się dzwonek kończący lekcje. Wyszłam z sali i skierowałam się do szatni w nadziei, że może tam znajdę Marcela. Nie widziałam go od rana i trochę się o niego martwię. Jego plecy wyglądały tragicznie. Cały czas zastanawiam się, kto mu to zrobił, a jedyną osobą która przychodzi mi do głowy jest Zayn. Może nie chciał się przyznać, żeby jak to on twierdzi, nie robić mi kłopotu? Podchodząc do szafki zauważyłam jego smukłą sylwetkę na końcu korytarza.
- Marcel! Poczekaj! – Krzyknęłam i przyspieszyłam kroku.
Chłopak zatrzymał się, czekając aż do niego podejdę, lecz zderzyłam się z torsem Nialla, który ni stąd nie zowąd stanął mi na drodze. Wyjrzałam za jego ramię, ale Marcela już nie było.

FUCK!

- Za kim ty tak tam wyglądasz? – Odparł spoglądając w tym samym kierunki co ja przed chwilą. – Ktoś przykuł twoją uwagę bardziej niż ja? Z chęcią skopię mu dupę.
- Chyba musimy pogadać, Niall. – Rzuciłam.
- Widzę, że panienka Collins dzisiaj nie w humorze. – Przygniótł mnie do szafek, podpierając się rękoma po obu stronach mojej głowy. – Zdradzi mi pani, kto wywołał w panience taki stan podenerwowania? – Wyszeptał unosząc jedną brew.
- Przestań okey?! Nie mam dzisiaj ochoty na jakieś głupie żarty i zagrywki. Dlaczego nasłałeś dzisiaj chłopaków na Marcela?
- Aha. Więc chodzi o tego pedała. – Odparł odsuwając się ode mnie. Zajął miejsce na ławce i spojrzał na mnie.
- Przestań go tak do cholery nazywać! Co on ci właściwie zrobił?!
- Mi nic. Ale jak się go nie pozbędę, to zrobi coś tobie. Coś co pewnie mi się nie spodoba. A wtedy nie będzie już tak wesoło.
- Naprawdę uważasz, że jestem taka łatwa?
- Przecież ja tak nie uważam!
- Najwyraźniej tak jest, bo w twoim mniemaniu każdy chłopak, który się do mnie odezwie, od razu chce mnie przelecieć. Chłopak spuścił głowę i wplótł dłonie w swoje włosy.
- Ale…
- Co ale? Kolejne wytłumaczenie typu: Jestem po prostu o ciebie kurewsko zazdrosny gdy inny chłopak na ciebie patrzy?! Daruj sobie debilu. Chciałabym mieć trochę więcej swobody wiesz? – Bąknęłam chcąc sięgnąć po książki z mojej szafki, ale chłopak przygniótł mnie mocno do zimnej blachy.
- Słuchaj no Collins. Skoro tak bardzo ci przeszkadzam to może leć do tego swojego pedała i rób mu sweterki na drutach? Ja znajdę sobie nową…
- Co? Laskę, która na każde zawołanie będzie dawała ci dupy? A może zaprosisz sobie kilka?!
- A żebyś wiedziała, że tak zrobię. – Wysyczał przez zaciśnięte zęby.
- Wiesz co. Zachowujesz się jak męska dziwka. – Rzuciłam.
Chwile później jego dłoń uderzyła w mój policzek. Do moich oczu natychmiast napłynęły łzy, a on szybko odsunął się jakby nie zdając sobie sprawy z tego co przed chwilą zrobił. Szybko spakowałam książki i zamknęłam szafkę.
- Lily ja.. Ja nie chciałem. – Powiedział powoli patrząc to na mnie, to na swoją rękę.
- Tak to jest jak myślisz tylko i wyłącznie fiutem. – Odparłam i czym prędzej opuściłam szkołę.
 

 
 
Siemanko! :D
 
Na początek:
Myślę, że rozdział jest w pewien sposób odpowiedzią na pytanie czy Lily będzie z Harrym. Oczywiście nie powiem wam wprost czy będą razem czy też nie. Ale myślę, że wraz z kolejnymi rozdziałami będziecie mogli odpowiedzieć sobie sami. ;*
 
 
Otrzymałam również propozycję, aby wyśrodkowywać tekst w rozdziałach.
Nie mam nic przeciwko temu, ponieważ to wy czytacie posty na blogu, więc zależy mi na tym aby to wam czytało się je wygodnie. ;*
 
Dlatego każdy, kto skomentuje ten post pisze dodatkowo:
A - jeśli tekst ma być wyśrodkowany;
B - jeśli tekst ma być wyjustowany czyli tak jak dotychczas.

O wyglądzie następnych rozdziałów zadecyduje większość danej litery.
Z góry przepraszam poszkodowaną mniejszość. ;*
 
Za 22 komentarze pojawi się 6 rozdział. :D
 
 
 Nie zapominać o obserwacjach i informowanych! ;*
 
♥ Luv ya! ♥
 Ola xx

czwartek, 1 stycznia 2015

ROZDZIAŁ 4

*Marcel's P.O.V*

Wreszcie w domu. Na dzisiejszym treningu dali nam niezły wycisk, dlatego od razu skierowałem się do kuchni po szklankę czegoś orzeźwiającego. Sięgnąłem po butelkę i nalałem trochę wody do szklanki. Ciecz była ukojeniem dla moich suchych i lekko pokiereszowanych ust. Cały podkoszulek miałem mokry od potu, a gdzieniegdzie znajdowały się małe plamki krwi. Oberwałem kilka razy w wargi i skroń. Nie obyło się też bez kopnięć w plecy czy brzuch. Jednak nie było aż tak źle. Trener w końcu pochwalił mnie za wytrwałość i celne ciosy. Przynajmniej tak mogę trochę odreagować szkolny stres. Wpatrując się w szklankę myślałem o dzisiejszym dniu. Byłem pewien, że pierwszy dzień w nowej szkole minie mi o niebo lepiej. Już na samym wejściu mają mnie za beksę w całej klasie. Jednak w moim przypadku jestem skazany na częste upokorzenia, bo chyba już zawsze wspomnienia mojego dzieciństwa będą wywoływały u mnie łzy. Na szczęście nie miałem dzisiaj żadnych sprzeczek, które skończyłyby się bójką i ostatecznie wizytą w gabinecie dyrektora. Przynajmniej na razie. Najbardziej martwi mnie fakt, że Lily może mnie mieć za totalnego świra i dziwoląga. Chociaż nie wiem kto tu jest większym świrem – ja czy ten blondyn, który stał przy dziewczynie. Jest dziwny. Gromi wzrokiem, na co wszyscy omijają go szerokim łukiem. A tym bardziej jak jest z Lily. Dlaczego tak się zachowuje? Może są razem? Sam już nie wiem, ale…
- Harry… - z myśli wyrwał mnie roztrzęsiony głos babci. Przestraszony uniosłem się z krzesła i spojrzałem na nią. W jej oczach pojawiały się zaczątki łez.
- Co się stało? Babciu, czemu…
- Twoje plecy… Są… Są całe w krwi. – Odparła przykładając swoją dłoń do czoła. Posadziłem ją na siedzisku, a sam pobiegłem do łazienki. Przeraziłem się widokiem, który ujrzałem w odbiciu. Cały tył koszulki był czerwony. Szybko ściągnąłem T-shirt co okazało się złym pomysłem, bo wywołało bolące i przeszywające szczypanie. Blizny, które miałem na plecach nie goiły się od lat, przez co wszystkie starania dotyczące zapomnienia strasznej przeszłości i mojego ojca szły na marne. Nawet lekarze nie potrafili mi pomóc. Ze łzami w oczach próbowałem pozbyć się czerwonej mazi.
- Daj, pomogę ci. – Usłyszałem cichy głos zza swoich pleców. Babcia wzięła ręcznik z moich dłoni i kontynuowała wycieranie krwi.
- Ile razy mam ci powtarzać, abyś skończył z tymi treningami? To tylko szkodzi twojemu zdrowiu, Harry.
- Babciu, boks jest w mojej sytuacji jedyną możliwością nauki samoobrony.
- Ale wiesz, że gdyby nie to, twoich ran już dawno by nie było?
- Tych może i by nie było, ale miałbym wiele innych. Gdyby nie boks, nie umiałbym się bronić i już kilkadziesiąt razy spraliby mnie na kwaśne jabłko. Nie pamiętasz jak było w poprzedniej szkole? Codziennie mnie zaczepiali.
- Ale teraz jesteś w innej szkole, w której są inni ludzie.
- Ale na pewno znajdą się tacy, którzy będą chcieli się na mnie wyżyć. Nie będę rezygnował z treningów.
- Nie wiem co jest przyjemnego w zadawaniu sobie bolących ciosów i kolejnych obrażeń. Nie mało ci jeszcze? Naprawdę tak mało przeszedłeś, żeby samowolnie godzić się na bicie?
- To między innymi dzięki boksowi udało mi się trochę o tym zapomnieć. To może być dla ciebie dziwne, ale mi sprawia to przyjemność. Dlatego nie zamierzam zaprzestania nauki.
- Ale zrozum…
- Nie chce już nic rozumieć. – Odparłem spuszczając głowę.
Babcia westchnęła tylko i sięgnęła po bandaże w celu opatrzenia moich poranionych pleców.

*Następnego dnia*

Drugiego dnia na szczęście nie zaspałem. Pod szkołą byłem dokładnie 7:53. Dość szybkim krokiem szedłem w stronę budynku, a gdy miałem już przekroczyć próg ktoś mnie zatrzymał.
- Ej ty poczekaj. – Usłyszałem i w tym samym momencie poczułem szarpnięcie za ramię.
Przede mną stało trzech nieźle przypakowanych kolesi.
- Chodzisz do klasy ze ślicznotką Horana prawda? – Rzucił w moja stronę mulat.

Znam jakiegoś Horana?

Uważnie mi się przyglądał dopalając papierosa.
- Nie wiem o kim mówicie. Nie znam…
- Oh nie wymyślaj. Przecież widzę, że coś kręcisz.
- Naprawdę nie znam żadnego Horana. Czego w ogóle ode mnie chcecie?
- Skoro tak bardzo się upierasz… - Zaczął przypierając mnie do zimnej, ceglanej ściany szkoły, na co odezwały się moje rany na plecach. Cicho syknąłem z bólu. Ręka mulata mocno ściskała płaszcz pod moją szyją. – Słuchaj no gnojku. Pan Horan kazał cię ostrzec, abyś nie zbliżał się do jego dziewczyny, bo inaczej pogada z tobą osobiście. A uwierz mi, nie chcesz tego.
- Tak? To niezła z niego boidupa skoro nie odważył się sam mnie ostrzec.
Na te słowa jego wolna pięść spotkała się z moim polikiem. Zakołowałem się i podpierając o ścianę, trzymałem za bolące miejsce.
- Nie pozwalaj sobie, pedale.
- To pewnie jakiś wasz szef, nie? Ile wam płaci za godzinę? – parsknąłem, jakby jeszcze było mi mało.

Ale widocznie mój mózg chciał inaczej.

Mulat podszedł do mnie i zrobił kolejny zamach, ale ktoś mu przerwał.
- Zayn zostaw go. – Usłyszałem głos, który szczególnie zapadł mi w pamięć.
Spojrzałem na Lily. Przywitała mnie uśmiechem na co chciałem odpowiedzieć tym samym, ale przez nabrzmiały polik bardziej przypominało to grymas.
- Co on ci zrobił, że od razu go bijesz? – Zapytała dziewczyna.
- Niall kazał go nastraszyć, żeby się do ciebie nie zbliżał. A potem zaczął pyskować.
Dziewczyna zaśmiała się.
- O nie. I pewnie uraził twoją godność? A to Niall sam się bał przyjść, że go wyręczasz? Gdzie on teraz jest?
- Nie wiem. Myślałem, że przyjedziecie razem.
- Okey, będę musiała z nim pogadać. A wracając do tematu. To, że Niall jest waszym ‘przywódcą’, czy nie wiem jak tam go zwiecie, nie oznacza, że musisz zawsze być na każde jego zawołanie i spełniać jego zachcianki. Poza tym nie myśl, że jak trochę mu się poprzymilasz to zgodzi się, żebym dała ci dupy. 
Wszyscy którzy zdążyli zgromadzić się wokół, wydali z siebie charakterystyczne "OOO".
 - Stary, chyba właśnie dostałeś kosza.- Odparł jeden z jego towarzyszy.
Zayn stał tylko i załamany patrzył na dziewczynę.
- Nie poruchasz. – Bąknął drugi ledwo powstrzymując się od śmiechu.
Mulat przyłożył mu jeszcze mocniej niż mi i zniknął za budynkiem.
- Was też to dotyczy. - Odparła do dwójki chłopaków, którzy na te słowa zniknęli szybciej niż się pojawili.

Nie mam pojęcia co ich wszystkich łączy, ale może to i lepiej.

- Debile. – Rzuciła Lily i podeszła do mnie. - Nic ci nie jest Marcel?
- Nie, chyba nie. To znaczy, na pewno nie. – Zapewniłem ją co chyba było mało przekonujące.
- Chyba do końca nie jest okey. Trochę oberwałeś. Chodź, pomogę ci coś z tym zrobić. - Podała mi plecak i po przepchaniu się przez tłum weszliśmy do szkoły.



 
No to za nami pierwszy rozdział w nowym roku! :D Kolejny za 17 komentarzy. ;*
 
Jeszcze małe wyjaśnienie:
W tym opowiadaniu Harry wygląda jak Marcel z teledysku BSE tylko w szkole. Poza nią (np. w domu, na treningach - czyli tam gdzie nie ma do czynienia ze szkolną społecznością) wygląda jak normalny Harry. To między innymi dlatego jego babcia zwraca się do niego 'Harry'. Wszystko jeszcze w trakcie opowiadania będzie się wyjaśniać. :D
 
Gdyby jeszcze coś było niejasne pytać w komentarzach. Z chęcią wam odpowiem. ;*
 
Tak więc komentować, pytać, obserwować i nie zapominać o informowanych. ;*
 
♥ Kocham Was. ♥
Ola xx 

środa, 31 grudnia 2014

ROZDZIAŁ 3

Rozdział zawiera treści dla dorosłych.
Czytasz na własną odpowiedzialność.
 
Chociaż znając Was to i tak pewnie przeczytacie. :D
ILY zboczuszki. ;*
 
 
 
Powoli podeszłam do łóżka i pochyliłam się nad nim. Niall nie spuszczał ze mnie wzroku.
- Ktoś tu był dzisiaj bardzo podniecony... - Położyłam dłoń na jego torsie i zaczęłam przesuwać ją w dół, dokładnie czując pod palcami wszystkie jego mięśnie. Każdy z nich spinał się delikatnie pod moim dotykiem. – A jak tam mój mały przyjaciel? Doszedł już do siebie? – Docierając do jego krocza, ścisnęłam jego męskość. Niall wydał z siebie cichy jęk i odchylił głowę do tyłu. Miał dresy więc bez problemu dostałam się do jego bokserek i ponownie ścisnęłam jego penisa przez cienki materiał. – Jesteś taki bezbronny pod moim dotykiem, Niall. – Ostatni raz pozwoliłam mu oddać się rozkoszy, po czym uniosłam się z niego w celu zdjęcia sukienki. Zanim zdążyłam sięgnąć do ekspresu, Niall obrócił mnie i przygniótł swoim ciałem do ściany. Złączył nasze usta w namiętnym pocałunku. Rozchyliłam wargi i oddałam się całkowicie przyjemności jaką dostarczał mi chłopak. Złapał mnie za pupę i uniósł do góry. Oplotłam się nogami wokół jego pasa, a moja i tak krótka sukienka podwinęła się pod same pośladki. Czułam jego rosnącą erekcję na mojej kobiecości. Całowaliśmy się coraz namiętniej. Zatopiłam ręce w jego włosach, delikatnie za nie pociągając. Nie przerywając pocałunków położył mnie na łóżku i zawisł nade mną. Oboje oddychaliśmy bardzo ciężko.
- Zdajesz sobie w ogóle sprawę jak na mnie działasz?
- Pokaż mi. – Spojrzałam na niego spod rzęs. Uśmiechnął się zawadiacko. Uniosłam się dając mu tym samy dostęp do zapięcia. Nie minął moment, a leżałam pod nim w samej bieliźnie. Złożył pocałunek na moich ustach jednocześnie napierając swoją miednicą na moją.

To było tak cholernie przyjemne!
 
Całował mnie po linii szczęki, później po dekolcie.
- Nie myliłem się mówiąc, że ta bielizna jest bardzo ładna. Ale wolałbym oglądać cię bez niej. – Wymruczał zachrypniętym głosem.
Szybko pozbył się mojego stanika i zaczął ugniatać moja lewą pierś. Prawą natomiast skubał zębami. Pod wpływem jego dotyku sutki szybko stwardniały. Nie zaprzestając pieszczot na moich piersiach, schodził coraz niżej z pocałunkami. Zadrżałam gdy poczułam jego ciepły oddech na podbrzuszu. Wsunął kciuki pod gumkę od majtek i delikatnie pociągając, zaczął je ściągać. Miałam wrażenie jakby ta chwila trwała wieczność. Zgiął moje nogi w kolanach i rozszerzył je, mając do mnie całkowity dostęp. Leżałam przed nim całkowicie naga, gdy on nadal był we wszystkich ciuchach. Zesztywniałam gdy poczułam jego usta przy mojej kobiecości.
- Niall… - Stęknęłam gdy przejechał palcami po mojej łechtaczce.
- Widzę, że ci się podoba. – Zaśmiał się nisko. – A może chciałabyś, żeby to był mój język? – Jego słowa potęgowały moje podniecenie, co sprawiało, że robiłam się coraz bardziej wilgotna. – Zawsze jesteś dla mnie taka mokra. – Odparł, a chwilę później poczułam jego język. Mocno trzymał moje biodra i zacieśniał uścisk gdy wierzgałam się pod wpływem napływających co trochę fali uniesienia. Był coraz bliżej mojego wejścia. Złapałam go za włosy i odchyliłam się do tyłu, wydając z siebie gardłowe pojękiwania. Wygięłam się w łuk gdy wbił we mnie dwa palce. Wsuwał i wysuwał je, a językiem kreślił małe kółeczka wokół mojej kobiecości.
- Niall, błagam cię. Wejdź we mnie. – Wydusiłam, czując kiełkujący orgazm.
Zadrżał pod wpływem swojego śmiechu. O mój boże! Nie spełnił mojej prośby od razu. Zgiął we mnie swoje palce, a przez szybką stymulacje łechtaczki doszłam chwilę później, ciągnąc go za włosy i sztywniejąc. – Niall! – Chłopak znów się zaśmiał i obdarował moją przyjaciółkę ostatnim pocałunkiem, a następnie wrócił do moich zaniedbanych ust, czule je całując.
- I kto tu jest bezbronny? – Zapytał, patrząc jak dochodzę do siebie.
Nie mogąc wypowiedzieć żadnego słowa, pocałował mnie namiętnie i uniósł się siadając na moich biodrach, zmuszając mnie tym samym do pozostania w pozycji leżącej. Z zawadiackim uśmiechem i rozczochranymi włosami, rozwiązał sznurek w dresach i zdjął je, lekko się podnosząc, w wyniku czego został tylko w czarnych bokserkach i lekko prześwitującym białym T-shirtcie. Gdy uniósł ręce w celu pozbycia się materiału, zatrzymałam go.
- Ja chcę to zrobić. – Odparłam i przygryzłam wargę.
Ukazał mi rząd swoich śnieżnobiałych zębów i przesunął się, siadając pomiędzy moimi nogami i pozwalając mi tym samym unieść się do góry. Kładąc ręce na jego biodrach, otarłam kciukami o jego nabrzmiałego penisa, na co wciągnął powietrze. Zadowolona wsunęłam dłonie pod jego koszulkę i powoli podążałam nimi w górę, marszcząc przy tym cienki materiał i odsłaniając kolejne partie jego umięśnionego torsu. Gdy w końcu pozbyłam się jego bluzki, popchnęłam go, dając mu do zrozumienia, że ma się położyć. Tak też zrobił, więc zbliżyłam się do niego i pocałowałam jego linię szczęki, później szyję, tors. Podążając pocałunkami coraz niżej, głaskałam palcami jego mięsnie, które tak bardzo uwielbiałam dotykać. Paznokciem kreśliłam dokładną dróżkę wzdłuż jego linii V i ostatecznie zatrzymując się na gumce od bokserek. Dokładnie obserwował mój każdy ruch.
- Długo jeszcze będziesz się nade mną znęcać? Widok nagiej ciebie, naprawdę sprawia, że jak nie przestaniesz, to przepieprzę cię tak, że usłyszą to twoi sąsiedzi. – W jego oczach widać było podniecenie i pożądanie.
Zachichotałam i powoli ściągnęłam jego bieliznę, uwalniając gotowego i naprężonego penisa. Nie czekając dłużej, przesunęłam się w górę, trąc cały czas o jego męskość. Cicho jęknął przymrużając oczy i wyginając się w łuk, co sprawiło, że nasze ciała na moment całkowicie się złączyły. Usiadłam na jego brzuchu cały czas czując na swoich pośladkach nabrzmiałą erekcje chłopaka. Zatraciłam się na moment w przyjemnym uczuciu. Niall wykorzystując moje chwilowe rozkojarzenie obrócił nas tak, że teraz to ja znajdowałam sie pod nim.
- Jesteś mistrzynią w podniecaniu mnie ale nigdy nie uda ci się mnie zdominować, moja słodka Lily. - Odparł całując mnie w usta. Poczułam główkę jego penisa przy moim wejściu, na co wciągnęłam powietrze.
- Niall proszę... - Wyszeptałam zamykając oczy z ogarniającego mnie podniecenia. Oddawałam każdy jego pocałunek, pociągając za jego blond pasemka. Nagle zesztywniał i zaprzestał pieszczot.
- Fuck. - Bąknął z lekką wściekłością w głosie, siadając na mnie. Zdezorientowana otworzyłam oczy i spojrzałam na chłopaka, który gdyby mógł wyrwał by sobie większość włosów.
- Co się stało? - Zapytałam zaniepokojona unosząc się na rękach.
- Nie wziąłem gumki. - Spuścił głowę i wplótł swoje palce we włosy.
Wybuchłam głośnym śmiechem i schowałam twarz w dłonie.
- Z czego się cieszysz? Od samego rana pragnę się w tobie znaleźć i cię zaspokoić, ale jak zwykle kurwa gówno wyszło.
Wstał ze mnie i podszedł do ściany, z całej siły w nią uderzając. Ja natomiast tłumiłam śmiech jednocześnie napawając się widokiem jego nagich, napiętych pośladków.
- Ej nerwusie. Może nie demoluj mi pokoju, co? - Powiedziałam rzucając w niego pudełkiem prezerwatyw.
Obrócił się zobaczyć co uderzyło w jego plecy. Schylił się po opakowanie i spojrzał na mnie pytająco.
- Hmm.. Nie przestaniesz mnie zaskakiwać. - Odparł szczęśliwy.
Nie mogąc opanować śmiechu przewróciłam się na brzuch i schowałam twarz w poduszkę. Moje ciało wibrowało od mocnego chichotu. Po chwili poczułam jak materac wokół mojego ciała lekko się ugiął. Oddech Nialla na mojej szyi przyprawił mnie o przyjemny dreszcz.
- Przewrócisz się, czy mam cię wziąć od tyłu? - Odparł ciężko oddychając.
Z powrotem położyłam sie na plecach i zatopiłam się w błękicie jego podnieconych oczu.
- A już miałem nadzieje że popatrzę sobie na twój krągły tyłeczek. - Przygryzłam wargę i wpiłam się w jego usta. Poczułam jego penisa przy kobiecości. Ręką zjechał po moim brzuchu i lekko podrażnił moją łechtaczkę.
- Niall, kochaj się ze mną.
Chwyciłam jego twarz w dłonie i musnęłam usta. Rozszerzył jeszcze trochę moje nogi i w końcu poczułam, jak jego męskość powoli we mnie znika. Głośno jęknęłam zaciskając dłonie na jego wytatuowanych bicepsach.
- Jesteś taka ciasna. – Odparł, powoli się we mnie wbijając.
Jego biodra ocierały się o moją miednicę, co jeszcze bardziej potęgowało nieziemskie uczucie. Czułam z początku bolesne rozpychanie, ale gdy znalazł się we mnie cały, ból został zastąpiony tylko i wyłącznie przyjemnością. Zaczął się poruszać, z początku powoli i subtelnie, ale później jego ruchy stały się krótkie i mocne. Z każdym pchnięciem wchodził coraz głębiej. Nierównomiernymi posuwistymi ruchami, wplotłam dłonie w jego włosy i przyciągnęłam go do siebie. Rękoma oparł się po obu stronach mojej głowy, a jego tors przyległ do mojej klatki piersiowej. Nasze ciała idealnie ze sobą współgrały, a Niall nadawał rytm naszym wspólnym ruchom
- Niall… - Jęknęłam, przygryzając wargę. Niall uciszył mnie pocałunkami i pchnął ostatni raz, doprowadzając mnie ponownie do orgazmu. Po chwili doszedł również on, wydając z siebie głośny, gardłowy jęk. Opadł na mnie przytulając mnie do siebie. Oboje ciężko oddychaliśmy. Po chwili odpoczynku blondyn przewrócił się na plecy ciągnąc mnie za sobą. Gdy chciałam się poruszyć, zdałam sobie sprawę, że jego penis nadal mnie wypełnia. Dziwne uczucie wywołało u mnie mały grymas.
- Nadal twierdzisz, że ‘twój’ przyjaciel jest malutki? Bo po twoim wyrazie twarzy bym tego nie powiedział. – Zaśmiał się ukazując zęby.
- To fakt. Z tobą w środku nie mogę tak powiedzieć. – Zachichotałam tuląc się do jego rozgrzanej klatki piersiowej.
 
 


I jak? Rozdział wyszedł dość długi, ale nie chciałam go dzielić ani skracać więc wpakowałam wszystko w jeden post. Chcielibyście częściej takie sceny? Piszcie swoje opinie w komentarzach.
Rozdział 4 za 13 komentarzy. ;*
 
♥ Każdy wasz komentarz to dla mnie ogromna motywacja. ♥
 
Nie zapominajcie o OBSERWACJACH i pamiętajcie też o INFORMOWANYCH. ;*

♥ Kocham Was zboczuszki. :D ♥
Ola xx

wtorek, 30 grudnia 2014

ROZDZIAŁ 2

*Lily's P.O.V*

Ten chłopak mnie intryguje. Nigdy nie widziałam tak skromnej i zamkniętej w sobie osoby. Co sprawiało, że taki był? Że tak bardzo się bał?
- Tak więc jestem Marcel. Marcel Styles. Przyjechałem z południa, a dokładnie z Bournemouth…
- To bardzo daleko stąd. Dlaczego przeniosłeś się aż tutaj? – Co za wnikliwe babsko. Ugh.
- Umm.. – Marcel spuścił głowę na swoje ręce. Wszyscy wlepiali w niego gały. Na jego dłoń spadła kropelka cieczy. On płakał?!
- Może tak mogłaby pani pomyśleć zanim o cokolwiek się pyta? Może nie chce mówić co spowodowało, że tu przyjechał? Zawsze musi być pani taką przenikliwą zołzą? – Wszyscy spojrzeli na mnie zszokowani. Również Marcel patrzył na mnie zaczerwienionymi oczami.
- Przegięłaś Collins. Do dyrektora. Natychmiast!

***

Po czterech godzinach spędzonych w gabinecie dyrektora w końcu udało mi się wyjść. Przed pokojem czekał już na mnie Niall.
- Co tym razem przeskrobałaś? – Zapytał ucieszony całując mnie na przywitanie.
- Hmm.. Uratowałam kogoś z opresji.
- Co? – Na jego twarz wpełzło zdziwienie, jednak nie zdążyłam mu odpowiedź bo podszedł do nas Marcel.
- Słuchaj, chciałem ci podziękować. I tak mają mnie już za największą beksę w klasie, ale jeszcze raz wielkie dzięki. Mógłbym poznać twoje…
- Jestem Lily. – Uśmiechnęłam się do niego i podałam mu rękę.
Uścisnął moją dłoń. Zbliżył się do mnie ale coś go zatrzymało. A raczej ktoś.
 
Pan Niall Pieprzony Zazdrośnik Horan.

- M-może ja już pójdę. D-do jutra. – Posłał mi uśmiech i zerkając ostatni raz na Horana szybko się oddalił.
- Niall… Ugh. Musisz tak wszystkich straszyć? – Zrezygnowana ruszyłam w stronę wyjścia.
- Nie chcę żeby taka ciota dotykała, a tym bardziej całowała moją księżniczkę. – Czułam rumieńce wlewające się na moje poliki, co nie zmieniało faktu, że nadal byłam na niego trochę zła.
- Nie nazywaj go ciotą Horan. Nawet go nie znasz.
Zatrzymał mnie i obrócił w swoją stronę łapiąc za ramiona.
- Ty też go nie znasz moja droga. W ogóle co ty się tak nim przejmujesz? Wiesz, że robię się kurewsko zazdrosny gdy wokół ciebie plącze się jakiś facet. Chociaż dziwi mnie fakt, że jestem zazdrosny o to coś. Bo nie nazwałbym go facetem.
- Niall przestań! - Wyrwałam się z jego dłoni i wyszłam przed szkołę. Zimny podmuch wiatru sprawił ze zadrżałam, więc jeszcze mocniej opatuliłam się płaszczem.
- Masz. – Odparł i dał mi swoją kurtkę.
- Oszalałeś?! Jest 5 stopni na minusie a ty chcesz iść na krótki rękaw?!
- Nie chcę patrzeć jak marzniesz.
- A ja nie chce patrzeć jak zamarzasz. Ubierzesz się w końcu, czy sama mam to zrobić? – Chciałam mu oddać jego kurtkę ale mnie zatrzymał.
- Nie. – Na jego rękach była już gęsia skórka.
- Jezu, Niall zawsze musisz być taki upierdliwy? – Westchnęłam i zarzuciłam kurtkę na jego muskularne ramiona.
Stwierdziwszy, że ze mną nie wygra, ubrał się, a ja przybiłam mentalną piątkę.
- Wolę jak mnie rozbierasz. – Odparł wywołując uśmiech na mojej twarzy.
Poczułam jego ciało na moich plecach, a rękoma jeszcze mocniej mnie do siebie przyciągnął.
- Wiesz jak bardzo mnie podniecasz gdy jesteś zła. A tym bardziej jak masz na sobie te mega obcisłe jeansy. – Dłonie Nialla powędrowały na moje biodra, a jego ciepły oddech sprawił, że również czułam się pobudzona. – Chcę się w tobie znaleźć. Teraz. Chodźmy do mnie. – Jego niski i zachrypnięty głos obudziły w moim podbrzuszu stado motyli. – Błagam cię. Dłużej nie wytrzymam. Mój fiut już od 15 minut jest gotowy cię przepieprzyć. Uwierz mi, to trochę boli. – Zachichotałam i obróciłam się w jego uścisku. Patrzył na mnie błagalnym wzrokiem.
- Niall… Wiesz, że nigdy bym ci nie odmówiła, ale dzisiaj nie mam wyjścia. Ciocia ma urodziny więc mama postanowiła zaprosić całą rodzinę. - Chłopak westchnął zrezygnowany. – Przepraszam. – Szepnęłam i spuściłam wzrok.
Chwycił moją twarz w swoje dłonie. Spojrzałam w jego błękitne oczy.
- Wiesz, że nie lubię jak się smucisz? Nie martw się śliczna. Jakoś wytrzymam. Gorzej będzie z tym tam na dole. Tęskni za swoją przyjaciółką. – Zaśmiał się, a ja przygryzłam wargę. – Leć mała bo się spóźnisz. A twoja mama chyba tego nie lubi.
- Tak to prawda. Jeszcze raz cię przepraszam. – Odparłam i pocałowałam go delikatnie, a on namiętnie odwzajemnił pocałunek, ściskając moje pośladki. Wydałam z siebie cichy jęk, na co chłopak zaśmiał się i przygryzł moją wargę.
- Kocham cię.
- Ja ciebie też. Do jutra. – Ostatni raz ucałowałam jego nabrzmiałe usta i skierowałam się w stronę domu.

***

Od pół godziny bezczynnie siedziałam na krześle w kuchni. Wcześniej pomagałam mamie w szykowaniu i witaniu gości, więc nie było tak źle. Ale teraz? Umieram z nudów. Rodzice siedzą z gośćmi w salonie. To nie moje towarzystwo więc nie będę im przeszkadzać. Z resztą nawet nie chcę tam iść, bo zaraz wszystkie tematy zeszłyby na moją osobę. Znudzona wyszłam z kuchni i skierowałam się do swojego pokoju. Po drodze zahaczyłam o łazienkę. Przeczesałam włosy i obciągnęłam sukienkę. Chwyciłam za klamkę i weszłam do środka. Było bardzo ciemno. Gdy w końcu znalazłam włącznik, w pokoju nastała jasność. Pisnęłam przestraszona gdy zobaczyłam Nialla siedzącego na łóżku. Podparłam się o szafę i próbowałam unormować oddech.
- Jesteś debilem. Chcesz żebym zeszła na zawał? Nie mogłeś mnie uprzedzić?
- Nie było by niespodzianki. – Zaśmiał się. - Miałem zapalić światło, bo trochę się bałem, że w tych szpilkach o coś się potkniesz.
- Skąd wiedziałeś, że jestem w szpilkach?
- Okna się zasłania. – Jego usta wygięły się w delikatnym uśmiechu.
- Hmm... Okey. Czymś jeszcze mnie zaskoczysz?
- Ładną masz na sobie bieliznę. – Rzucił i przygryzł wargę.
- Ohh… - Przeniosłam ciężar ciała na jedna nogę. Chłopak czekał na mój dalszy ruch. - To w takim razie… Może chciałbyś zobaczyć ją z bliska?




Jak już pewnie się domyślacie w następnym rozdziale będzie się dziać. :D
Więc czytajcie i komentujcie. Rozdział 3 za 6 komentarzy. ;*
 
!Każdy komentarz to motywacja do pisania!
 
Przypominam o INFORMOWANYCH i OBSERWACJACH.
 
 
♥ Kocham was! ♥
Ola xx

poniedziałek, 29 grudnia 2014

ROZDZIAŁ 1

W końcu sędzia wrócił na sprawę rozpraw. Na szczęście.
- Harrego Parkera uznaję za winnego za znęcanie się fizyczne i psychiczne, wyrządzanie uszczerbków na zdrowiu oraz wielokrotne bicie i molestowanie swojego syna Harrego Stylesa przez 16 lat. Oskarżonego pozbawiam wszelkich praw rodzicielskich i skazuję na dożywotnie pozbawienie wolności z możliwością wykonania kary śmierci. Po trzech latach sprawę uważam za zamkniętą. Dziękuję.
Wyprowadzili ojca. Siedziałem ze spuszczona głową bo nie chciałem mieć z nim kontaktu wzrokowego. Już nigdy więcej. Po kilku minutach w końcu wydostaliśmy się z budynku sądowego. Odetchnąłem z ulgą i spojrzałem na babcię.
- Babciu, dlaczego płaczesz?
- Harry, kochanie, ten bydlak cię tak krzywdził. – Odparła zaciągając się szlochem.
- Nie martw się, już po wszystkim. To rozdział zamknięty. Chcę zacząć wszystko od nowa. - Uśmiechnąłem się do niej, na co trochę się uspokoiła. – Chodź, jedziemy do domu. – Zachęciłem ją i poszliśmy w stronę auta.

*Tydzień później*

Po chwili namysłu odważyłem się wkroczyć za próg szkoły. Z trudem otworzyłem ciężkie, drewniane drzwi. W szkole było dziwnie pusto i zimno. Spojrzałem na zegarek. 8:10. Cóż chyba wypadłem z rytmu wczesnego wstawania. Podszedłem pod plan sprawdzić gdzie mam lekcje. Gdy się odwróciłem wpadłem na jakiś dwóch kolesi.
- Ej uważaj jak chodzisz lamusie. – Zaczęli się śmiać.
Podobno to najlepsza szkoła w miasteczku. W sumie musi być najlepsza bo jest tylko jedna. Ekstra. Po dziesięciominutowym spacerze po szkole w końcu udało mi się znaleźć klasę. Usiadłem pod ścianą. Trochę się boję. Jest styczeń. Wszyscy się znają bo chodzą ze sobą już drugi rok. A ja jestem tu całkowicie nowy.
- Dlaczego tutaj siedzisz? – Usłyszałem łagodny głos.
Uniosłem głowę. Stała przede mną urocza blondynka. Niezgrabnie podniosłem się z podłogi. Górowałem nad nią wzrostem. Miała może z 160cm. Cóż ubiorem do siebie pasowaliśmy. Ona ubrana była w spódniczkę i białą koszulę zapięta pod samą szyję. Trochę przypominało to mundurek. Na głowie dwa warkoczyki. A ja? Proste jeansy, koszula i sweter w kratę. Wszystko pozapinane na ostatni guzik. Plus okulary i ulizane włosy.
- Wiesz… Jestem nowy i trochę się boję.
- Nie martw się. A do której klasy chodzisz?
- 2c.
Na twarz dziewczyny wtargnęło zdziwienie i po chwili przerażenie.
- Współczuję ci. Naprawdę ci współczuję.
- Dlaczego? Co jest nie tak? 
- To najgorsza klasa. – Odparła spoglądając za moje ramie. Przełknęła ślinę i uciekła.
Stałem jak słup na środku korytarza. Chwilę później poczułem szturchniecie w lewe ramię.
- Ej. Stev, to ten lamus.
- Co tu robisz…
- Marcel. – Dokończyłem.
- Tak więc, co tu robisz, MARCEL? – Odparł, jak się dowiedziałem, Stev.
- J-jaa… - Nagle zabrakło mi języka w gębie.
- No co? Wysłów się wreszcie. Chcemy iść na lekcje, a przez ciebie tracimy czas.
- Też idę n-na lekcje.
- Gdzie?
Znów zaniemówiłem.
- No gdzie? Która sala? – Był coraz bardziej wkurzony, a ja coraz bardziej obsrany.
- Dw-dwieście trzy.
Spojrzeli na siebie i na drzwi przed nami.
- Jaja sobie robisz? – Zwrócił się do mnie ten drugi.
- Która klasa?
- 2c.
- Nie wierzę. Ty, niejaki Marcel, zapewne kujon, będziesz chodzić do naszej klasy?!

Będę chodzić z nimi do klasy?! Że co?!
 
- Ciekawe jak długo wytrzymasz.
- Dan debilu nie strasz go. - Odparł Steve.
- O co wam do cholery chodzi?
- OOO, nasz kujonek przeklina. Nie twoja sprawa. A teraz chodź, poznasz resztę naszej zajebistej klasy. – Odparł ciągnąc mnie za sweter.
Dan chwycił za klamkę i otworzył drzwi, a Stev dyskretnie mnie popychając wprowadził do klasy. W jednym momencie wzrok 30 osób przeniósł się z nauczyciela na mnie. Rozejrzałem się po osobach. Praktycznie wszyscy ubrani byli na czarno. Sami chłopacy. Chociaż nie. Na końcu klasy, siedziała dziewczyna. Szatynka. Lekko się uśmiechała. Nie panując nad sobą, przygryzłem wargę. Podniecała mnie? Tak i to bardzo. Ale było w niej coś co mnie onieśmielało. Spuściłem wzrok.
- Skoro już nam przerwaliście chłopcy to może dokończcie to co zaczęliście? – Odparła nauczycielka.
Moi towarzysze, którzy cały czas mnie trzymali jakby bali się, że im ucieknę, spojrzeli zdziwieni na kobietę.
- No przedstawcie kolegę. Widzę, że macie dobre stosunki. 
Usłyszałem cichy chichot z końca klasy. Podniosłem wzrok na dziewczynę. Śmiała się pod nosem. Nie miałem pojęcia z czego. Czy z słów nauczycielki czy może z mojej idiotycznie wyglądającej osoby w sweterku od babci.
- Tak więc… Yyyy – Zaczął Stev. – To jest Marcel i... yyyy… Będzie chodził z nami do klasy. – Dumny z siebie wyszedł przed nasz trójosobowy szereg i ukłonił się. 
- Widzę, że się jeszcze za dobrze nie znacie. Usiądźcie chłopcy.
Rozejrzałem się po klasie. Jedyne wolne miejsce znajdowało się obok szatynki.
- No śmiało Marcel, pani Collins nie gryzie. A przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo.
Wszyscy wybuchli głośnym śmiechem, co sprawiło że i ja lekko się uśmiechnąłem. Miałem wrażenie, że odcinek który muszę przebyć aby dostać się do ławki ciągnie się w nieskończoność. Cały czas czułem na sobie wzrok dziewczyny. Całkowicie nie pasowałem do tej klasy. Nie tylko ubiorem ale myślę, że charakterem również. Gdy w końcu usiadłem w ławce odetchnąłem z ulgą. Jednak nie na długo.
- Marcel, może chciałbyś coś o sobie powiedzieć? Skąd jesteś, dlaczego się przeprowadziłeś. – Zwróciła się do mnie nauczycielka.
Wahałem się dłuższą chwilę. Nie lubiłem publicznych wystąpień, tym bardziej w klasie w której nikogo nie znam. Nie lubię opowiadać o swoim życiu. Powoli i niechętnie uniosłem się z krzesełka.
- Ej. – Spojrzałem lekko zdezorientowany na moją towarzyszkę. - Śmiało. – Uśmiechnęła się do mnie dodając mi otuchy.




Rozdział przejściowy więc w sumie nic się nie dzieje, ale w następnym będą już jakieś zaczątki pewnej akcji, dlatego komentujcie. :D Rozdział 2 również za 5 komentarzy.
 
 
~ ! ~ KOMENTARZE Z ANONIMA WŁĄCZONE ~ ! ~
 
Dzisiaj zorientowałam się, że nie uruchomiłam możliwości komentowania z anonimka, ale opcja już włączona więc KOMENTUJCIE, bo każdy komentarz to motywacja do dalszej pracy. ;*

PRZYPOMINAM O ZAKŁADCE INFORMOWANI!
 
I jeszcze SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU! ;*
 
 
♥ LUV YA MY LADS! ♥
Ola xx

czwartek, 25 grudnia 2014

PROLOG

Tu mnie nie złapie. – Pomyślałem zamykając drzwi od swojego pokoju na klucz. 

 Odetchnąłem chwilę i schowałem się do szafy. Moje serce biło jak oszalałe. Łzy mimowolnie spływały po polikach, a z łuku brwiowego sączyła się krew. Roztrzęsiony siedziałem najciszej jak tylko mogłem w drewnianym pudle. Sceny z przed chwili przewijały się w mojej głowie. Potłuczone szkło od butelek po piwie i wódce walało się po całym domu. Prawie całym bo tylko mój pokój pozostawał w porządku. Tylko tutaj czułem się bezpiecznie. Tak było od śmierci mamy. W sumie nie miałem okazji jej poznać bo zmarła przy porodzie. Przez 15 lat, dzień w dzień muszę użerać się z tym bydlakiem – moim ojcem. Odkąd pamiętam nie było dnia, żebym nie został pobity. Najczęściej dostaję za byle gówno. Moje ciało nie przypomina ciała normalnego nastolatka. Siniak obok siniaka, blizny obok blizn. Nie chcę już nawet myśleć co będzie dalej. Od 3 lat nie chodzę do szkoły. Uczę się sam w domu. Nie mam przyjaciół, nikogo w kim miałbym jakiekolwiek wsparcie. Nagle usłyszałem kroki. Dźwięk trzeszczącego i pękającego szkła pod jego butami przyprawiał mnie o dreszcze. Złapał za klamkę i szarpnął tak, że kluczyk który był w zamku upadł na ziemię. Zapadła cisza. Jednak po chwili rozległ się głośny trzask wypadających z zawiasów drzwi. Był tak blisko.

- Harry… - Znowu był pijany. – Synu… nie bądź tchórzem. Boisz się własnego… ojca? Wiem, że tu jesteś.

Jego kroki były coraz bardziej słyszalne. Stanął przed szafą i przerwał jedyną smugę światła, która jeszcze przed chwilą delikatnie oświetlała wnętrze. Otworzył drzwi i spojrzał się na mnie.

- Oh Harry, czemu się chowasz? Przecież… nie zrobię ci… krzywdy. 

 Chwycił za moją koszulkę i gwałtownie wyciągnął mnie z szafy. Zostałem przyparty do ściany. Dłonią trzymał mnie za szyję. Powietrze ledwo dostawało się do moich płuc. Cały od stóp do głów śmierdział wódką. Rękoma chciałem odeprzeć jego rękę, ale nic to nie dało.

- Wiesz synu… Chciałem mieć normalnego syna. Twardego… Silnego… Odważnego… A nie taką… pizdę. Myślisz, że jak siedzisz dniami i nocami przy lekcjach to jesteś… mądrzejszy? I… że może przez te okulary… jesteś bardziej inteligentny? – Odparł ściągając mi oprawki i depcząc je na drobny mak. – Chińskie gówno. Trzeba było słuchać ojca. Nie wyglądałbyś tak jak teraz jak… Pedał. A może ty wolisz chłopaków co? Może umawiasz się z jakimś przez… Internet? Ahh no tak. Przecież ty nie masz komputera. – Parsknął. – A może chcesz... żebym to ja był twoim pierwszym?

Co?! To obrzydliwe! Nie mam zamiaru słuchać dalej tych bzdur. Zebrałem się w sobie i odepchnąłem go najmocniej jak tylko mogłem. Upadł na ziemię. Wykorzystałem okazję i wybiegłem z pokoju. Nie miałem butów, a szkło wbijało się w moje stopy. Po chwili nie dałem rady iść dalej. Podparłem się ściany i uniosłem nogę. Wyglądała gorzej niż myślałem. Nagle usłyszałem trzeszczenie szkła. Wyjrzałem przez ramię. Ojciec podążał w moją stronę. Zacisnąłem zęby i ruszyłem dalej. Był coraz bliżej, aż w końcu poczułem szarpnięcie za ramię. Obrócił mnie w swoją stronę i roztrzaskał butelkę o moją głowę. Upadłem na ziemię. Koło mojej głowy była już spora kałuża krwi. Przed oczami pojawiały się i znikały czarne plamy. Czułem jak powoli tracę przytomność.

- Wiesz Harry… To jeszcze nie koniec… synu. To dopiero początek. – Odparł i głośno się zaśmiał.
 
 
 
 
I jak podoba Wam się prolog?
Wybaczcie, że tak długo na niego czekaliście, ale miałam małe problemy z blogerem. Obiecuję, że już więcej się to nie powtórzy. :D Pierwszy rozdział dodam za 5 komentarzy.
 
 
Jeszcze małe info:
Jeśli chcecie być informowani o nowych postach skomentujcie post w zakładce INFORMOWANI po lewej stronie w MENU swoim nickiem z Twittera lub linkiem na Facebooka, a powiadomienie dostaniecie na priv.
 

Mam nadzieję, że spodoba Wam się moje opowiadanie. Tak więc nie pozostaje mi nic innego jak życzyć Wam miłego czytania.

A z okazji Świąt Bożego Narodzenie mam dla Was mały prezencik - zwiastun opowiadania. ;*
Miłego oglądania i WESOŁYCH ŚWIĄT! ;*
 
 


Pamiętajcie o informowanych! :D
 
♥ LUV YA! ♥
 Ola xx